Przy kawie... „JAK ONI TO ZROBILI?"

ZNAD PISY

ROZMOWY KLIO...

Odsłon : 143856

„JAK ONI TO ZROBILI?"
(8 głosów, średnia ocena 4.88 na 5)

- z Małgorzatą i Juliuszem Szymańskimi O SCHRONACH NA MAZURACH I W KONEWCE, O SPOSOBIE NA ŻYCIE I O NAJLEPSZYM INWESTOWANIU -

rozmawiał Waldemar Brenda

Rozmowę przeprowadzono 11 X 2009r. w Muzeum Ziemi Piskiej.

 

 

Waldemar Brenda: Napisaliście Państwo wiele artykułów i dwie książki o tematyce fortyfikacyjnej. Jedna z nich to „Kwatery główne Hitlera oraz niemieckie stanowiska dowodzenia w Polsce", druga, wydana w 2009r. - „W krainie wielkich bunkrów. Hitlerowskie ośrodki dowodzenia na Mazurach". Skąd czerpiecie wiedzę do tych publikacji?

Juliusz Szymański - Staramy się czytać wszystko, cokolwiek się pojawi  na temat umocnień, fortyfikacji, ale też spraw pozornie z tym tematem niezwiązanych. Wiele ciekawych rzeczy np. dotyczących kolejnictwa znaleźliśmy w wydawanym przez Muzeum Ziemi Piskiej periodyku „Znad Pisy". Grzebiemy w archiwach. Ale przede wszystkim materiały do książek uzyskujemy z własnych badan terenowych. Jeździmy, oglądamy, robimy dokumentację techniczną i fotograficzną. Rozmawiamy z ludźmi.

 

W.B.:  Dlaczego właśnie Mazury stały się tym regionem, terenem, który zajmuje tak ważne miejsce w waszych książkach?

J.S.: W latach osiemdziesiątych przyjechałem tu na wakacje i trafiłem do Mamerek. Zrobił na mnie wrażenie ten ukryty wśród jezior i lasów kompleks schronów. Potem przyjeżdżałem tu jeszcze wiele razy, zacząłem szukać kolejnych punktów, które udałoby się obejrzeć. Stąd więc wyrosło to zainteresowanie fortyfikacjami z XX wieku. Potem pojawiły się umocnienia w innych regionach kraju. Mieszkam w Łodzi, więc taką wielką przygodą stał się bunkier w Konewce k. Spały, gdzie udało nam się odtworzyć i zagospodarować byłe niemieckie stanowisko dowodzenia Gefechtsstand „Anlage Mitte", z betonowym schronem kolejowym długości 380 m. dla pociągów sztabowych. To stało się dla nas sposobem na życie. Oprócz radości, jaką czerpiemy z pasji poznawania kolejnych obiektów, piszemy na ten temat, w Konewce organizujemy różne imprezy. Ponadto jestem tam przewodnikiem. Cała ta działalność stanowi więc dla nas także ważne źródło utrzymania...

 

Małgorzata Szymańska. - ...to przecież nie wszystko. Wydajemy nawet gazetę...

J.S.: No właśnie. Kiedy obliczyliśmy, że koszt wyprodukowania niewielkiej gazety jest porównywalny z drukiem kolorowej ulotki, zaczęliśmy przygotowywać „Gazetę Bunkrową" i nagle okazało się, że ona interesuje nie tylko entuzjastów militariów, ale także miejscową społeczność, która z „Gazety..." dowiaduje się o historii, ale także o wielu bieżących wydarzeniach. To nowe doświadczenie, które cieszy, ale też poważnie absorbuje czas.

M.S.: - ...robiliśmy również wystawę o „Żołnierzach wyklętych", walczących na naszym terenie...

 

W.B.: Zwracam się teraz do Pani Małgorzaty. Jak to się stało, że Pani zajęła się problematyką fortyfikacyjną? Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to raczej odległe od zainteresowań kobiety?

M.S.: Wie Pan, ja mam wykształcenie techniczne. Oglądanie poszczególnych obiektów zaczęło mnie coraz bardziej wciągać właśnie ze względu na wciąż powracające pytanie - „jak oni to zrobili"? Konieczność robienia planów, rysunków, pomiarów pozwoliła wykorzystać wiedzę i umiejętności.

J.S.: Pod tym względem z żoną bardzo dobrze się uzupełniamy. To dzięki niej udaje się wprowadzić w nasze poszukiwana element systematyczności. Wczoraj na przykład długo w nocy siedziała i przepisywała naprędce robione notatki i pomiary...

M.S.: Bo człowiek szybko zapomina i dlatego lepiej wykonywać dokumentację na bieżąco...

 

W.B.: Wczoraj miałem okazję dokonać obserwacji Państwa, jak wróciliście z objazdu bunkrów w okolicach Pisza. Byliście pełni euforii...

J.S.: No tak, pracownik Muzeum Ziemi Piskiej, pan Witold Szczech zawiózł nas do kilku takich miejsc, które wcześniej nie były nam znane. Oglądaliśmy ciekawe elementy wyposażenia, zachowane napisy, wyraźnie widoczną farbę maskującą, to wszystko sprawiło nam mnóstwo radości. Z wczorajszego dnia jesteśmy bardzo zadowoleni. Macie tu ciekawe obiekty. Szkoda tylko, że w kilku przypadkach swoją niszczycielską obecność zaznaczyli już złomiarze.

 

W.B.: Również w Piszu jest grupa zapaleńców, którzy chcieliby u nas utworzyć ścieżkę fortyfikacyjną. Co Państwo sądzicie o takim pomyśle?

J.S.: Kilku z nich mieliśmy okazję poznać. To świetny pomysł. Cieszę się za każdym razem, gdy kolejny obiekt zabytkowy ma szanse stać się przedmiotem powszechnego zainteresowania. To nie jest proste przekonać różne instytucje, lokalne władze, służby konserwatorskie itp. do uznania dwudziestowiecznych fortyfikacji za zabytki. Przywykliśmy do tego, aby godne zachowania pozostałości widzieć tylko w starych pałacach, zamkach... Przez to wiele obiektów architektury militarnej uległo zniszczeniu. Stały się wysypiskami śmieci. Miejscem pozyskiwania złomu. Stąd propozycja zorganizowania takiej ścieżki w Piszu zasługuje na uznanie. Miejscowym zapaleńcom udało się pozyskać przychylność władz, co nie jest bez znaczenia. Widzimy, jak te obiekty się zmieniają. Jeszcze niedawno ten główny bunkier, wyznaczający początek przygotowywanej ścieżki, był zdewastowany. Teraz już staje się atrakcyjnym miejscem, które na pewno przyciągnie turystów. Podobnie jak cała ścieżka, która na niewielkim stosunkowo odcinku daje okazję do pokazania różnych typów umocnień i instalacji związanych z II wojną światową.

 

W.B.: Wróćmy do książek, które napisaliście o kwaterach i ośrodkach dowodzenia III Rzeszy. Raz jeszcze zapytam o powód skoncentrowania się właśnie na tym regionie, co jest widoczne zwłaszcza w drugiej książce?

J.S.: Przede wszystkim, kiedy zaglądam do tych naszych opracowań, widzę jak szybko one się dezaktualizują. Wciąż pojawiają się nowe informacje i uzupełnienia. Ale bez takiej próby usystematyzowania dotychczasowej wiedzy, pewnie trudno by było o jej pogłębianie. A dlaczego tak wciągają nas Mazury? Może to trochę magia? Tu przecież swoją kwaterę miał Hitler. Tu były obiekty hitlerowskiego Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych, Himmlera, Lammersa, Goeringa w Szerokim Borze i wiele innych. Tak jakby stolica III Rzeszy przeniosła się do tych lasów. To działa na wyobraźnię.

 

W.B.: Które z tych obiektów wymagają jeszcze badań?

J.S.: O niektórych wiemy już całkiem sporo, o innych mniej. Chyba najgorzej rozpoznane są dwa kompleksy. W Gołdapi kwatera i ośrodek badawczy Luftwaffe i kwatera główna Hermanna Goeringa w Szerokim Borze. Prawdopodobnie pierwsze budowle powstały tu jeszcze przed wojną, ale wzmożone prace budowlane rozpoczęły się w 1940r. Po wojnie obiekt długo nie był udostępniany ze względu na obecność wojska, dziś zresztą jest podobnie.

 

W.B.: Myślę, że w tym miejscu zainteresowanych powinniśmy odesłać do najnowszej książki pt. „W krainie wielkich bunkrów".  Natomiast kończąc to spotkanie, pozwolę sobie tylko zacytować hasło, które odnalazłem we współredagowanej przez Pana Juliusza „Gazecie Bunkrowej" : „Człowiek - najlepsza inwestycja". Chciałbym, aby stało się ono mottem dla wszystkich ludzi ogarniętych pasją i dla tych, których wsparcia ci pasjonaci potrzebują. Dziękuję za rozmowę.

 

M. S. i J. S.: Dziękujemy za zaproszenie.

 

(Małgorzata Szymańska - z wykształcenia inżynier mechanik, prowadzi gospodarstwo sadownicze, wraz z mężem zajmuje się badaniem dwudziestowiecznych fortyfikacji.

Juliusz Szymański -  inżynier odlewnik, wydawca, szef Trasy Turystycznej „Bunkier w Konewce". Obydwoje są autorami książek i artykułów o tematyce fortyfikacyjnej oraz przewodników turystycznych)

 
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.

Wydarzenia

Brak wydarzeń
Maj 2012
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2