
Z DR. SŁAWOMIREM AUGUSIEWICZEM
- O BADANIACH NAD HISTORIĄ PRUS KSIĄŻĘCYCH,
O „TWIERDZY PISZ” I O ZAINTERESOWANIACH HISTORYCZNYCH MŁODZIEŻY
Rozmowę przeprowadzono 29 kwietnia 2009r. w Muzeum Ziemi Piskiej – rozmawiał WALDEMAR BRENDA
Waldemar Brenda: Sławku, zajmujesz się dziejami wojskowości w XVI – XVII w. Co Cię skłoniło do tego, aby właśnie taką tematykę wziąć na warsztat historyka?
Sławomir Augusiewicz: Myślę, że powodem była pierwsza poważna, naukowa praca, jaką wykonałem. Zawsze interesowałem się dziejami militarnymi i politycznymi tego okresu. Na początku były to głównie wydarzenia dotyczące Polski, ale tak się to później samo ukierunkowało, bez mojego wcześniejszego zamiaru, że zacząłem pisać o bitwie pod Prostkami. A do tego konieczne było zbadanie dziejów wojskowości Prus Książęcych i w ten sposób, taką trochę okrężną drogą, doszedłem do głównych kierunków swoich badań.
- Czy czujesz się historykiem dawnej Rzeczypospolitej, historykiem wojskowości, czy historykiem regionalistą, szczególnie wyczulonym na sprawy Warmii i Mazur ?
- Na pewno jestem historykiem regionalistą o tyle, że każda historia jest w pewnym sensie historią regionu. Przecież dzieje krainy, w której przyszło nam współcześnie zamieszkiwać, nie są oderwane od jakiejś historii szerszej. Natomiast oczywiście zajmuję się historią dawnej Rzeczypospolitej, na uniwersytecie prowadzę zajęcia z dziejów Rzeczpospolitej. Ale ponieważ historia Prus Książęcych właśnie w XVI i XVIIw. bardzo mocno wiąże się z dziejami państwa polsko - litewskiego, można mówić o bardzo silnych, wzajemnych powiązaniach, o żywych, ważnych kontaktach, które np. kształtowały polską politykę zagraniczną, więc w tym sensie obszary moich zainteresowań badawczych nawzajem się uzupełniają i przenikają.
- Jesteś historykiem, który burzy pewne mity historyczne, utarte prawdy, utrwalone przez wcześniejszych badaczy. Takim mitem powszechnie do niedawna przyjmowanym, który zweryfikowałeś poprzez swoje badania, jest historia rzekomego dwukrotnego najazdu tatarskiego na Prusy, w latach 1656 - 1657.
- Rzeczywiście, w okresie potopu szwedzkiego do Prus dotarły dwie duże wyprawy wojenne, jedna w październiku 1656r., druga w lutym 1657r. Jednak wbrew wcześniej przyjętym ustaleniom, Tatarzy wzięli udział tylko w operacji hetmana polnego litewskiego Wincentego Gosiewskiego między 8 a 13 października 1656r., natomiast nie uczestniczyli w wyprawie Aleksandra Hilarego Połubińskiego w lutym 1657r. Zresztą obydwie operacje dotknęły okolic Pisza. Ale reszta moich ustaleń, poza udziałem Tatarów w tej drugiej operacji, pokrywa się z dotychczasową tradycją pruską opowiadającą o tych wydarzeniach. Tylko tam, gdzie w tej tradycji mówiło się o udziale Tatarów – mam tu na myśli luty 1657r. - tam w rzeczywistości byli żołnierze koronni czy litewscy. Zrobiono z nich Tatarów, bo po spustoszeniach, jakich dokonali w ciągu kilku dni października 1656r., ich się bano w Prusach najbardziej. W 1656r. uprowadzono z Prus ogromny jasyr, wyprzedawany następnie na Krymie. Tysiące mieszkańców pogranicza poszło wtedy w niewolę! Zresztą Tatarzy budzili grozę nie tylko w elektorze brandenburskim i jego poddanych. Bali się ich także Szwedzi, którzy najechali Rzeczpospolitą w czasie potopu. Bano się ich w całej Europie. Dlatego, gdy kilka miesięcy po pierwszej wyprawie, na pograniczu z Prusami pojawili się podobnie ubrani wojownicy, nikt nie wnikał w szczegóły, za to po Prusach niosła się wieść, że wrócili straszliwi Tatarzy.
- Powiedz, czy Twoje obecne badania również przyniosą nową interpretację dziejów wojskowości w Prusach Książęcych?
- Nie sądzę, aby konsekwencją pracy, która mnie obecnie pochłania, były aż tak zaskakujące ustalenia. Po prostu chcę przedstawić rzecz, która w literaturze polskiej dotąd szerzej nie była przedstawiana. Nawet jeśli chodzi o historyków niemieckich, to powstały jedynie dwa takie poważniejsze opracowania dotyczące armii brandenburskiej Kurta Jany`ego i Georga Mülverstedta. I to właściwie jest wszystko, jeśli chodzi o armię pruską w czasach Fryderyka Wilhelma. Natomiast głównie interesowano się XVIII wiekiem, czasami fryderycjańskimi, okresem, kiedy powstawała nowoczesna armia pruska. Historycy badający te sprawy co najwyżej nawiązywali do okresu wcześniejszego. Więc moje obecne badania raczej tylko uzupełnią istniejącą w tej materii lukę, zwłaszcza w polskiej historiografii. Natomiast okazuje się, że źródeł na ten temat jest bardzo dużo i pozwalają na opracowanie szerszej monografii.
- Niejako przy okazji Twojego aktualnego tematu badawczego, pojawia się zagadnienie, o którym niejednokrotnie już rozmawialiśmy Chodzi o „Twierdzę Pisz”. Mamy w naszym mieście spore grono zapaleńców, którzy, na podstawie analizy dawnych map i planów, ale także poprzez obserwację piskiej przestrzeni urbanistycznej, czy też ukształtowania powierzchni, krok po kroku próbują odtworzyć kształt twierdzy bastionowej, powstałej na terenie Pisza w XVII stuleciu. Podczas jednej z naszych rozmów, bodajże przed dwoma laty, Ciebie również zainteresował ten temat.
- Faktycznie pamiętam nasze nocne wędrówki po Piszu, podczas których rozmawialiśmy o rozwoju przestrzennym miasta. Wtedy i ja dołączyłem do grona tych zapaleńców, bo pokazałeś mi ciekawy problem, który właściwie nie ma pełniejszego odzwierciedlenia w literaturze przedmiotu. Wiele wskazuje na to, że władze pruskie w XVIIw. próbowały zrealizować plany budowy jednej z większych twierdz w południowej części Prus, jeśli nie w całych Prusach. Co ciekawe, już na mapie Józefa Naronowicza – Narońskiego sporządzonej około 1660r., przy dużym powiększeniu, widać zarys miasta Pisza, widać zarys zamku i chyba też zarys umocnień. Ja korzystałem tylko z czarno- białej fotokopii, więc trzeba by przyjrzeć się oryginalnym, kolorowym mapom Narońskiego. Gdyby przy takiej szczegółowej analizie map, potwierdziło się to spostrzeżenie, byłoby to jak na razie najwcześniejsze, choć schematyczne, przedstawienie „Twierdzy Pisz”. Istnienie twierdzy znajduje odzwierciedlenie w źródłach. Podczas pobytu w archiwach berlińskich przeprowadziłem taką pobieżną kwerendę, która potwierdziła, że materiały na ten temat są i to dość liczne. Zapewne dokładne poszukiwania archiwalne pozwolą uzyskać sporo interesującego materiału, który z pewnością będzie się uzupełniał z ustaleniami lokalnych miłośników historii. W przyszłości na pewno będę się starał do tego wrócić.
- Ten przykład Twierdzy Pisz pokazuje, jak mało wciąż jeszcze wiemy o dawnej historii Prus. Niemal każda wizyta w archiwum, może odsłonić przed historykiem nowe obszary badawcze. Dlaczego dopiero teraz?
- Wcześniej polska historiografia koncentrowała się na innych ważnych tematach. Badacza mogły też ograniczać inne względy.Dziś dużo łatwiej pojechać do Berlina i przeprowadzić badania archiwalne. To widać w wielu dawnych publikacjach. Na przykład wielki badacz, wspaniały erudyta, Tadeusz Wasilewski, w biografii Bogusława Radziwiłła, znakomicie wykorzystuje bazę archiwalną do przedstawienia części życiorysu Bogusława. Natomiast o okresie, gdy Radziwiłł był namiestnikiem w Prusach Książęcych, Wasilewski pisze tylko na podstawie trzech opracowań. Nie miał po prostu możliwości wyjazdu do archiwum berlińskiego. Stąd właśnie teraz przyszła pora, aby te luki uzupełnić.
- Rozumiem, że Bogusław Radziwiłł, znany nam z roli super – zdrajcy, cynicznej kreatury, w którą wpisał go Henryk Sienkiewicz na kartach „Potopu”, stanie się przedmiotem kolejnych badań?
- Mam już zgromadzony spory materiał, więc jeśli pozwoli czas i zdrowie, będę się starał poświęcić więcej uwagi tej ciekawej postaci. Może wyjdzie z tego biografia? Radziwiłł zresztą epizodycznie związany jest z Piszem. Wielokrotnie tędy przejeżdżał, ponieważ od 1657r. prawie na stałe mieszkał w Królewcu, był namiestnikiem Prus Książęcych, ale odwiedzał swoje posiadłości na Podlasiu. Podczas tych podróży bywał w Piszu, tu pisał wiele listów, które warto kiedyś opublikować. Niestety, trudno w nich znaleźć informacje o mieście czy okolicy, ale jest to niewątpliwie ciekawe źródło do poznania samego Radziwiłła.
- Jesteś sekretarzem Komitetu Okręgowego Olimpiady Historycznej. Czy ta funkcja pozwala na jakąś ocenę, czy młodzież interesuje się historią?
Przez olimpiadę historyczna przewija się corocznie bardzo dużo młodzieży licealnej. To pozwala na stwierdzenie, że z tym zainteresowaniem nie jest tak źle. Przy okazji chciałbym zachęcić do udziału również piskich licealistów. Dzięki temu mogą się sprawdzić.
- Dzisiaj przyjechałeś do Pisza na zaproszenie Koła Regionalnego działającego w Zespole Szkół Katolickich. O historii opowiadałeś młodym słuchaczom, którzy zwykle są trudnym audytorium…
- Tak. Nie jest łatwo mówić do młodych ludzi. Ale trzeba do nich docierać z przekazem historycznym. To tak jak z czytaniem ksiązki. Czasem ona nie wystarcza, bezpośredni kontakt z autorem dostarcza nam innych przeżyć. Bezpośredni kontakt młodego człowieka z badaczem daje szanse na poznanie przeszłości niekoniecznie w wersji podręcznikowej. Także dla mnie takie spotkania mają wielkie znaczenie. Na młodych twarzach od razu widać, czy wykładowca jest rozumiany, czy wzbudza zainteresowanie. To duże wyzwanie.
- Jak się więc czujesz po dzisiejszej prelekcji?
- Wychodziłem z niej bardzo zadowolony. Zawsze chciałbym mieć takich słuchaczy.
Dziękuję za rozmowę.
(Sławomir Augusiewicz – dr nauk humanistycznych, pracownik naukowy Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie, autor licznych publikacji m.in. na temat historii wojskowości Prus Książęcych)
|