WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| Bo co to znaczy wolność? |
|
Z Waldemarem Brendą, historykiem, kustoszem Muzeum Ziemi Piskiej w Piszu rozmawiał Marek Truszkowski Warto rozmawiać o takich rzeczach jak patriotyzm, jak historia i nasz stosunek do niej. Warto rozmawiać z kolejnymi pokoleniami, choć przecież nie da się im niczego narzucić. Nasi następcy wybiorą sami. I jeśli nie będziemy wystarczająco wiarygodni, nasza propozycja zostanie odrzucona.
- Przy obchodach świąt narodowych Polacy mają skłonności do popadania w stany melancholii i patosu. Czy nie przesadzamy zbytnio z tą powagą? Narodowe Święto Niepodległości obchodzone 11 listopada jest przecież wydarzeniem radosnym. Jak powinniśmy ten dzień przeżywać? - Nie wydaje mi się, aby akurat nadmierny patos przy obchodzeniu narodowych świąt był naszym największym problemem. Patos w jakimś stopniu odzwierciedla poczucie wielkości tych chwil, jest odpowiedzią na heroizm naszych przodków. Czy mamy się tego wypierać albo wstydzić? Tym bardziej, że przecież patos nie przeszkadza w radosnym świętowaniu rocznicy odzyskania niepodległości. Ważne, aby wiedzieć, dlaczego to robimy. A że listopadowa rocznica kojarzy się również z melancholią i smutkiem? No cóż, to nie wzięło się znikąd. Po 11 Listopada 1918r. przyszedł Wrzesień 1939, potem dziwne, bo nie przynoszące nam wolności zwycięstwo w roku 1945. My, Polacy, doświadczeni przez historię, mamy w podświadomości zakodowane poczucie, że niepodległość nie jest czymś danym raz na zawsze. Może stąd ten smutek, z którym tak nastrojowo koresponduje aura jesieni, pamięć o grobach, rozświetlonych lampkami na Wszystkich Świętych? To wszystko nadaje tym obchodom taki bardziej refleksyjny charakter. Ale mimo to uważam, że nie powinniśmy zapominać o wyrażaniu radości. To przecież rocznica powstania wolnej Polski. - Czy zgodzi się pan ze mną, że data 11 listopada dla większości społeczeństwa bardziej kojarzy się z dniem wolnym od pracy, niż z datą zrzucenia jarzma wieloletniej narodowej niewoli? Czemu tak wielu ludzi traktuje ten dzień? - W okresie PRL, kazano nam obchodzić tzw. Święto Odrodzenia Polski w dniu 22 lipca. Można powiedzieć, że zafundowano nam święto w rocznicę wydarzenia, którego nie było. 22 lipca zamiast 11 listopada, 1 maja zamiast 3 Maja. Rocznica bitwy pod Lenino, zamiast Monte Cassino czy Powstania Warszawskiego. W szkołach organizowano akademie z okazji rocznicy rewolucji październikowej. Rocznica zwycięskiej bitwy warszawskiej w sierpniu 1920r. została uznana za niepotrzebną, bo przecież lepiej wtedy byłoby przegrać, a nie stawać na drodze do zwycięstwa komunizmu. Czy można się dziwić, że niektórzy ulegli tej historycznej schizofrenii? Dziś każdą wielką rocznicę uważają za niepotrzebne cierpiętnictwo. Więc lepiej posiedzieć w domu przed telewizorem. Po co wywieszać flagę? Po co brać udział w uroczystościach? Lepiej stać z boku, czasem pokpić albo uciec w prywatność. - Czasami wydaje mi się, że Polacy wstydzą się być Polakami, mają poważne kompleksy narodowe. Skąd to się w nas bierze? - Może niekiedy rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, choć nie sądzę, aby była to postawa dominująca. To chyba było spowodowane tym rozchwianym stosunkiem do własnej historii. Nie bez znaczenia były karygodne działania elit, tych, którym kiedyś zawierzyliśmy, po 1989 roku. Wyśmiewanie się z solidarnościowego „styropianu", z kombatanctwa, jakby było jakąś przywarą, a nie zaszczytnym mianem, które się należy w podzięce za dawną walkę. To przecież mieliśmy w publicznej Telewizji, w gazetach. Ta bezsensowna próba przeciwstawienia Gombrowicza Sienkiewiczowi. Patriotyzm Polaka usiłowano zastąpić patriotyzmem Europejczyka, jakby to były jakieś przeciwieństwa. Popularność haseł typu „Wybierzmy przyszłość". To nakładało się na taką prezentację przeszłości, jakby była pasmem klęsk. Polska szlachta - warchoły i pieniacze. Polski katolicyzm - fanatyczny. Rozbiory- zawinione przez nas samych. Wrzesień 1939 - klęska. Powstanie Warszawskie - klęska. Do tego jeszcze antysemityzm, kłótliwość itp. Zapewne dlatego niektórzy nie chcieli się utożsamiać z narodem nieudaczników? A przecież rzeczywistość była zupełnie inna. Polska szlachta w XVI w mogłaby świecić za wzór odpowiedzialności za państwo, tolerancji i kultury. Polskim katolikom było daleko do fanatyzmu Francuzów, Niemców czy Anglików w XVI-XVII stuleciu, zarówno katolików jak protestantów, wyrzynających się nawzajem z imieniem Chrystusa na ustach. Armia polska przegrała z Niemcami w 1939r., ale zaraz potem przegrały z nimi niemal wszystkie armie europejskie! Tylko żeby mieć tego świadomość, trzeba poznawać historię, zamiast się jej wstydzić albo traktować jak święty obrazek. To drugie też jest niebezpieczne. Przecież nasi przodkowie byli zwykłymi ludźmi. Mieli wady i zalety, chwile słabości i wielkości. Jak każdy człowiek. W tym względzie nasza historia nie różni się od historii innych narodów europejskich. Tworzyli ją zwykli ludzie a nie mityczni herosi. Nie zawsze więc było chwalebnie. Ale to przecież nie jest polski wyjątek. - Tożsamość narodowa i historyczna to bardzo często dla nas pojęcia abstrakcyjne. Bywa tak, że lepiej znamy historię USA z amerykańskich filmów, niż naszą własną. Jak to zmienić? Może komuś na tym zależy, byśmy tę tożsamość utracili? - Dość często spotykamy się z opinią, że ktoś umyślnie chce nas pozbawić patriotyzmu, poczucia narodowej dumy. Że to taki eksperyment z zakresu inżynierii społecznej, który ma nas, Polaków, „oświecić", zeuropeizować, poddać ideologicznej modernizacji... Osobiście raczej uważam, że to wynik przewagi, jaką przez długi czas w mediach, w środowiskach odpowiedzialnych za dysputę intelektualną, mieli ludzie obawiający się tradycyjnego modelu patriotyzmu. Dziś to się chyba zmienia. Ogromną rolę ma do spełnienia literatura piękna, film. Ostatnie lata przyniosły w tym względzie jakieś pozytywne przykłady, choć to przecież kropla w morzu. Filmy o Katyniu, o księdzu Jerzym Popiełuszce i generalne „Nilu" nie zastąpią dziesiątków innych tematów historycznych, które czekają w kolejce na swych realizatorów. Za ich pośrednictwem można dotrzeć do powszechnego odbiorcy. Świetną robotę robi Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Instytut Pamięci Narodowej. Nie tylko dlatego, że wydaje setki znakomitych książek historycznych. Po nie sięgają głównie badacze. Również dlatego, że pracownicy IPN przygotowują gry historyczne dla młodzieży, komiksy itp. Zespoły rockowe podejmują również coraz częściej tematy historyczne. Na takim poziomie można stworzyć „historię popularną", która może nie zbłądzi pod strzechy, ale przynajmniej do stojaków z płytami czy młodzieżowych portali w Internecie. - Jakie jest nastawienie młodego pokolenia do tego święta? - W tym roku przeprowadziliśmy pewien eksperyment. Do rozmowy na temat obchodów 11 Listopada w Piszu zaprosiliśmy młodzież. I okazało się, że uczniowie piskich gimnazjów i szkół średnich mają sporo całkiem fajnych pomysłów. Mam nadzieję, że zaangażują się w ich realizację. Musimy pamiętać, że każdego roku ten udział młodzieży powinien być dla nas wszystkich bardzo poważnym wyzwaniem. - Za pana lat szkolnych jak świętowano 11 listopada? - W ogóle nie świętowano. Świętowano za to rocznicę rewolucji w Rosji, która rzekomo miała ogromny wpływ na odzyskanie przez Polskę niepodległości. A po wprowadzeniu stanu wojennego pamiętam, jak ZOMO pałkami okładało uczestników listopadowych demonstracji. I pamiętam Msze święte w intencji Ojczyzny. Kościoły były wtedy pełne. - Bóg, Honor, Ojczyzna - z czym panu kojarzą się te słowa, jakie wspomnienia przywołują? - To niewiarygodne, ale mój Ojciec jako kilkunastoletni chłopak, uczestniczył w rozbrajaniu Niemców w listopadzie 1918r. Brał udział w wojnie z bolszewikami w 1920r. Potem miał związki z AK. Gdy go pytałem, dlaczego wstąpił do POW, dlaczego na ochotnika zaciągał się do wojska, on nigdy nie odpowiadał wielkimi słowami. Mówił nawet o sobie, że był słabym żołnierzem, bo kiepsko strzelał. Ale zawsze, kiedy opowiadał o historii, tej znanej sobie z autopsji, mówił przede wszystkim o obowiązku. Tak samo jak wtedy, gdy opowiadał o swojej pracy zawodowej. Niemal całe życie pracował w rolnictwie. I po prostu robił swoje. Dzięki swoim zainteresowaniom dziejami polskiej konspiracji miałem szczęście poznać wielu wspaniałych ludzi, którzy przeżyli najczarniejsze chwile w czasie wojny, czy po 1945r. Ich relacje zawsze były nacechowane poczuciem odpowiedzialności i troski o wspólnotę.
- Warto pamiętać te słowa, uczyć ich znaczenia, przekazywać z pokolenia na pokolenie? - Warto. Warto rozmawiać o takich rzeczach jak patriotyzm, jak historia i nasz stosunek do niej. Warto rozmawiać z kolejnymi pokoleniami, choć przecież nie da się im niczego narzucić. Nasi następcy wybiorą sami. I jeśli nie będziemy wystarczająco wiarygodni, nasza propozycja zostanie odrzucona. Nasz patriotyzm powinien wyrastać z przeszłości, ale powinien być nowoczesny. Dlatego nie wolno też zapominać o dialogu między dorosłymi. My też tego potrzebujemy.
- Czy dziś jako naród, możemy powiedzieć, że jesteśmy naprawdę wolnym narodem? - To niełatwe pytanie. Bo co to znaczy wolność? W czym się ona powinna objawić? Jeśli w posiadaniu własnego państwa, to jesteśmy wolni. A jeśli na przykład w odwadze przy podejmowaniu trudnych wyzwań? Czasem się zastanawiam, czy nie mieliśmy w sobie więcej wolności budując „Solidarność" w roku 1980, albo idąc do urn w czerwcu 1989r., niż współcześnie. Może się jednak mylę?
Przedruk z Tygodnika Piskiego z nr 33 (6-11.11.2009) |
Bo co to znaczy wolność?