Warto przeczytać „Przyjaciela Ludu, wieśniakom ciekawym poświęconego…” reprint współczesny

ZNAD PISY

ROZMOWY KLIO...

Odsłon : 143874

„Przyjaciela Ludu, wieśniakom ciekawym poświęconego…” reprint współczesny
(26 głosów, średnia ocena 4.38 na 5)
przyjaciel ludu ecki
„Przyjaciel Ludu Łecki” to tytuł wyznaczający nowy etap w budowaniu mazurskiej kultury i tradycji. Tak właśnie nazwano pierwsze w regionie świeckie pismo protestanckie w języku polskim. Jego początek był związany z kształtowaniem się prawdziwej mazurskiej inteligencji – nauczycieli i pastorów, którzy w czwartym dziesięcioleciu XIX w. uznali za konieczne zwrócenie uwagę świata na mazurską społeczność i szerzenie wśród niej oświaty. W tym celu ełcki (łecki) nauczyciel gimnazjalny, społecznik i drukarz (swoją drogą charakterystyczne jest, jak często w tym właśnie środowisku odnajdywali się ludzie, w których skupiały się tak rozległe pasje) Wilhelm Menzel w 1842r. powołał adresowaną do ludu gazetę.
Wśród licznego grona współpracowników znalazł się pochodzący z Pisza, choć szczególnie aktywny w latach ostródzkiej służby kaznodziejskiej – Gustaw Gizewiusz – kto wie, czy nie najwybitniejszy przedstawiciel tego pokolenia. Można go uznać za sztandarowego obrońcę „macierzyńskiego języka”, czyli polskiej mowy Mazurów. Inną optykę reprezentował nauczyciel Marcin Gerss, zwolennik wchodzenia w krąg kultury niemieckiej poprzez dwujęzyczność ewangelickich mieszkańców wschodniopruskiej krainy. 
   Ełcki miesięcznik ukazał się w dwóch rocznikach (1842 i 1844) i w końcu, ze względu na kłopoty finansowe zniknął z rynku. Ponieważ jednak powszechnie jest uważany za jeden z kamieni milowych rodzącej się mazurskości, badacze dziewiętnastowiecznych dziejów regionu, wciąż zmagali się z problemem dotarcia do poszczególnych numerów pisma. Tej trudności raz na zawsze postanowił położyć kres wybitny olsztyński historyk Grzegorz Jasiński. W sukurs mu poszedł Waldemar Mierzwa - właściciel Oficyny RETMAN. I tak oto na półki księgarskie trafiła licząca ponad 300 stron książka pt. „Przyjaciel Ludu Łecki (ełcki). Roczniki 1842 i 1844 wraz z Przydatkiem”, zawierająca komplet fotograficznych kopii wszystkich numerów „Przyjaciela Ludu…” Taka forma edycji ma ten plus, że czytelnik ma zyskuje możliwość zapoznania się z oryginalnym drukiem neogotycką czcionką (zwaną szwabachą), w której tłoczone były wszystkie polskojęzyczne druki mazurskie. Pierwszy szok, jaki wywołać może ten pozornie zawiły krój czcionki, szybko może ustąpić miejsca radości z sukcesu – bo oto przy wnikliwszym przyjrzeniu czyta się szwabachę bardzo łatwo. Pewną trudność może też sprawiać język – ale to przecież największy smaczek książki – zapoznać się z mazurskim słowem drukowanym takim, jakim ono było w czasach, gdy zaczynał się bój o tutejszą kulturę i tożsamość.
   Całość do druku przygotował i wstępem oraz przypisami opatrzył profesor Grzegorz Jasiński. Wstęp, to licząca niemal siedemdziesiąt stron analiza procesów społecznych, gospodarczych i cywilizacyjnych zachodzących na Mazurach w XIX stuleciu. To one stanowiły tło, z którego zaczęły się wyłaniać „gazety dla ludu”. Wśród nich poczesne miejsce zajmował oczywiście „Przyjaciel Ludu Łecki”. Wiele miejsca Jasiński poświęcił redaktorowi pisma W. Menzlowi i jego współpracownikom oraz – co wydaje się szczególnie istotne – gruntownej analizie tematyki poruszanej na łamach ełckiego wydawnictwa. Poczesne miejsce zajmowały w nim kwestie religijne i moralne, co nie powinno dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę, jaką rolę w powstaniu pisma odegrali ewangeliccy duchowni, a także – do kogo było ono skierowane. Wszak adresatem był mazurski lud, który nie tylko trzeba było umacniać w pobożności, ale również kształtować jego codzienność (poprzez zwalczanie np. pijaństwa). W poszczególnych numerach zajmowano się również tematyką gospodarczą oraz problematyką „ojczystą” (ciekawie postawiona kwestia, co autorzy pisma rozumieli pod tym pojęciem) i „językową” („polską kwestią językową”). Dalej Jasiński próbuje sporządzić charakterystykę grupową czytelników gazety, z której wynika, że największy procent stanowili chłopi, a następnie nauczyciele i duchowni. Ciekawe wydaje się zestawienie geograficznej dystrybucji „Przyjaciela…”, z którego wynika, że najwięcej prenumeratorów było w powiecie ełckim (miejsce wydawania) - 91, ostródzkim (niewątpliwy wpływ Gizewiusza) – 62. Najmniej, bo po jednym numerze abonowano w powiatach Pisz (karczmarz Wolff z Drygał!), Węgorzewo, Gołdap i Kętrzyn. To oczywiście tylko niektóre wątki, które pojawiają się we wstępie, opracowanym przez olsztyńskiego badacza. Dodam tylko, że sama lektura kolejnych numerów dostarczy nam znaczącej wiedzy o Mazurach w XIX wieku, pozwoli również zajrzeć do świata mazurskiej kultury niejako od kuchni.
   Przy uważnej lekturze pisma natrafic można również na "johannisburgiana". Na przykład w numerze 10  "Przyjaciela Ludu..." z 1842r. znalazła się "Pieśń o zamordowaniu trojga dziatek w mieście Jansborku 16go maja r. 1830 przez ich własna matkę popełnionem ..." Przykład może niezbyt optymistyczny, ale na pewno bardzo ciekawy...
    I jeszcze jedna uwaga. Recenzowana książka została wydana jako 17 tom „Mojej Biblioteki Mazurskiej” Oficyny RETMAN, wpisującej się we wspaniałą tradycję mazurskiego ruchu wydawniczego. Jak czytamy na jednej z kart, wydano ją „dla upamiętnienia dwusetnej rocznicy urodzin Gustawa Gizewiusza duchownego luterańskiego, obrońcy języka polskiego na Mazurach, wybitnego mieszkańca Ostródy”. Co szczególnie godne pochwały, publikacja jest edycją wspólną „RETMANA” i samorządu ostródzkiego. To pięknie, że władze miasta w wydawaniu książek potrafią dostrzec ważne narzędzie promocyjne.

Waldemar Brenda


Przyjaciel Ludu Łecki (ełcki). Roczniki 1842 i 1844 wraz z Przydatkiem”, wstęp i opracowanie Grzegorz Jasiński, Ostróda 2010.

 
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.

Wydarzenia

Brak wydarzeń
Maj 2012
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2