WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| Ziemia Piska w okresie plebiscytu w 1920r. |
|
90 lat temu na Warmii i Mazurach ...
Zacznijmy od Wiecherta…
„Z małych teczek i walizek, które ze sobą mieli, wydobywali papiery. Zadrukowane kartki, gdzie były liczby i zdjęcia, nadzieje i obietnice, ponęty i proroctwa, jakie się wszędzie w świecie drukuje na cichym, cierpliwym papierze, gdy chodzi o to, by przekonać szarego człowieka, że dotychczas nie żył tak, jak należało, i że odtąd powinien żyć lepiej i jak trzeba. Wtedy bowiem postanowiono w historii świata, że kraina ta rozstrzygnie głosami swych mieszkańców, czy zostanie przy pokonanym państwie, czy też należeć będzie do sąsiada. Przynależność zmieniała się tu już parę razy, choć odległe to były czasy, a mowa codzienna zdawała się świadczyć o słuszności tych, którzy domagali się, by raz jeszcze zbadać prawo posiadania”. Opis E. Wiecherta odbiega od większości dwudziestowiecznych - zarówno literackich jak i historycznych – obrazów plebiscytu. U progu XXI wieku, w 90 rocznicę tamtego wydarzenia, może warto raz jeszcze przyjrzeć się okolicznościom polsko- niemieckiego sporu o tę krainę?
Dlaczego plebiscyt?
Niepodległa Polska, powstała pod koniec I wojny światowej, miała przed sobą nie lada problem – wywalczenie granic, które nie tylko historycznie byłyby bliskie dawnym obszarom przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, ale również obejmowałyby tereny zamieszkałe przez ludność pochodzenia polskiego oraz byłyby korzystne pod względem strategicznym lub gospodarczym. Z tego m.in. powodu przedmiotem rywalizacji stał się niemal cały pas pogranicza polsko- niemieckiego. Podczas konferencji pokojowej w Paryżu (1919r.) przywódcy walczącej z Niemcami Ententy zadecydowali, że na niektórych terenach spornych zostanie przeprowadzony plebiscyt pod kontrolą międzynarodową. W myśl tych ustaleń to mieszkańcy ziem, do których obie strony zgłaszały pretensję, mieli zagłosować za przynależnością polityczną do Rzeczypospolitej lub Niemiec. Plebiscyt miał się odbyć m.in. na Warmii, Mazurach i Powiślu, stanowiących część Prus Wschodnich. Mieszkańcy tej krainy w znacznym stopniu byli potomkami polskich osadników, którzy począwszy od XIV stulecia przybywali na wyludnione obszary państwa krzyżackiego. Wprawdzie późniejsze procesy społeczno-gospodarcze, kulturalne i demograficzne, jak również polityka państwa pruskiego (niemieckiego) przyczyniały się do wzmocnienia tzw. niemczyzny na terenach plebiscytowych, tym niemniej politycy reprezentujący Rzeczypospolitą na konferencji paryskiej przekonywali, że tamtejsza ludność wciąż mówi i myśli po polsku. Takie twierdzenia miały poniekąd pokrycie w rzeczywistości.
Proporcje narodowościowe na Warmii i Mazurach
Warmia i Mazury obejmowały obszar 12 395 km2, zamieszkany przez 558 000 osób. Znaczny procent ludności, zwłaszcza wiejskiej, faktycznie używał mowy mazurskiej (polskiej), choć równocześnie odczuwał związki z panującą w Niemczech dynastią Hohenzollernów. U schyłku I wojny światowej wprawdzie Hohenzollernowie stracili władzę a Niemcy stały się republiką, ale ludność Prus Wschodnich od wieków przyzwyczajona była do niemieckiej (pruskiej) przynależności państwowej. Nieco inaczej sytuacja wyglądała na katolickiej Warmii, gdzie ruch polski był silniejszy i mógł liczyć na większe wpływy. Biedniejsi Mazurzy, w swej masie protestanccy i w niewielkim zakresie posiadający warstwę własnej inteligencji, byli bardziej podatni na wpływ urzędowej kultury niemieckiej. Stąd odsetek osób używających polskiego języka malał. W pow. Pisz procent ludności polskiej wynosił w kolejnych latach: 1825r. - 93%, 1860/61r. - 82, 4 %, 1890r. - 76,6%, 1900r. - 72, 1%, 1910r. - 68, 2%. Mimo to nadal był to powiat ze stosunkowo największym odsetkiem osób mówiących po polsku, porównywalnym ze Szczytnem i Nidzicą. Przy czym w toku procesów germanizacyjnych, w Nidzickiem liczba ludności polskojęzycznej procent malała szybciej niż w Piszu, zaś w Szczytnie (nie bez podstaw uznawanym za jeden z najsilniejszych ośrodków ruchu polskiego na Mazurach) nieco wolniej. W 1910r. w pow. Nidzica 65% mieszkańców przyznawało się do polskiej mowy, natomiast w pow. Szczytno – 71, 7%. Większość z nich zamieszkiwała na wsi.
Duże znaczenie dla przyspieszenia tego zjawiska wynaradawiania miały wyjazdy Mazurów i Warmiaków do pracy w ośrodkach przemysłowych Rzeszy Niemieckiej, jak również wydarzenia wojny światowej, gdy zniszczenia dokonane przez Rosjan zostały bardzo szybko odbudowane dzięki wsparciu miast niemieckich. W okresie międzywojennym na te uwarunkowania zwracał uwagę mazurski publicysta, zwolennik tzw. „trzeciej drogi” Kurt Obitz: „Żądając plebiscytu, Polska kierowała się zrozumiałym dążeniem ogarnięcia wszystkich ziem zamieszkałych przez ludność rdzennie polską. Zapomniała jednak, że lud mazurski (…)rozwinął swą historyczną odrębność i że jest związany więzami wyznania, pokrewieństwa, historii i gospodarstwa z Prusami Wschodnimi.”
Niemieckie organizacje przeciwne zmianom granic
Niemal natychmiast po rozpoczęciu przez Polskę zabiegów o przyłączenie Warmii i Mazur, niemieccy przeciwnicy takiego rozwiązania, przy wsparciu państwa, przystąpili do tworzenia antypolskich stowarzyszeń, mobilizujących społeczeństwo wokół nośnych haseł i symboli. Jednym z pierwszych był „Komitet Roboczy - Olsztyn przeciw polskiemu niebezpieczeństwu” utworzony w marcu 1919r. Kilka dni później zmienił nazwę na „Wschodnioniemiecką Służbę Ojczyźnianą”, w której zarządzie zasiadał m.in. znany pisarz Max Worgitzki odpowiadający za propagandę. Dużą rolę w powołaniu tych instytucji odegrał duchowny z powiatu piskiego Paul Hensel. Przez pewien czas był proboszczem w Jeżach, a w latach 1916 -1929 sprawował urząd superintendenta piskiego. To właśnie on 22 marca 1919r. wydał odezwę, wzywającą do utworzenia Związku Mazurów w celu odparcia „polskiego niebezpieczeństwa”. W apelu Hensla znalazło się sformułowanie: „Ententa ma wiedzieć, że my, Mazurzy, bez różnicy języka, wiary, stanu i należytości do partii politycznej, że wszyscy Mazurzy bez wyjątku, nie chcą należeć do Polski, ponieważ nie są Polakami, lecz Mazurami”. Wyruszył także w podróż do Paryża, aby tam przedstawić ponad 140 tysięcy podpisów zebranym przeciwko odstąpieniu Mazur Polsce.
Utworzono również Związku Warmiaków i Mazurów, na którego czele stanął Max Worgitzki. Organizacja w ciągu dwóch miesięcy obejmowała już 1046 lokalnych związków obliczanych łącznie na kilkadziesiąt do ponad dwustu tysięcy członków. W każdej niemal wsi powołano kilku mężów zaufania, którzy mieli podlegać kierownikom powiatowym. W Piszu był nim adwokat von Lojewski.
Antypolska propaganda
Związek Warmiaków i Mazurów odgrywał ogromną rolę propagandową. Wydawał broszury, ulotki, organizował wiece itp. Taką funkcje spełniała również prasa. Na Warmii i Mazurach wydawano 16 gazet powiatowych, wśród nich „Johannisburger Zeitung”. Na tę propagandę, obecną w prasie i innych materiałach drukowanych, ale także w działalności szkół, urzędów oraz organizacji społecznych i politycznych, rząd niemiecki łożył ogromne, sięgające milionów marek – pieniądze. Pisano o polskiej biedzie, o Polsce jako państwie sezonowym, bo zagrożonym bolszewicką inwazją, o złej administracji po drugiej stronie granicy, o niskiej jakości oświaty itp. Zachowały się ulotki ośmieszające propolską postawę niektórych działaczy.
Jednym ze stałych elementów ówczesnej propagandy było głoszenie, że Prusy Wschodnie są zagrożone przez wkroczenie wojsk polskich. Już w lutym 1919r. zamieszczano takie informacje w „Juhannisburger Zeitung”, co ze względu na nadgraniczne położenie powiatu (doświadczonego działaniami wojennymi w latach 1914-1915), mogło mieć znaczny wpływ na pobudzanie atmosfery strachu wśród miejscowych Mazurów.
Sprawa tzw. reemigrantów
W myśl postanowień traktatu wersalskiego w plebiscycie mogli wziąć udział wszyscy ci, którzy ukończyli 20 lat w dniu głosowania, urodzili się na obszarze plebiscytowym lub posiadają na nim przynajmniej od 1905r. miejsce zamieszkania. To oznaczało, że nawet jeśli ktoś nie zamieszkiwał w regionie, ale się tu urodził, mógł wziąć udział w głosowaniu. Miało to ogromne znaczenie dla wzmocnienia opcji proniemieckiej w plebiscycie, gdyż wielu mieszkańców regionu przed I wojną światową wybrało emigrację zarobkową do zachodnich rejonów Niemiec. Teraz mogli wrócić na koszt państwa i zagłosować. Rzecz jasna, w ich interesie było głosowanie przeciw Polsce. Według różnych opracowań tych reemigrantów przywożonych z Niemiec statkami i pociągami było od 120 do ponad 150 000. Strona polska zresztą podnosiła problem zaniżania przez Niemców tych liczb. W skali całego regionu rzeczywistych reemigrantów szacowano na ok. 30% więcej, niż podawano oficjalnie. W samym powiecie piskim, rzeczywista ich ilość miała być nawet o 97% wyższa! Czy było to faktycznie aż 20 000 ludzi, bo taka liczba pojawia się w niektórych opracowaniach? W takiej sytuacji twierdzenia o znacznym wpływie tych głosów na ostateczny wynik plebiscytu – przychylny Niemcom - byłyby uzasadnione…
Polskie przygotowania organizacyjne
Polskie przygotowania były oczywiście dużo skromniejsze i to z różnych względów. Przede wszystkim propolska opcja nie dysponowała na Mazurach wystarczającym zapleczem intelektualnym i organizacyjnym. Brakowało więc ludzi, instytucji i pieniędzy. Stąd szczególną rolę historycy przypisują takiej inicjatywie, jaką było czasopismo „Mazur” od 1908r. redagowane w Szczytnie przez Kazimierza Jaroszyka. I wojna światowa przerwała wydawanie gazety, ale gdy Jaroszyk wrócił z wojska, ponownie przystąpił do zawieszonej edycji. W latach 1919-1920 „Mazur” wychodził trzy razy tygodniowo osiągając nakład około 2 000 egz. Najwięcej schodziło w Szczytnie (Wielbark – 56 abonowanych egz.), w innych po kilka egzemplarzy. Po ok. 200 sztuk rozsyłano w 1920r. kierownikom powiatowym Mazurskich Komitetów Plebiscytowych, a więc docierał ten tytuł także do Pisza. W „Mazurze” zamieszczano oświadczenia propolskich działaczy. Pojawiały się wiersze Michała Kajki oraz jego korespondencje, podpisywane pseudonimem „Prawdziński”. W marcu 1920r. pisał: „Dlaczego wy polskiej narodowości kijami i rewolwerami grozicie” (…) Toć my musimy głosować za tym narodem, co nam będzie naszą narodowość i naszą mowę obraniać”. W „Mazurze” zamieszczano również informacje o represjach, o rozbijanych wiecach i polskich zebraniach. M.in. informowano o pobiciu Polaków na wiecu w Orzyszu. W listopadzie 1919r. w Warszawie został utworzony Mazurski Związek Ludowy pod przewodnictwem Mazura Fryderyka Leyka, który miał stanowić polityczne zaplecze dla polskiej akcji plebiscytowej. Leyk był też członkiem Zrzeszenia Plebiscytowego Ewangelików Polaków. Powołano także Mazurski Komitet Plebiscytowy. MKP przeszkolił w Warszawie 157 agitatorów, rozesłanych następnie na Warmię i Mazury. Dysponował też mężami zaufania, którzy wraz z agitatorami podlegali kierownikom powiatowych filii MKP. W większości członkowie Mazurskiego Komitetu Plebiscytowego byli przybyszami z Wielkopolski, co sprawiało, że nie zawsze rozumieli specyfikę regionu, nie zawsze też potrafili zyskać zaufanie „miejscowych”. Łatwiej było zdobyć przychylność Mazurów, gdy w pracę angażował się ktoś związany z regionem. Z drugiej strony, pojawiały się przykłady wzajemnej nieufności między lokalnymi i przysyłanymi działaczami, skrzętnie wykorzystywane (a niekiedy wręcz prowokowane) przez Niemców. Ci ostatni starali się umieszczać w polskich organizacjach tajnych współpracowników, którzy wywoływali wewnętrzne spory. Zbierali kompromitujące materiały o poszczególnych działaczach. Niektóre z nich publikowano następnie w prasie. W Piszu powiatowym Mazurskim Komitetem Plebiscytowym kierował C. Kętrzyński z Poznańskiego. Nie zagrzał tu chyba miejsca zbyt długo, skoro w innych dokumentach wymienia się na tym stanowisku Stefana Chęcińskiego, zaś w poszczególnych gminach – Jana Garszczyńskiego w Turośli, Stanisława Sompolińskiego w Piszu, Franciszka Zielińskiego w Białej i Czesława Jaroszyka w Orzyszu.
Komisja Międzysojusznicza
Traktat wersalski postanawiał, że z obszaru plebiscytowego zostaną wycofane regularne niemieckie wojska. Ochronę miały stanowić formacje Sicherheitspolizei i Einwohnerwehr, co w praktyce oznaczało utrzymywanie dotychczasowych wpływów strony niemieckiej. Aby mieć nadzór nad przebiegiem plebiscytu, Ententa postanowiła wysłać na tereny sporne w Prusach Wschodnich kilka batalionów włoskich i angielskich. W lutym 1920r., przybyła do Olsztyna Komisja Międzysojusznicza tworząc własne departamenty umożliwiające nadzór administracyjny (raczej o charakterze kontrolnym, niż zarządzającym). Jednocześnie w poszczególnych powiatach zjawili się tzw. oficerowie kontrolni. W Piszu był to mjr V. W. H. Venour z Anglii. Towarzyszył mu polski przedstawiciel Ludwik Dabiński. Zaczęły napływać też oddziały Ententy, pozostając przede wszystkim w większych miejscowościach. Zwolennicy polskości regionu z wielkim entuzjazmem witali przedstawicieli Ententy. Rychło jednak ujawniła się ich bierność i nikła skuteczność w przeciwdziałaniu niemieckim aktom agresji. Wprawdzie na wniosek strony polskiej Komisja Międzysojusznicza zwróciła się do Einwonerwehr w Olsztynie, Ostródzie, Szczytnie, Nidzicy, Ełku, Olecku, Giżycku, Piszu i Orzyszu, nakazując oddanie karabinów, ale – jak wykazywał szczycieński „Mazur” – zwolennicy opcji niemieckiej i tak gromadzili broń i używali jej podczas wieców.
Niemieckie represje
O represjach niemieckich wobec propolskich działaczy można pisać wiele. Niektóre z tych działań zostały już wspomniane, choć oczywiście przytoczone przykłady dalekie były od wyczerpania rozmiarów zjawiska. W Piszu doszło do bliżej niezbadanej sprawy zadenuncjowania polskiego oficera, sprowadzonego podstępnie do miasta i wydania go w ręce policji. Można się domyślać, że mogła to być jakaś historia szpiegowska, wykryta przez gorliwego mieszkańca Pisza, niejakiego Rozena. Zresztą tenże Rozen jeszcze raz pojawia się przy okazji antypolskich działań. To za jego poduszczeniem, Polakowi (czy Mazurowi życzliwemu sprawie polskiej?) Maternie, właścicielowi kinematografu w Piszu, odebrano koncesję na prowadzenie tego typu działalności. Rolę denuncjatorów spełniali też inni działacze niemieccy z Pisza. Np. zatrzymano samego Kazimierza Jaroszyka w Szczytnie, być może na skutek enuncjacji pastorów Paula Hensla z Pisza i Maxa Skowronnka. Z kolei na jesieni 1919r. aresztowano z powiatu piskiego, ełckiego, szczycieńskiego i giżyckiego kilkunastu chłopów, min. Skibę i Franciszka Zielińskiego – obydwaj mieli pochodzić z Kurzątek k. Pisza. Dochodziło do licznych zamachów na zwolenników przyłączenia Mazur do Polski. W Ełku Niemcy pobili prezesa Mazurskiego Związku Ludowego Fryderyka Leyka. Z wiecu w Giżycku wrócił potłuczony poseł Władysław Hertz, wybitny mówca, odwiedzający tereny objęte plebiscytem. W Szczytnie ciężko pobito tamtejszego działacza Bogumiła Linkę, który wcześniej prezentował stanowisko propolskich Mazurów na konferencji paryskiej. Ciężko rannego Linkę próbowano przewieźć do Olsztyna, co utrudniali niemieccy bojówkarze. W efekcie zmarł z odniesionych ran. W początkach lipca 1920r. komendant naczelny Straży Mazurskiej meldował, że kilka dni wcześniej „pobito powracających z wiecu w Klebarku księdza z Klebarka i jednego pana z Jańsborka”. Prawdopodobnie rękoczynów użyto także wobec pracownika komitetu plebiscytowego w Białej Tomasza Trąbały, skierowanego tu z Wielkopolski. Z zachowanych dokumentów wynika, że „jako etatowy urzędnik Komitetu Mazurskiego brał czynny udział w pracach plebiscytowych na Mazurach w charakterze kierownika okręgowego powiatu jańsborskiego, mianowicie od 1 lutego 20r. w Warszawie, na terenie plebiscytowym od 1 marca do 31 lipca 1920r. t.j. do ukończenia wszelkiej pracy. Podczas całej kampanji plebiscytowej odznaczał się p. Tomasz Trąbała nadzwyczajną sumiennością i gorliwością w spełnianiu obowiązków tak wobec swych przełożonych jak i podwładnych współpracowników. Niejednokrotnie trudna obowiązkowość wymagała zupełnego poświecenia z narażeniem własnego życia [podkreśl. –WB], przed czem p. Trąbała nigdy się nie cofał. Za tak chlubne i idealne spełnienie nałożonych obowiązków Komitet Mazurski składa p. Tomaszowi Trąbała, w pełnym uznaniu szczere podziękowanie polecając go wszystkim władzom, urzędom, Przedsiębiorstwo oraz instytucjom polskim, celem uzyskania stałego stanowiska”.
Próba odpowiedzi strony polskiej na niemieckie prowokacje
Po stronie polskiej próbowano stworzyć odpowiedź, która miała zapewnić siłową ochronę polskich działaczy i organizowanych przez nich wieców. We wrześniu 1919r. powołano Polską Organizację Wojskową na Prusy Wschodnie, która jednak okazała się bardzo słaba. Wprawdzie zachowało się na ten temat niewiele informacji, ale wiadomo, że najliczniejsza była w powiecie olsztyńskim, gdzie każdym z 24 obwodach kierował komendant, któremu podlegało 7 wiosek. W każdej z tych wsi miał się znajdować mąż zaufania będący jednocześnie wywiadowcą. Według kierownictwa tej organizacji na jej prace w terenie ujemnie rzutowały: „ciężkie warunki bytowania ludności pod rządami pruskimi, panoszący się tam niezmiennie stary system tępienia wszelkich prób organizowania się Polaków, zwiane z tym ciągłe śledztwa i represje, trudności komunikowania się z krajem”. W grudniu 1919r. Oddział II Sztabu Wojska Polskiego rozpoczął pracę nad utworzeniem Straży Mazurskiej na terenach plebiscytowych. Jej komendantem został skierowany z WP wraz z niewielką grupą żołnierzy ppor. Jan Niemierski pochodzący z okolic Olsztyna. W Straży Mazurskiej powołano tzw. Lotne Oddziały Bojowe odpowiedzialne m.in. za ochronę wieców. W całym obszarze Warmii i Mazur zamierzano ująć w szeregach Straży Mazurskiej ok. 2 500 osób. Najlepiej polskie oddziały były zorganizowane w powiecie szczycieńskim, gdzie dowodził nimi Władysław Tijan (?). W Piszu Lotnym Oddziałem Bojowym miał dowodzić nieznany z nazwiska podchorąży (Wojska Polskiego?), któremu podobno podlegało 19 podoficerów i 180 szeregowych (40 w Białej, 30 w Orzyszu, 25 w Turośli, 25 w Drygałach i 30 w tzw. obwodzie podmiejskim, otaczającym Pisz). Wydaje się, że ta liczba jest znacznie zawyżona, skoro w znacznie lepiej zorganizowanym Olsztynie oddział LOB liczył nieco ponad stu ludzi. Nie można też wykluczyć, że piski LOB pozostał strukturą bierną (lub całkiem martwą) ze względu na stan zastraszenia, podsycany przez zwolenników opcji proniemieckiej. Już z samego zestawienia danych liczbowych widać, że siły Lotnych Oddziałów Bojowych były zbyt małe, aby przeciwstawić się oddziałom niemieckim. Opowiadają o tym zachowane dokumenty. Ppor. Jan Niemierski w raporcie z 23 kwietnia 1920r. pisał o polskim wiecu w Lecu (Giżycku), rozbitym przez stronę niemiecką. Wynika z tego meldunku, że wobec przytłaczającej przewagi bojówek niemieckich, członkowie Lotnych Oddziałów Bojowych woleli unikać konfrontacji. Podobnie zresztą polscy działacze plebiscytowi. Inaczej Niemcy, którzy potrafili przekonać angielskiego oficera reprezentującego Komisję Międzysojuszniczą, nadzorującą „bezstronność” przygotowań plebiscytowych w Giżycku, że to właśnie Polacy są źródłem niepokojów. Aby uniknąć potęgowania napięcia, na wniosek Anglika, Polacy oddali broń, co ułatwiło Niemcom rozbicie wiecu a następnie poturbowanie uczestników. Oczywiście dużą rolę (niekiedy można się nawet zastanawiać, czy nie fundamentalną – to byłoby w końcu całkiem zrozumiałe) w tych pracach odgrywał polski wywiad wojskowy (czyli II Oddział Sztabu Wojska Polskiego). W niemieckich instytucjach i formacjach paramilitarnych Polacy starali się pozyskać informatorów. Między innymi wywiadowcami byli: kelner Bolesław Milewski w Piszu, kupiec Paweł Grycht w Ełku, student Ludwik Jankowski w Giżycku, Grzegorz Gaca, seminarzysta w Mrągowie. Być może śladem takiej wywiadowczej rywalizacji było podstępne ściągniecie polskiego oficera do Pisza i aresztowanie go na podstawie donosu wspomnianego wcześniej Rozena. II Oddział wspierał też organizowanie ruchu skautowskiego w obszarze plebiscytowym. Próbowano utworzyć Naczelną Komendę Organizacji Harcerskiej Warmii i Mazur. Na jej komendanta został wyznaczony ppor. Adam Ciołkosz. Nie wiemy, jak aktywność tego harcerstwa wyglądała w południowych i wschodnich powiatach mazurskich.
Przebieg plebiscytu
Termin plebiscytu został wyznaczony na 11 lipca 1920r. W większości wsi i miasteczek obydwie strony starały się nadać głosowaniu charakter masowy i uroczysty. Nie obowiązywały przy tym żadne ograniczenia w propagandowym wykorzystaniu takiego zbiorowego przemarszu do punktów głosowania. Organizowano przy okazji wiece i manifestacje. Oczywiście to strona niemiecka dysponowała zarówno finansowymi jak i technicznymi możliwościami, aby zdominować imprezy, towarzyszące plebiscytowi.
Wśród niemieckich pamiątek z tego okresu warto wspomnieć o fotografiach z powiatu Pisz upamiętniających dzień głosowania. Na zdjęciach widać tłum mieszkańców maszerujący do urn. Wśród nich, z daleka widoczna grupa jeźdźców na koniach, prawdopodobnie żołnierzy lub członków jakichś stowarzyszeń kombatanckich, bo na głowach mają charakterystyczne głębokie hełmy, z narzuconymi na ramiona białymi płaszczami, nawiązującymi do tradycji krzyżackiej. Na innej fotografii można zobaczyć mężczyzn w odświętnych strojach przepasanych trójkolorową flagą Prus Wschodnich, którzy prowadzą krowę. Między rogami ma przyczepiona wielką płachtę papieru z napisem „Ich wähle polnisch”- czyli „ja głosuję za Polską”. Widać, że ta propaganda rzeczywiście nie przebierała w środkach. W powiecie piskim czynnych było 198 punktów plebiscytowych. W miastach wykorzystywano na ten cel różne obiekty publiczne, we wsiach najczęściej budynki szkolne. Przykładowo w Białej budynek szkolny udostępnił na potrzeby głosowania trzy pomieszczenia, do których udawały się osoby w zależności od tego, czy się tu urodzili i na stałe mieszkali, czy wyemigrowali lub – urodzili się poza obszarem plebiscytowym, ale mieszkali tu od 1905r. Głosujący otrzymywali dwie kartki. Na jednej był napis „Ostpreussen (Prusy Wschodnie)”, na drugiej „Polska – Polen”. Na miejscu od razu liczono głosy i składano sprawozdania do władz zwierzchnich.
Wyniki
Wynik plebiscytu okazał się katastrofą dla zwolenników przyłączenia regionu do Polski. Najlepiej wypadł na Powiślu, słabiej na Warmii, najgorzej na Mazurach. W całym okręgu olsztyńskim za „Prusami Wschodnimi” padło 363 209 głosów, za Polską 7 980, z czego najwięcej w Ostródzie, Szczytnie, Reszlu i Olsztynie. W powiecie Pisz zwycięzcy otrzymali 34 036 głosów, zaś za przyłączeniem do Polski głosowało 14 osób (9 w samym Piszu, 2 w Giętkich, 1 w Kumielsku). Jakie były przyczyny klęski? Za słabe zaangażowanie strony polskiej? Niemiecki terror? Wojna z bolszewikami odciągająca uwagę władz w Warszawie (a także całego społeczeństwa) od problemów Warmiaków i Mazurów? Niski stopień polskiej świadomości narodowej na obszarze plebiscytowym? Powodów można się doszukiwać w różnych czynnikach. Organizator polskiego Harcerstwa, ppor. Adam Ciołkosz w liście, pisanym już po plebiscycie, wyjaśniał, że ”obdarzenie chłopców polskich na terenach plebiscytowych – wobec znacznego materializmu, jaki tam panuje – może mieć doniosłe, głębsze znaczenie”. Krótko mówiąc sugerował, aby w przyszłości większą wagę przywiązywać do wsparcia materialnego propolskiej ludności, aby w ten sposób zachęcać innych do zainteresowania sprawami Polski. Z kolei mazurski publicysta Kurt Obitz, zwolennik autonomii Mazur przy równoczesnych związkach z Polską, pisał o postawie swych rodaków: „A Mazurzy? Ponieważ zarówno rdzenni Niemcy, jak i Polacy katolicy byli mniejszością, los ziemi leżał zatem w rękach mazurskich. Chcąc wygrać plebiscyt, agenci niemieccy jak i agenci polscy musieli zdobyć Mazurów dla swoich celów, które nie miały wiele wspólnego z dobrem Mazurów. Mazurzy długo wahali się niezdecydowani. Brakowało im wtedy niezależnego kierownictwa, istotnie mazurskiego (…). Przeciw Niemcom przemawiały oczywiście ogromne krzywdy wyrządzone Mazurom, ale agenci niemieccy umieli zręcznie przerzucić winę za to na barki poprzednich rządów.” Wydaje się, że ta uproszczona interpretacja też nie wyjaśnia wszystkich okoliczności. Przecież jedną z najważniejszych przyczyn klęski była po prostu obecność niemieckich struktur państwowych na terenie plebiscytowym, co miało przemożny wpływ na kształtowanie postaw Warmiaków i Mazurów w okresie głosowania.
Wynik plebiscytu miał poważne konsekwencje dla dalszych przekształceń tożsamości narodowej i kulturowej ludu mazurskiego. Według K. Obitza „znów nad sercem mazurskim zaciążyła ciężka trwoga, trwoga przed przemocą. Niemcy już nie chcieli wiedzieć o obietnicach danych nam podczas plebiscytu”. Nastąpił gwałtowny spadek ludności przyznającej się do używania języka polskiego (mazurskiego). W 1925r. w pow. Pisz już tylko 21 % mieszkańców złożyło taką deklarację. Winę za taki stan rzeczy trudno odnajdywać wyłącznie w niemieckich naciskach. Ogromne znaczenie miała polityka historyczna i propagandowa państwa niemieckiego, które z plebiscytu starało się uczynić zwycięstwo porównywalne z największymi sukcesami militarnymi. Wokół niego budowano nową tożsamość państwową mieszkańców Prus Wschodnich. Wydawano książki i ulotki wzywające do świętowania kolejnych rocznic. Fundowano tablice i odsłaniano kamienie plebiscytowe. Taki głaz został odsłonięty m.in. w Piszu, w parku nad rzeką pomiędzy mostem drogowym a kolejowym. Na wielkim głazie można było odczytać napis odwołujący się do plebiscytu… Głaz stał w Piszu jeszcze długo po II wojnie, aż do chwili, gdy w 1963r. na wniosek miejscowego sekretarza PZPR został zniszczony przez saperów WP. Ale przez ostatnie kilkanaście lat swego istnienia ten dawny obelisk „niemieckiej chwały” miał już całkiem inną wymowę. Po przyłączeniu Warmii i Mazur do Polski, jakaś ręka napisała na kamieniu olejną farbą: „A jednak wróciliśmy, byliśmy, jesteśmy, będziemy”. Tylko że wtedy, już tylko coraz mniej liczni Mazurzy zamieszkiwali Ziemię Piską…
Waldemar Brenda
|
Wydarzenia
| Brak wydarzeń |
ZOBACZ RÓWNIEŻ
| WYKŁAD JERZEGO KUŁAKA O POLSKIEJ KONSPIRACJI NIEPODLEGŁOŚCIOWEJ PO 1945 R. Jerzy Kułak to historyk z prawniczym rodowodem. Studiował na Uniwersytecie w Białymstoku, w latach osiemdziesiątych [ ... ] |
| „BADANIA HISTORYCZNE WYMAGAJA SPOKOJU..." - Z JERZYM KUŁAKIEM O 3 WILEŃSKIEJ BRYGADZIE NZW, O TRUDNYCH WĄTKACH POWOJENNEJ HISTORII POLSKI, O ROLI FILMU W KSZTAŁTOWA [ ... ] |
| O „Łupaszce” w Piszu i w Nidzicy 12 marca 2010r. minęła 100 rocznica urodzin Zygmunta Szendzielarza, słynnego „Łupaszki”, wrośniętego w mitologię polskich [ ... ] |





