WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| Katolicy i katolicyzm na Ziemi Piskiej w latach 1525-1945. |
|
W 1525r. nastąpiła sekularyzacja zakonu krzyżackiego i całe Prusy Książęce stały się pierwszym w Europie państwem luterańskim. Istniejąca w Piszu parafia przeszła w ręce wyznawców luteranizmu. W 1546r. Albrecht Hohenzollern sprowadził do Królewca polskiego kaznodzieję Marcina Glossę, któremu zlecił „oczyszczenie z papieskich zabobonów polskich parafii, leżących na terenach przygranicznych w Prusach”. Autor tej informacji, dziewiętnastowieczny historyk Max Toeppen nie wyjaśnia, w jaki sposób Glossa zabrał się do „oczyszczania”. Czy ludność wyrażała entuzjazm wobec zmian czy raczej niechęć? Czy próbowała opuszczać tereny, gdzie upowszechniała się nowa wiara? A może biernie przyjmowała nowe kierunki religijnie, zaspokojona faktem, że akceptuje je miejscowy proboszcz i biskup? Mało o tym wiemy. Dość powiedzieć, że w 1547 (1550r.?) Glossa został proboszczem luterańskim w Piszu i był inicjatorem utworzenia tu szkoły. Tłumaczył też bliżej nieokreślone księgi luterańskie na język polski, co miało się przyczynić do krzewienia ewangelicyzmu w Polsce.
Wspomniany wyżej Toeppen mazurskim katolikom nie poświęcił zbyt wiele miejsca w swej „Historii Mazur”. A przecież w jakimś procencie katolicy chyba przetrwać na terenach Prus Książęcych ogarniętych reformacją, skoro historyk stwierdzał, iż w XVIIw. „liczba katolików w Prusach na tyle się zwiększyła, że od 1636r. zaczęli odwiedzać ich jezuici ze Świętej Lipki w celu odprawiania nabożeństw”. Wiemy o skupisku tej ludności m.in. w Klonie, w Pasymiu. Ten wzrost po znacznej części mógł być konsekwencją napływających do Prus osadników, zresztą niewykluczone, że powoli ulegających wpływom luterańskiej większości. Nie mieli własnych kościołów, więc chodzili do tych świątyń, które były. Zawierali związki małżeńskie z miejscowymi. Pewnie znalazłyby się także i inne powody ówczesnych konwersji... Powstaje pytanie, jak ci katolicy byli traktowani? Max Toeppen pisze o nich w tej części „Historii Mazur”, która dotyczy również arian oraz tolerancji religijnej. A jednocześnie przytacza opowieść o wygnaniu diabła z kobiety w Klusach przez miejscowego ewangelickiego proboszcza. I nie miałoby to może większego związku z problematyką katolików w powiecie piskim, gdyby nie symptomatyczny fakt iż… nawiedzona kobieta okazała się… katoliczką! Czy to przypadek, że właśnie niewiasta innej wiary została posądzona przez miejscowych o opętanie?
Z drugiej jednak strony w samym luteranizmie na Mazurach dostrzegano wpływ obrządku katolickiego. Zwracał na to uwagę duchowny Friedrich Salomo Oldenberg, który w 1865r. odbył tu podróż w celu zdiagnozowania stanu mazurskiej pobożności. W wyniku tej wyprawy powstało sprawozdanie opublikowane w 2000r. pod tytułem „Przyczynki do poznania Mazur”. Jeden z rozdziałów ksiązki został zatytułowany „Zabobony i katolicyzm”, co już samo w sobie wskazuje, jaki mógł być stosunek dziewiętnastowiecznego duchowieństwa ewangelickiego do katolickiej mniejszości. Zacytujmy obszerniejsze fragmenty z Oldenberga: „(…) Mazur czyni umizgi do otaczającego go Kościoła katolickiego. (…) Bez wątpienia stoi za tym łapczywość Kościoła katolickiego. Mazur – zwłaszcza chłop mazurski - uznaje nadal pewne katolickie święta, jak dzień św. Małgorzaty, Piotra i Pawła, Jana, Jakuba itd. Nie wykonuje wtedy niektórych prac. Jeśli komu padnie bydło, znaczy to, że nie uszanował dnia świętego! (…) Chorzy na oczy lub ci, w których rodzinie są chorzy na oczy, udają się (…) do Świętej Lipki, znanej katolickiej miejscowości pielgrzymkowej (…), gdzie kupują poświęcone świece woskowe, zazwyczaj niebieskie. W tamtejszej świątyni przechodzą na kolanach wokół ołtarza i składają na nim w ofierze świecie albo przynoszą je do swego ewangelickiego kościoła”. Twierdzenia o „otaczającym Mazurów Kościele katolickim”, jakby nie było, w kraju o protestanckiej większości, można uznać za co najmniej przesadne. Zdaje się jednak, że autor trafnie zaobserwował pewne cechy mazurskiej pobożności, powiązane z wpływami katolicyzmu.
Jedną z tych cech był kult Matki Boskiej. Inną - pielgrzymowanie. Oldenberg w swym sprawozdaniu pisze: „Z początkiem sierpnia na Przemienienie Pańskie wyruszają gromadnie pielgrzymki ze wschodnich parafii Mazur przez polską granicę do katolickich kościołów odpustowych w Suwałkach i Grajewie”. Pielgrzymowano także do kościołów katolickich w Butrynach, Turowie, Łąkach pod Nowym Miastem Lubawskim i do Złotowa. Dotyczyło to przede wszystkim ewangelików z powiatów mazurskich sąsiadujących z tymi świątyniami. Duży wpływ na podtrzymywanie tradycji katolickich wśród Mazurów miał kolportaż obrazków świętych oraz książek. Niektóre z tych druków wychodziły z oficyny wydawniczej Antoniego Gąsiorowskiego w Piszu. Zarzucano mu zresztą, że obok publikacji katolickich rzeczywiście wydaje rzeczy krzewiące zabobon, wiarę w magie i czary...
Friedrich S. Oldenberg dostrzegał również zagrożenie ze strony napływających z zewnątrz katolików. Niechętnie odnosił się do zakupywania ziemi i majątków przez przybyszów z Warmii -„zjawiają się całe tuziny katolików z Warmii z pełną sakiewką(…) i ziemia już należy do nich”, ale także do przemieszania ludności mazurskiej wzdłuż całej granicy z „elementami katolickimi przez to, że liczni zbiegowie z Polski szukali tam schronienia. W szczególności byli to zapewne tacy, którzy uciekali przed poborem do wojska rosyjskiego albo popadli w konflikt z władzami i dziedzicami”. Wielu spośród przybyszów znajdowało zajęcie przy robotach sezonowych w nadgranicznych powiatach. „Kościół katolicki niewiele się dawniej troszczył o swoich rozproszonych wyznawców [warto zacytować przypis wydawcy: „wynikało to z braku zezwoleń na budowę kościołów i sieci parafialnej oraz innych ogranicz administracyjnych, co dopiero zmieniła konstytucja z 1850r.”], ale od wielu lat, szczególnie odkąd zaczął sięgać na Mazury, zwrócił na nich baczną uwagę, albowiem owa diaspora dostarcza mu podstaw do zakładania probostw katolickich”. Tyle Oldenberg, którego – jak widać – nie sposób uznać za autora respektującego zasadę tolerancji wobec katolickich praktyk religijnych. JNie należy się łudzić, pewnie wiele ówczesnych opinii katolików o kościołach powstałych w dobie reformacji niewiele odbiegało od stwierdzeń o schizmie lub herezji. Takie to signum temporis...
Gdy jednak – wciąż za Oldenbergiem - przeanalizujemy dane liczbowe z wieku XIX, okaże się, że przynajmniej w powiecie piskim katolików było coraz mniej! W 1818r. zamieszkiwało tu 583 wyznawców katolicyzmu, w 1843 – 515 , w 1852 – 492, w 1861 – 344, zaś w 1864 było w okolicach Pisza 229 katolików cywilnych i 2 wojskowych oraz 19 małżeństw ewangelickich mieszanych (czyli takich, gdzie głowa rodziny była ewangelikiem) i 106 małżeństwa mieszanych z katolicką głową rodziny. W ewangelickich małżeństwach mieszanych było w tym czasie 26 dzieci, które wychowywano w duchu protestanckim i 8 - w katolickim. W katolickich małżeństwach mieszanych 195 dzieci przypisano do kościoła dominującego w regionie, a tylko 5 dzieci pozostawało przy katolicyzmie. Z tego zestawienia wynika jednoznacznie, że katolicyzm był w powiecie wyznaniem słabnącym. Zresztą niektóre dane wskazuja na mniejsze liczby. Według innych przekazów w 1837r. w powiecie piskim miało zamieszkiwać jeszcze mniej „papistów”, bo 415 katolików i 36 grekokatolików.
W rozliczeniu na poszczególne miasta powiatu wyglądało to następująco: w 1849 r. w Orzyszu było 6, a w Białej – 26 katolików. W Piszu w tym czasie mieszkało 58 osób tego wyznania. W drugiej połowie XIX w. katolicy stanowili więc ok. 5,6% ogółu populacji powiecie i wbrew alarmistycznym tonom zawartym w sprawozdaniu Oldenberga, przynajmniej na Ziemi Piskiej nie stanowili zagrożenia dla ewangelickiej większości. Inna rzecz, że kilkadziesiąt lat po wizycie Oldenberga na Mazurach, ten procent uległ niewielkim zmianom. W 1937 r. w Orzyszu mieszkało już 151 katolików (4,3 % ogółu mieszkańców), a w Białej – 43 (1,5 %). W 1925 r., 6 %. piszan było katolikami (293 osoby). Z kolei w Rucianem, które początkowo należało do parafii Mrągowo, w 1905r. było 20 katolików, ale w 1925r. (Ruciane podlegały wówczas parafii katolickiej w Piszu) było ich tu już 49. Ten przyrost przypadał więc dopiero na koniec wieku XIX i pierwsze dziesięciolecia XX w. Natomiast wyraźną tendencję wzrostową wśród ludności katolickiej już w XIX w. można zaobserwować w takich powiatach jak Ządźbork, Nidzica, Szczytno.
Te zmiany, zapewne mogły się wiązać z większym napływem katolików przybywających z głębi Niemiec, którym rozwój kolejnictwa ułatwiał przemieszczanie i poszukiwanie pracy, ale także polskich robotników sezonowych z drugiej strony ówczesnej granicy. W przeciwieństwie do stałych przybyszów, którym łatwiej przychodziło dopasowanie sie do większości, "sezonowi", mając świadomość tymczasowości pobytu na Mazurach, pozostawali przy swych tradycjach. W tym ostatnim przypadku podejmowano zresztą współpracę z polskimi duchownymi. W 1937r. podczas wizyty biskupa warmińskiego ks. Maksymiliana Kallera w Ełku, w uroczystościach uczestniczyli m.in. duchowni z Grajewa. Jeden z polskich księży prosił nawet biskupa „o opiekę duszpasterską nad (…) parafianami z Grajewa, którzy przybyli do tego okręgu na roboty sezonowe i których liczba sięga 500”.
Prawdziwie natomiast dostrzegał Oldenberg zjawisko tworzenia katolickich parafii w ewangelickim otoczeniu. Złagodzenie przepisów w połowie XIX stulecia ułatwiało ujmowanie wiernych w ramy organizacyjne wyznań innych, niż ewangelickie, choć już w okresie Kulturkampfu, czyli tak zwanej walki o kulturę (protestancką, przeciwko katolickiej, rzekomo obcej „niemieckiemu duchowi”), wprowadzono kolejne utrudnienia.
Początkowo katolicy z Pisza podlegali parafii ełckiej. Dopiero 1869r. utworzono tu odrębną parafię. Zbudowano plebanię oraz świątynię przy ul. Graf York Strasse 3 (ob. Warszawska) przed I wojną światową jedyny w powiecie kościół katolicki. Na początku XX w. odwiedził go polski podróżnik Mieczysław Orłowicz. Jak później opisywał, kaplica Najświętszego Serca Jezusowego w Piszu, urządzona na plebani, była wyposażona we wszystkie niezbędne paramenty. Znajdowały się w niej m.in. pozostałości ołtarza z 1700 r.
Tak się złożyło, że wkrótce po utworzeniu parafii katolickiej w Piszu, doszło do zjednoczenia Niemiec i zaczął się okres Kulturkampfu. To zapewne był jeden z powodów, dla których Pisz był jedną z 28 parafii jakiś dłuższy czas pozbawionych proboszcza. Początkowo pełnił tę funkcję ks. Bernhard Blaschy, przeniesiony na inne probostwo w 1872r. Po nim parafią zarządzał jako kuratus ks. J. Rucha. Prawdopodobnie ok. 1880r. parafia pozostawała bez pasterza, dopiero w 1884r. objął tę funkcję Jan Hirschberg. Po nim następowali kolejno: Bernard Poschmann, proboszcz misyjny Franciszek Połomski, Jan Majewski, proboszcz misyjny Jan Minarski a w czasie I wojny światowej Jan Goroncy.
W latach 1926 (1924?) -1937 proboszczem w Piszu był ks. Ryszard Nadolski (Nadolny?). Po Nadolskim objął tę funkcję ks. August Walaschewski, któremu jednak po kilkunastu dniach cofnięto tę nominację na rzecz ks. Otto Rosenkranza. Administrował on parafią w Piszu w latach 1937–1945, otaczając opieką duszpasterską m.in. polskich robotników przymusowych. Zresztą już przed wojną odprawiano tu msze także w języku polskim. Parafia katolicka w Piszu należała do dekanatu mazurskiego I wraz z parafiami w Szczytnie, Dźwierzutach, Klonie, Lesinach Wielkich, Spaleńcu, Pasymiu i Wielbarku. W 1939r. wraz z placówką w Orzyszu Pisz został przesunięty do dekanatu mazurskiego II.
Katolicka kaplica powstała też w Orzyszu w 1934 r. Początkowo w charakterze proboszcza pracował tam ks. Henryk Lüpschen, wcześniej wikariusz w Piszu, wielokrotnie przesłuchiwany przez gestapo i NSDAP m.in. za to, że w dniu hitlerowskiego święta nie oflagował budynków kościelnych. W 1939r. ks. Lüpschena powołano na kapelana w niemieckiej armii. Od 1939r. wikariuszem w orzyskiej parafii był także ks. Hubert Strunz. W 1942 r. zarząd nad placówką w Orzyszu objął ks. Gerhard Thidigk.
Nową sytuację przyniosła II wojna światowa. Napływ polskich robotników przymusowych spowodował wzrost katolickiej obecności w całych Prusach Wschodnich a więc także w powiecie piskim. Gorzej było z niesieniem im opieki kapłańskiej. Łatwo było kontrolować nielicznych duchownych. Toteż każda próba nawiązywania kontaktów z Polakami natychmiast wzbudzała zainteresowanie policji czy partii nazistowskiej . Być może zresztą nie wszyscy duchowni podejmowali takie działania jak ks. Lupschen?
Jeszcze w najlepszej sytuacji znajdowali się przymusowi robotnicy, którzy trafili do powiatów nadgranicznych, takich jak Pisz. Korzystając ze zgody swych gospodarzy, mogli odwiedzać rodzinne miejscowości i kościoły leżące po drugiej stronie ówczesnej granicy. Jednak radykalną zmianę przyniósł rok 1945. Przed katolikami i ewangelikami, przed mieszkającymi tu Mazurami i Niemcami, przed napływającymi polskimi osadnikami zza miedzy postawił on wyzwania zupełnie odmiennej natury.Tych czasów nie doczekała już katolicka kaplica w Piszu, zniszczona prawdopodbnie wraz z nadejściem Armii Czerwonej. Waldemar Brenda |
Wydarzenia
| Brak wydarzeń |
ZOBACZ RÓWNIEŻ
| Wańkowicz w relacjach mieszkańców Ziemi Piskiej Melchior Wankowicz kilkakrotnie odwiedził Ziemię Piską i spotykał się z jej mieszkańcami. Jednak w większości te wizyty, zwłaszcza powojenn [ ... ] |
| Festiwal poezji Słów kilka o ... |
| III Edycja Pisz Music Festiwal Sobotni ranek dla członków Stowarzyszenia Muzycznej Sceny Mazur Południowych był bardzo pracowity. 6 sierpnia 2011r. o godz.9.30 rano w pierwszym [ ... ] |