Czerwiec 1982r. Minęło pół roku od wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, a w wielu miejscach na mapie kraju wciąż dawała o sobie znać potrzeba społecznego oporu. Uliczne "zadymy", akcje ulotkowe, wpięte w swetry młodzieży „oporniki” nie wyczerpywały kalejdoskopu „przypadków”, za pomocą których niektórzy spośród dawnych działaczy „Solidarności” (i nowego, budzącego się do życia - społeczeństwa) chcieli nadać sens staremu porzekadłu „zima wasza, wiosna nasza”. Do takich akcji należały „spacery” ulicami miast w porze Dziennika Telewizyjnego, powszechnie uważanego za narzędzie propagandy i źródło kłamliwych wiadomości. Zaczęło się w lutym w Świdniku. Potem był Lublin, Sochaczew, Garwolin. Mało kto pamięta, że w czerwcu 1982r. akcja dotarła także do Pisza.
8 czerwca ok. godz. 7 40 pewien partyjny nauczyciel, pełniący w Piszu funkcję kierowniczą, zmierzał do pracy ówczesną ulicą Żymierskiego. W pobliżu sklepu „Optyk” zauważył grupę 10-12 letnich chłopców, zapewne udających się do Szkoły Podstawowej nr 1, którzy z zainteresowaniem przyglądali się niewielkiej kartce papieru przymocowanej do drzewa. „Zauważyłem, że jest to ulotka „Solidarności”. Ulotka była napisana na maszynie i na przebitkowym papierze – zeznawałkilka dni później. Zeskrobałem [kluczem- WB] resztki tej ulotki i udałem się do pracy. O godz. 13 idąc na działki przy torach kolejowych kołoP[przedsiębiorstwa] B[budownictwa] K[komunalnego] na tablicy ogłoszeń zauważyłem taką samą ulotkę i czytającą kobietę. Kobieta ta (…) zwróciła się do mnie o przeczytanie, gdyż słabo widziała. Przeczytałem po cichu treść (…) i powiedziałem tej pani, że to jakieś nieczytelne głupstwa, zdjąłem ulotkę i udałem się z nią do Tow. Stelmańskiego. Ponieważ niezastałem go(…),pokazałem ulotkę [sekretarzowi PZPR w Piszu] tow. [Zbigniewowi] Zielińskiemu, który ją zabrał”.
Co było na ulotce, którą partyjny nauczyciel z taką dokładnością niszczył na drzewie, by chronić młodych chłopców przed jej zgubnym wpływem? W dokumentach byłej Służby Bezpieczeństwa zgromadzonych przez IPN w Białymstoku znalazłem kilka egzemplarzy różnej wersji tej ulotki, jak się okazuje znanej mi już od dawna, bo przekazanej przed laty do Muzeum Ziemi Piskiej wraz z innymi materiałami „Solidarności”, przez działacza związkowego z lat 1980-81 Waldemara Zielińskiego:
„W związku z 6 –mym miesiącem panowania reżimu partyjno - wojskowego i na znak protestu:
- dyskryminacji naszego związku,
- bezprawnym przetrzymywaniem i więzieniem działaczy związkowych,
- bestialskiemu pobiciu i pomordowaniu członków naszego związku,
Zwracamy się do mieszkańców miasta aby wyrazili swój protest spacerem wokół Placu Dzierżyńskiego dn. 13 .06. 1982r. w godz. 19.30 – 20 ta (czas trwania DTV).”
Ulotkę podpisał Zarząd Regionu „Pojezierze” NSZZ „Solidarność”, choć raczej należałoby się domyślać, że inicjatorem był któryś z miejscowych działaczy „S”. Cytowane wyżej oświadczenie „partyjnego nauczyciela” zostało złożone 12 czerwca, ale już w dniu, w którym odnalazł on ulotkę, tj. 8 czerwca, funkcjonariusz Komisariatu MO w Pisz plut. Hilary Kurpiowski otrzymał polecenie od swego przełożonego, aby dokonać rekonesansu w blokach przy ul. Wojska Polskiego, Sikorskiego i na ul. Słonecznej. Łącznie natrafił na sześć sztuk ulotek – niektóre zostały mu przekazane przez „obywateli”, którzy wcześniej telefonicznie zgłosili fakt natrafienia na solidarnościowe druki.
Tych ulotek z pewnością rozklejono w mieście dużo więcej, skoro marsz protestacyjny, potocznie w Piszu zwany „spacerem” został przeprowadzony. W archiwum białostockiego IPN znalazła się teczka dokumentująca to wydarzenie 12 fotografiami zatytułowanymi „Materiał poglądowy marszu protestacyjnego w dniu 13 czerwca 1982r. w godz. 19.30 – 20. Pisz, pl. Dzierżyńskiego”.
Piska esbecja natychmiast zareagowała. Już 12 czerwca, a więc przed planowanym terminem marszu przeprowadzono w Piszu pierwsze przeszukania u osób związanych z „Solidarnością” przed grudniem 1981r. Do zintensyfikowania rewizji doszło 14 czerwca. Łącznie co najmniej jedenaście piskich mieszkań poddano rewizji w miesiącu czerwcu. Prowadzili je miejscowi funkcjonariusze MO oraz funkcjonariusze pozostający na etacie Komendy Wojewódzkiej MO w Suwałkach. Nie znaleziono nic, poza materiałami „S” sprzed rozpętania wojny polsko –jaruzelskiej, toteż nie było podstaw do wszczęcia śledztwa przeciwko konkretnym osobom.
Przeprowadzono też przesłuchania ludzi, których celem było m.in ustalenie personaliów osób, uczestniczących w marszu protestacyjnym 13 czerwca. Część z nich została wylegitymowana już w czasie marszu dookoła rynku. Jeden z przesłuchiwanych Marek Arkisiewicz zeznawał później: „Ulotki przekazałem ojcu a potem mamie. Rodzice zabronili mi iść na ten „spacer”. A ja z kolei poszedłem. Zacząłem wraz z innymi ludźmi chodzić dookoła placu. Od początku wziąłem udział w tym proteście. Zrobiłem razem z innymi dwie rundy dookoła placu gdy doszedł do mnie K(…) Grzegorz (…). Razem zrobiliśmy z pół rundy (…). Nie pamiętam, czy rozmawialiśmy ze sobą. Nie pamiętam, ile rund zrobiłem zanim zostałem wylegitymowany(…). Po spisaniu naszych personaliów i otrzymaniu z powrotem dowodów osobistych ponownie włączyliśmy się w tłum protestujących. Po zrobieniu połowy rundy wokół placu zostaliśmy zatrzymani a następnie doprowadzeni do Komisariatu MO w Piszu.”
19 czerwca Naczelnik Wydziału Śledczego KW MO w Suwałkach ppłk Lech Zomerfeld skierował pismo do Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Olsztynie z wnioskiem o wszczęcie śledztwa w sprawie „rozpowszechniania ulotek o treści wrogiej mogącej wywołać niepokój społeczny lub rozruchy”. 25 czerwca Wojskowa Prokuratura Garnizonowa podjęła decyzję w tej sprawie, uznając wniosek za zasadny.
Śledztwo chyba jednak nie przyniosło wykrycia inicjatorów całej akcji, bo 10 (11?) lipca pojawiły się kolejne ulotki wzywające do wykonania marszu w porze Dziennika Telewizyjnego, w kolejną „miesięcznicę stanu wojennego” - 13 lipca 1982r.: „W związku z 7-mym miesiącem stanu wojennego…”.
Aby przeciwdziałać, funkcjonariusze MO i SB po raz kolejny przesłuchali część osób, zidentyfikowanych w czasie czerwcowego „spaceru” oraz osoby, które miesiąc wcześniej zgłosiły władzom znalezione ulotki.
Z dokumentów nie wynika, czy drugi marsz protestacyjny odbył się na piskim rynku. Z całą pewnością w lipcu i jeszcze w sierpniu przeprowadzano w Piszu kolejne rewizje, ale sprawców ulotek nie znaleziono. Nic nie pomogła również ekspertyza Zakładu Kryminalistyki KW MO w Białymstoku, która miała stwierdzić, czy ulotki mogły być wykonane na jednej z ponad 280 maszyn do pisania, których próbki czcionek pobrano z 67 zakładów i instytucji w Piszu i regionie! W takiej sytuacji 20 sierpnia 1982r. śledztwo w sprawie rozpowszechniania ulotek w Piszu zostało umorzone.
Tak zakończył się piski epizod protestów przeciwko kłamstwom reżimowej Telewizji. Mimo upływu lat, mimo upadku komuny, nadal nie mamy pełnej wiedzy na temat inicjatorów akcji. Niektórych wątków możemy się tylko domyślać… Kilka lat temu temat „spacerów” pojawiał się w opowieściach działacza „Solidarności” Witolda Szczecha. Wynikało z nich, że w czasie „spacerów” wolał usuwać się z miasta, by nie ułatwiać esbekom pracy…
Na koniec raz jeszcze warto przytoczyć fragment zeznań Marka Arkisiewicza z wieczornych przesłuchań 13 lipca 1982r. (prawdopodobnie był przesłuchiwany m.in. po to, by uniemożliwić mu udział w planowanym na ten dzień marszu?):
„Pytanie: Czy świadek jest zdania, iż obecnie panuje reżim partyjno-wojskowy tak jak to określili autorzy ulotki?
Odpowiedź: (…) uchylam się od odpowiedzi na to pytanie.
Pytanie: Czy świadek uważa, że miała i ma miejsce dyskryminacja związku NSZZ „Solidarność” jak również miało i ma miejsce bezprawne przetrzymywanie i więzienie działaczy związkowych?
Odpowiedź: Tak, tak uważam.
Pytanie: Czy zdaniem świadka miało miejsce pobicie i pomordowanie członków NSZZ „Solidarność”?
Odpowiedź: pobicia miały miejsce w związku z demonstracji a o pomordowaniu nic nie wiem. Z pełną świadomością wziąłem udział w spacerze protestacyjnym. Moim zdaniem zatrzymanie mnie przez milicję do wyjaśnienia było bezpodstawne. Zostałem zatrzymany tuż po zakończeniu spaceru protestacyjnego, dokładnie o godzinie 20. 04 (…). Mój udział w proteście w dniu 13 lipca 82r. uważam za słuszny. Powinienem wziąć udział w proteście ponieważ zgadzam się z treścią ulotki.” Przesłuchiwany pracował wtedy w piskiej „Sklejce”. Miał 22 lata.
Waldemar Brenda
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.