WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| TUROŚL `1943… |
|
P a r t y z a n c k i o d w e t.
Tablica W przedsionku kościoła św. Jana Chrzciciela w Piszu znajduje się tablica następującej treści: „Żołnierzom Armii Krajowej oddziału partyzanckiego Konfederacji Narodu – VIII Uderzeniowego Batalionu Kadrowego – dowodzonego przez podporucznika Stanisława Karolkiewicza - „Szczęsnego” – poległym w okresie drugiej wojny światowej w obronie wolności i niepodległości Polski, którzy w sierpniu 1943 roku – tutaj – w rejonie Turośli i Puszczy Piskiej – przeprowadzili działania bojowe przeciwko hitlerowskim najeźdźcom. Cześć obrońcom wiary ojców i rodzinnej ziemi”. Tablica ufundowana w schyłkowychlatach PRL przypomina jeden z głośniejszych zbrojnych epizodów z udziałem polskiej partyzantki w czasie ostatniej wojny. Przypomina może niezbyt precyzyjnie, w sposób może nieco uproszony - ale przecież nawet badający to zdarzenie historycy nie zawsze są zgodni co do szczegółów wyprawy polskich partyzantów na Turośl w sierpniu 1943r. Jednego są natomiast pewni. Akcja oddziału S. Karolkiewicza była odwetem na niemieckich mieszkańcach nadgranicznej wsi, położonej w Prusach Wschodnich, za zbrodnie dokonywane przez hitlerowskich okupantów na Białostocczyźnie.
Uderzenie Uderzeniowe Bataliony Kadrowe były formacją zbrojną działającej w okupowanej Polsce Konfederacji Narodu. Organizacja w znacznym stopniu opierała się na ludziach związanych z przedwojennym Obozem Narodowo - Radykalnym „Falanga”, który oskarżano o tendencje faszyzujące. Gdy wybuchła wojna, działacze „Falangi” przystąpili do intensywnej pracy konspiracyjnej wymierzonej zarówno przeciwko hitlerowskiej III Rzeszy jak i Związkowi Sowieckiemu zagrażającemu polskości Kresów. Jednocześnie, uznając naczelne władze Rzeczypospolitej na Emigracji, początkowo dystansowali się od władz ZWZ – AK, widząc w nich zbyt wiele wpływów przedwojennej sanacji, winionej za doprowadzenie do klęski wrześniowej. Na czele KN stał dawny przywódca ONR „Falanga” Bolesław Piasecki „Szablewski”. Wśród jego współpracowników znaleźli się m.in. wnuk mazurskiego działacza Wojciecha Kętrzyńskiego – Wojciech Kętrzyński „Wołkowyski”, Ryszard Reiff „Jacek” i inni. W organizacji wiele uwagi przywiązywano do pracy propagandowej, stąd duża ilość wydawnictw, prezentujących program Konfederacji Narodu. Wśród nich warto wymienić periodyk literacki „Sztuka i Naród”, współtworzony przez legendy literackie tamtego czasu - Tadeusza Gajcego, Wacława Bojarskiego, Andrzeja Trzebińskiego.
„Szczęsny” W 1942r. Konfederacja Narodu postanowiła zintensyfikować działalność zbrojną. W październiku tr. wysłano z Warszawy na Podlasie grupę młodzieży, która miała stanowić Uderzenie (I Uderzeniowy Batalion Kadrowy). Ta tak zwana wyprawa sterdyńsko- ceranowska zakończyła się niepowodzeniem. Po raz kolejny taką próbę podjęto w początkach 1943r. Na Podlasie udał się Ryszard Reiff „Jacek”, który – pomny niepowodzeń I UBK – postanowił organizować oddział w oparciu o miejscowe kontakty konspiracyjne. Należeli do nich m.in. dotychczasowi odbiorcy nielegalnych wydawnictw KN w okolicach Ciechanowca i Drohiczyna. I tak właśnie „Jacek” zetknął się z 25 -letnim Stanisławem Karolkiewiczem „Szczęsnym”. Karolkiewicz należał do pokolenia ideowej młodzieży, ukształtowanej przez międzywojenną szkołę i Harcerstwo.
W 1939r. wstąpił do Ochotniczych Hufców Obrony w Mikołowie. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, a potem w antysowieckiej partyzantce. Aresztowany przez NKWD i umieszczony w twierdzy brzeskiej, uciekł w chwili napaści Niemiec na ZSRR. W Ciechanowie utworzył drużynę dywersyjną, którą wprowadził do UBK. Otrzymywał prasę KN i uczestniczył w jej kolportażu. A gdy los zetknął go z „Jackiem”, został jednym z najbardziej doświadczonych członków jego VIII Uderzeniowego Batalionu Kadrowego, a wkrótce dowódcą samodzielnego pododdziału wchodzącego w skład VIII UBK.
Niemieckie zbrodnie Obecność UBK na Podlasiu musiała rodzić pytania o relacje z gospodarzem terenu, czyli Okręgiem Białystok AK. Dla komendanta okręgu Władysława Liniarskiego „Mścisława”, partyzanci Uderzenia stanowili nie lada problem. Trudno było zaakceptować na własnym terenie aktywne bojowo formacje nie uznające dowództwa AK. Z jednej strony, w UBK spaleni ludzie z „siatki” AK mogli znaleźć schronienie. Z drugiej, korzystając ze wsparcia terenowych struktur akowskich w powiatach Bielsk Podlaski, Wysokie Mazowieckie, Augustów i Sokółka, „leśni” mogli stanowić potencjalne zagrożenie, poprzez prowokowanie niemieckiego odwetu. Akcje bez konsultacji z władzami okręgowymi AK, z punktu widzenia tych ostatnich groziły dekonspiracją terenu i niepotrzebnymi represjami ze strony okupanta. Znajdowało to odzwierciedlenie w meldunkach białostockiej AK. Na ich podstawie 31 sierpnia 1943r. Komendant Główny AK pisał do Naczelnego Wodza w Londynie: „W lipcu 1943r. okrutnej masowej egzekucji dokonano w Białymstoku, gdzie wymordowano ok. 500 osób. Rozstrzeliwano całymi rodzinami: mężczyzn, kobiety i dzieci a nawet niemowlęta (…). W lipcu 43 w okolicy Bielska Podlaskiego, wskutek bezplanowej jawnej akcji dywersyjnej oddz. KN [podkreśl. WB] – Niemcy wymordowali ponad 600 osób z Sokółki i Bielska Podlaskiego”. Trudno stwierdzić, czy w tym konkretnym przypadku rzeczywiście przyczyną okrutnych represji była akcja KN/UBK, czy po prostu znajduje tu odzwierciedlenie niechęć białostockiej AK do niepodporządkowanej formacji, którą przy okazji można było oskarżyć o brak odpowiedzialności.
Trzeba pamiętać, że operacje innych oddziałów (np. AK) także powodowały odwet okupanta. Przykładem mogą być wydarzenia z pierwszej połowy lipca 1943r., gdy Kedyw Obwodu AK Wysokie Maz. wybił niemieckich żandarmów przeprowadzających łapankę cywilnej ludności. Hitlerowcy zaplanowali zemstę. Ponoć w początkach lipca w Białymstoku zorganizowano specjalną naradę Gestapo, podczas której wytypowano jedną z największych wsi w pow. Wysokie Mazowieckie jako miejsce pacyfikacji. 17 lipca 1943r. Niemcy otoczyli wieś Krasowo – Częstki i wymordowali większą część mieszkańców. Zginęło co najmniej 257 osób z 47 rodzin, w tym 68 dzieci, które nie przekroczyły 14 roku życia. Budynki spalono a wieś zaorano (współcześnie wieś liczy zaledwie ok. 40 domów i blisko 150 mieszkańców). W pacyfikacji miał uczestniczyć landrat łomżyński. Według niektórych przekazów, część majątku pomordowanych zabrali mieszkańcy pogranicznych wsi z Prus Wschodnich.
Decyzja o odwecie Pacyfikacja w Krasowie – Częstkach miała świadków. Z pewnej odległości obserwowali ją partyzanci z oddziału Stanisława Karolkiewicza „Szczęsnego”. „Przechodziłem przez spaloną wieś” – wspominał w 2008r. podczas rozmowy z dziennikarzem Radia Olsztyn, Mirosławem Sochackim… Zbulwersowany niemieckim bestialstwem dowódca postanowił dokonać odwetu.
Czy o wyborze miejsca zadecydował udział gospodarzy z Prus w zaborze polskiego mienia w Krasowie – Częstkach? Czy raczej fakt, iż w okupacyjnej administracji na Białostocczyźnie służyło wielu Niemców (nota bene często znających język polski) z Ostrpeussen? Jeśli zemsta miała być odczuwalna, to właśnie w ich rodzinnych stronach, jak się do tej pory wydawało - całkiem bezpiecznych – powinna popłynąć krew. Dlatego Karolkiewicz wyznaczył cel uderzenia – leżącą w Prusach Wschodnich wieś Turośl (Turoscheln, Mittenheide).
Turośl w owym czasie była dużą miejscowością, z nadleśnictwem, posterunkiem żandarmerii, murowanym kościołem i ponad 500 stałymi mieszkańcami. Tą ostatnią liczbę musimy uzupełnić o nieznaną ilość Niemców, ewakuowanych z Rzeszy do niezagrożonych przez bombardowania alianckie wschodniopruskich ostępów leśnych. Czy o tym wszystkim wiedział już wówczas Karolkiewicz? Wydaje się, że nie mógł tego wyczytać z mapy. Zdaje się, że nie orientował się w specyfice regionu, gdzie obok zadeklarowanych Niemców mieszkała ludność mazurska… Więc jeśli wybrał Turośl na cel ataku, to decydujące musiało być położenie - blisko granicy w otulinie lasów Puszczy Piskiej i pobliskiej Puszczy Kurpiowskiej. Istotna wydawała się łatwość podejścia i możliwość odskoku lub ukrycia się po zakończonej akcji.
Przygotowania Pod koniec lipca 1943r. oddział „Szczęsnego” liczący około 30 partyzantów wyruszył w kierunku dawnej granicy. Korzystał przy tym z przewodników zapewnianych przez terenowe struktury AK i NSZ. Te organizacje dostarczały kwater i pożywienia. Gdy dotarli do Obwodu AK Łomża, rozpoczęli negocjacje z komendą, aby wsparła wyprawę do Prus miejscowym Kedywem. Spotkali się jednak z odmową.
Nieco łatwiej można się było porozumieć w sąsiednim Obwodzie AK Ostrołęka. Na Kurpiach poszczególne wioski dostarczały partyzantom prowiantu. Przewodnicy z AK i NSZ doprowadzili oddział do polskich bunkrów leżących przy dawnej granicy, gdzie mogli się przysposobić do ataku. Do „Szczęsnego” dołączyło też kilku robotników przymusowych, którzy uciekli z Turośli, nadgraniczni przemytnicy (jednym z nich był Julian Małż, drugim Kozłowski z … Turośli) oraz kilkuosobowy oddział NSZ Stanisława Zduńczyka „Ołówka”. Wielką pomocą w nawiązywaniu tych przydatnych kontaktów służyła działająca na pograniczu organizacja „PO WE”, doskonale zorientowana w specyfice regionu.
Chodziło przecież nie tylko o wskazanie dróg i miejsc rozlokowania niemieckich posterunków, ale o plany wsi a także określenie, kto spośród mieszkańców Turośli zachowuje się nieuczciwie wobec polskich robotników. To właśnie teraz uzyskano informacje, że szczególnie negatywnie do ludności polskiej jest nastawiony Herbert Opitz, 49-letni leśniczy z pobliskiego leśnictwa Dębniak (Eichenwalde, w literaturze określane też jako Krummenheide). Był wysoko postawionym funkcjonariuszem NSDAP i SA. W czasie I wojny światowej został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Żelaznym. Teraz ponoć wyżywał się na untermenschach. Kazimierz Śmigielski - znalazł się w Turośli jako robotnik przymusowy - zapamiętał: „we wsi Turośl był leśniczy (…), który bił Polaków, kopał, bił w twarz”. Z rozmów, które przed kilkoma laty przeprowadziłem z dwiema ówczesnymi mieszkankami Pisza i Turośli, można było wyciągnąć wniosek, że nawet miejscowi niekoniecznie przepadali za funkcjonariuszem partyjnym.
Akcja na Turośl Termin uderzenia „Szczęsny” wyznaczył na noc z 14 na 15 sierpnia 1943r. Najpierw odcięto połączenia telefoniczne z Johannisburgiem (Piszem) i zablokowano drogi wylotowe ze wsi. Część partyzantów z dowódcą udała się do leśniczego Opitza. Jeden z robotników wywołał Niemca z domu. I wtedy został zastrzelony… potem partyzanci wdarli się do domu i zabrali broń Opitza. W czasie najścia na dom hitlerowca, zginęli też członkowie jego rodziny- żona i dwoje dzieci. Nie wiadomo jednak, czy sprawcami byli partyzanci, czy robotnicy. Na tę drugą możliwość wskazują elementy zastawy stołowej z domu leśniczego, znalezione kilka miesięcy później przez żandarmów podczas rewizji w jednym z domów na Kurpiach. Czy to oznacza, że po odejściu leśnych, doszło do rabunków i być może zabójstw pozostałych członków rodziny? Ocalała jednak córka Opitza oraz mieszkający na poddaszu uchodźcy z Rzeszy, którzy przespali spokojnie cała noc i… nie słyszeli żadnych hałasów!
Po likwidacji hitlerowskiego ubermenscha w Eichenwalde wystrzelono w górę z rakietnicy. To był sygnał do akcji na wieś, gdzie jednak już nieco wcześniej rozpoczęła się strzelanina. Według wspomnień, partyzanci dysponowali wiązkami granatów, które wrzucano do kolejnych domów. W ogniu miało stanąć blisko 40 budynków (w tym gospodarcze). Gdy ktoś próbował uciekać ze wsi w kierunki Pisza, ogień z broni maszynowej odcinał drogę. Z niektórych domów mieszkańcy podobno zaczęli się ostrzeliwać, bo przecież niemal w każdej chałupie była broń. We wsi był posterunek żandarmerii, z którego zaczęto odpowiadać ogniem. Uzbrojeni chłopi pełnili też służbę Landwachy, ale podobno woleli się ukryć, niż podjąć walkę. W ten sposób według ustaleń niektórych historyków miało zginąć blisko 80 mieszkańców wsi! Byłaby to więc prawdziwa rzeź… już wtedy budząca wątpliwości także w środowiskach konspiracyjnych…
Komentarze Tylko czy tak było w rzeczywistości? Ile było faktycznych ofiar? Kazimierz Śmigielski zapamiętał: „zginął ten z Turośli [leśniczy Opitz- WB] i jeszcze kilku, może nawet tacy, którzy może nie powinni zginąć. Jeden Francuz został zabity w Hejdyku [tam oddział nie dotarł, więc może francuski robotnik przebywał tej nocy w Turośli? - WB], była duża strzelanina i trwała pół godziny”.
Według wspomnień Irmy Bartlik z Turośli, podczas nocnej akcji zginęło maksymalnie kilkanaście osób. Liczbę 13 zabitych podają niemieccy autorzy książki pt. „Der Kreis Johannesburg” (1967). Zachowały się też fotografie z pogrzebu na koszt państwa, gdzie stoi tylko kilka trumien pokrytych wielkimi płachtami flag ze swastyką.
Co ciekawe, o kilkunastu (12) osobach mówią także dokumenty polskiej konspiracji z pogranicza, która analizowała przebieg i konsekwencje wypadu UBK na Turośl. W listopadzie 1943r. w Departamencie Informacji i Prasy Sekcji Zachodniej Delegatury Rządu na Kraj sporządzono raport: „Dnia 7 sierpnia przeszedł granicę (…) ze swym oddziałkiem Bolcio Piasecki. Zaraz po przekroczeniu granicy Niemcy prawdopodobnie orientując się, że jakaś banda jest blisko, urządzili obławę i pościg. Piaseckiego nie złapali, natomiast przypadkowo u jednego z gospodarzy spotkali komendanta ZWZ z sekretarką i oboje na miejscu zabili nie legitymując. Dnia 15 sierpnia zgłosił się Piasecki do wsi Kozioł, żądając wódki i żywności dla swoich ludzi, twierdząc, że występuje z ramienia Komendy Głównej i idzie z oddziałem (…) w głąb Prus Wschodnich. Po otrzymaniu żywności i wódki poszli do wsi Turośl na terenie Prus i przy użyciu granatów zabili 12 osób Niemek i Niemców a 6 ciężko ranili. W dwie godziny wracali. W konsekwencji Niemcy zabrali 200 Polaków: 60 z Turośli (polskiej wsi o tej samej nazwie)a 140 z Kolna, Czerwonego, Wincenty, Zabiela. Tejże nocy wszyscy mieli być straceni. Na interwencje komisarza z Kolna, który telefonował do Królewca zwolniono wszystkich oprócz 60 z Turośli, których według wszelkiego prawdopodobieństwa rozstrzelano”.
Ten interesujący dokument w wielu szczegółach operacji się myli. Nie ma wątpliwości, że oddziałowi nie towarzyszył dowódca Konfederacji Narodu Bolesław Piasecki. Raczej mało prawdopodobne jest także „żądanie wódki i żywności” – to zapewne echa negatywnych ocen ze strony Komendy Okręgu AK Białystok leżały u podstaw takiej opinii na temat oddziału. Nie jest też prawdziwa data pobytu w Koźle, gdyż 15 sierpnia partyzanci odskoczyli z Turośli nie w kierunku granicy, spodziewając się, że tam właśnie pójdzie niemiecka obława, ale wzdłuż granicy. Na dwa dni zalegli w jakimś mazurskim gospodarstwie położonym w puszczy, by dopiero po tym czasie przejść na „polską stronę” i wrócić na Podlasie. Odpowiada natomiast późniejszym wspomnieniom uczestników wypadu sposób atakowania poszczególnych gospodarstw za pomocą granatów. Z kolei liczba ofiar – 12 zabitych – nie zgadza się z dotychczas popularną wśród historyków wersją, odpowiada natomiast temu, co czytamy w niemieckim opracowaniu o dziejach Pisza z 1964r. Także sam „Szczęsny” w swej relacji sprzed kliku lat podkreślał, iż ofiar było na pewno mniej, niż podawane kilkadziesiąt.
Ustalenie liczby ofiar jest niezwykle istotne. Bo wprawdzie celem akcji miał być odwet za niemieckie zbrodnie dokonywane w Polsce, ale wydaje się, że – mimo iż w Turośli śmierć poniosły również osoby cywilne, także dzieci, być może również francuski robotnik – to polskiej akcji daleko było do bestialstwa Niemców, chociażby zaobserwowanego podczas pacyfikacji w Krasowie – Częstkach. Może po latach, we wspomnieniach partyzantów „Szczęsnego” nocna akcja nabrała większego rozmachu (40 budynków!?), ale partyzanci raczej dość precyzyjnie uderzali w domy, wskazane przez przymusowych robotników, jako „antypolskie”. Oczywiście wśród zabitych znalazły się także osoby, które niefortunnie znalazły się na linii ognia. Oddajmy głos Kazimierzowi Śmigielskiemu: „Jakieś 5 osób było niepotrzebnie zabitych. Podpalone zostały zabudowania, to ogień sprowadził wszystkich z innych wiosek [skądinąd wiadomo, że mieszkańcy Turośli uciekali w stronę przeciwną, m.in. do lasu – WB]. To wszystko było na początku wioski”.
Próba wyjaśnienia przyczyn uderzenia na Turośl O tym świadomym wyborze ściśle określonych celów do ataku, w jakiś sposób świadczy przypadek odwiedzenia przez Karolkiewicza wdowy po niemieckim oficerze, poległym pod Stalingradem, która była pozytywnie oceniana przez robotników przymusowych. „Szczęsny” wyjaśnił jej przyczyny zaatakowania wsi. Według historyka wnikliwie badającego historię UBK, Kazimierza Krajewskiego („Uderzeniowe Bataliony Kadrowe 1942 -1944”, Warszawa 1993) polski dowódca spotkał się z Hildegardą von Kreuss. Według miejscowej tradycji, partyzanci objaśniali powody swej obecności małżonce nadleśniczego z Turośli Cramera von Laue. Jej mąż był wtedy na froncie. Czy mamy więc do czynienia z dwoma podobnymi zdarzeniami, czy też ze zniekształceniem nazwiska Niemki z Turośli, której powierzono rolę „pasa transmisyjnego” objaśniającego niemieckim władzom oraz miejscowej ludności okoliczności całej akcji? Podobno „leśni” po wsi rozrzucili dodatkowo odręcznie spisane ulotki, zawierające podobne treści. To wiele wyjaśnia – partyzanci nie zamierzali bezmyślnie zabijać, chcieli natomiast wywołać wśród Niemców przekonanie, że ich postępowanie w Polsce może spowodować kolejne akcje odwetowe. Czy zamiar ten udało się osiągnąć?
Skutki wypadu Właściwie można uznać, iż akcja zakończyła się sukcesem. Polski oddział spod Turośli wycofał się niemal bez strat własnych (z jednym rannym). Uwolniono znaczną grupę przymusowych robotników, którzy w większości uciekli do swych domów. Według opowieści „Szczęsnego” z 2008r., który powołuje się tu na ustalenia badaczy, wypad jego oddziału do Prus spowodował „uspokojenie tych pacyfikacji i akcji niemieckich na terenie Białostocczyzny. W każdym razie tą [akcję – WB] odczuli oni… A nawet ci [z Polaków- WB], którzy potem zostali aresztowani, to część z nich powróciła potem z obozów, dlatego, że nie było zbiorowych morderstw niemieckich po tej akcji". Tyle relacja „Szczęsnego”…
Skądinąd wiadomo, że Niemcy jednak przeprowadzili masowe aresztowania wśród schwytanych robotników przymusowych a także na Kurpiach. Wspomina o tym cytowany dokument Delegatury Rządu na Kraj, potwierdzając jednak informację S. Karolkiewicza o wypuszczeniu części spośród zatrzymanych. Czyżby było to skutkiem zmiany polityki okupanta? Podobno całą sprawą interesował się sam H. Himmler, ale wydaje się, że jego interwencje zmierzały raczej do „przykładnego” ukarania winnych. Jeśli więc doszło do jakiegoś złagodzenia hitlerowskiej postawy względem Polaków, to mamy do czynienia jedynie z chwilową zmianą, ograniczoną do szczebla lokalnego, lub – co bardziej prawdopodobne - do zmiany indywidualnych zachowań niemieckich urzędników i gospodarzy. Na to zróżnicowanie oficjalnych i nieoficjalnych postaw Niemców wskazuje K. Śmigielski: „Później za to dużo osób poszło do obozu, którzy nie wrócili. Po tym wypadku Niemcy bali się. O wiele lepiej z nami się obchodzili. Jak tylko zmierzch, to zamykali się na wszystkie zamki”. W niektórych relacjach pojawia się też informacja, że w 1943r. Niemcy starali się zabrać z pogranicznych wiosek polskich robotników przymusowych w głąb Niemiec, zastępując ich przybyszami z Francji.
W czasie wojny do upowszechnienia wiedzy o akcji na Turośl przyczyniło się nagłośnienie w konspiracyjnej prasie. Jeszcze w sierpniu 1943r. w organie Konfederacji Narodu „Nowej Polsce” pisano z przesadą o zniszczeniu czterech „wsi czysto niemieckich” (!). W październiku tr. informował o wydarzeniu periodyk tejże organizacji p.t. „Do broni”, zaś w styczniu 1944r. londyński „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”. Trzykrotnie wzmiankowano o wypadzie „Szczęsnego” do Prus Wschodnich w audycjach radia londyńskiego. Było to więc głośne wydarzenie, które mogło mieć wpływ na zachowanie tych Niemców, do których dotarły informacje na ten temat. Ale istnieje też druga strona wypadu na Turośl. Według raportu z 15 listopada 1943r., sporządzonego przez (trzeba pamiętać, że niechętnego wobec KN/UBK) komendanta Okręgu AK Białystok płk. Władysława Liniarskiego „Mścisława”, w wyniku wspomnianych aresztowań na terenie gminy Turośl (tzw. „polska” Turośl, na Kurpiach), nastąpił paraliż tamtejszych plutonów AK i organizacji „PO WE”, która prowadziła propolską akcję wśród Mazurów.
A przecież aresztowania były kontynuowane nawet w 1944r. Nastąpiły, gdy podczas rewizji w jednym z kurpiowskich gospodarstw znaleziono przedmioty wyniesione z domu H. Opitza. Grupa zatrzymanych „za Turośl” została wprawdzie uwolniona przez oddziały AK i NSZ dowodzone przez Romualda Kozła „Pojawę” (komendanta „PO WE”), ponieważ jednak podczas odbijania zginęło kilku żandarmów, Niemcy znów przeprowadzili brutalną obławę. Jej ofiarą stała się polska ludność cywilna.
Dalsze losy „Szczęsnego”. Tak się złożyło, że wkrótce po wydarzeniach w Turośli, Komendant Główny Armii Krajowej wydał rozkaz o wcieleniu formacji wojskowych Konfederacji Narodu do AK. Generał Tadeusz Komorowski „Bór” informował w tym dokumencie, że 17 sierpnia 1943r. awansował „Szczęsnego” do stopnia plut. pchor. rez. oraz nadawał mu „Krzyż Walecznych po raz pierwszy, za wyróżniającą się służbę żołnierską w szeregach wojska w konspiracji”.
Po scaleniu Uderzeniowe Bataliony Kadrowe zostały przesunięte do Okręgu AK Nowogródek (żeby uniknąć ewentualnych konfliktów z W. Liniarskim „Mścisławem”?), gdzie jako III batalion weszły w skład 77 pp AK. Dowództwo nad batalionem objął Bolesław Piasecki. W jego szeregach walczył Stanisław Karolkiewicz i pozostali uczestnicy wypadu na Turośl. Po zakończonej wojnie Karolkiewicz rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim. Rozpoczął też współpracę z WiN. Aresztowany w 1946r., więzienie opuścił dopiero w 1954r. W ostatnich latach życia kierował fundacją, która zajmowała się upamiętnianiem miejsc związanych z walką niepodległościową. Pełnił też funkcję prezesa Światowego Związku Żołnierzy AK. Wielokrotnie odznaczany, przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego awansowany do stopnia gen. brygady. Zmarł w 2009r. Waldemar Brenda |
Wydarzenia
| Brak wydarzeń |
ZOBACZ RÓWNIEŻ
| Mazury '45 - o filmie Wojciecha Smarzowskiego pt. „Róża”
|
| Pozor uż nemôżem – „nówka sztuka” Mam poczucie, że gdy w naszym mieście pojawił się teatr Delikates i Wiktor Malinowski „powiało” prawdziwą sztuką, profesjonalnym aktorstwem [ ... ] |
| II PISKIE WIECZORY KABARETOWE Pisz - 17 lipca 2010r. Tak się złożyło, że z woli mojego Szefa przypadła mi w udziale ocena tegorocznych „II Piskich Wieczorów Kabare [ ... ] |