WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| FESTIWAL FESTIWALI PO RAZ VII |
|
W ubiegłą wiosnę, A.D. 2009 Pisz zaroił się poetami, przybyłymi na VI Spotkanie Laureatów Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich i Poezji Śpiewanej. Właściwie to wyglądali prawie normalnie – żaden z nich nie miał przytroczonych do ramion skrzydeł pegaza, nie chodził w obuwiu z „podwiniętą podeszwą”. Brakowało też dziur w surdutach a słoneczna pogoda raczej nie pozwalała nosić długich szali, które nawet w delikatnych powiewach wiatru mogłyby się lirycznie unosić za takim poetą, w sposób jednoznaczny wskazując, że byt jego „nie z tego świata”. Z tłumu mieszkańców naszego miasteczka, wyróżniały ich jedynie identyfikatory z charakterystycznym symbolem festiwalu - motywem zielonych jegomościów w cylindrach i centralnie umieszczonym logo Pisza. Krótko mówiąc – „Pisz i śpiewaj poezję”, a jeśli nawet nie piszesz i nie śpiewasz, to przynajmniej na kilka dni, oderwij się człowieku od codziennych strapień i wraz z panami poetami i paniami poetkami daj się unieść skrzydłom pegaza (a jednak!), choć trochę nad ziemię. Naprawdę starałem się sumiennie uczestniczyć w ubiegłorocznych wydarzeniach owego literackiego parnasu. Nie udało się jednak tego czasu wykorzystać w pełni, więc mimo docierających słuchów o nieco mniejszym rozmachu tego Festiwalu Festiwali (w porównaniu z poprzednimi), to, co mogłem zaobserwować osobiście, nastrajało optymizmem. I jak to często bywa, już wtedy odgrażałem się, że za rok, to na pewno będę stałym bywalcem wszystkich koncertów, turniejów, konkursów i artystycznych biesiad. Im bliżej było do wielkiego początku, tym apetyt na poezję stawał większy. Zwłaszcza, że dzięki dofinansowaniu ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, tegoroczny budżet festiwalu znacznie przekraczał finansowanie imprezy w latach poprzednich. Przeznaczono nań łącznie ok. 150 tysięcy zł, z tego 40% środków pochodzi z budżetu Gminy Pisz, zaś 60% ze wspomnianej dotacji. Zapowiadała się prawdziwa duchowa uczta…
Rzeczywistość jak zwykle zadrwiła z wcześniejszych planów. Nie udało się dotrzeć na wszystkie imprezy towarzyszące VII Spotkaniom Laureatów. Dlatego postanowiłem relację z tego wydarzenia odrzeć z prób zobiektywizowania ocen (z góry skazanych na niepowodzenie) i pokazać w formie niedopełnionego „festiwalowego diariusza”. Takie tam, indywidualne spojrzenie… Dzień I. Środa, 21 kwietnia 2010r. Zbliża się wieczór. Ładna, wiosenna pogoda zachęca do pracy na działce. Jutro ma być zimno i deszczowo, więc to taka trochę wymuszona zachęta. Zostaje więc gdzieś na boku pierwsza festiwalowa impreza - Koncert laureatów konkursów lokalnych… Wybieramy się dopiero na występ Katarzyny Groniec, o 20 30. Wcześniej dużo dobrego słyszałem o jej trasie koncertowej, promującej najnowszą płytę pt. „Odjazd”. Nie zawiodłem się ani ja, ani zapewne większość z licznej publiczności szczelnie wypełniającej dużą salę Piskiego Domu Kultury. Klasa sama w sobie. Świetnie opanowane rzemiosło aktorskie, w zestawieniu z talentem wokalnym i ciekawym repertuarem, pozwoliło mocno przeżyć koncert. Powrotowi towarzyszyły długie rozmowy – znak, że wieczór coś po sobie zostawił. Na koniec dnia, wprowadzony w nastrój odsłuchuję krążek z prawdziwymi starociami… nagraniami Ewy Demarczyk. Dzień II. Czwartek, 22 kwietnia 2010r. Około 16 00 - ulica Kościuszki. Zakupy – chleb, masło, ser. Krótki rekonesans w księgarni, gdzie po raz n-ty do ręki biorę książkę Domosławskiego o Ryszardzie Kapuścińskim. Stwierdzam, że warto jeszcze poczekać i wychodzę. Z daleka pod okapem PDK widać ponadludzkich wymiarów uszy, oczy, dłonie, nos… To Wędrowny Kabaret Liryczny „Zmysły” przygotowuje się do występu. Podobnie do innych przechodniów podchodzę bliżej. Dwie dziewczyny śpiewają, oczy, dłonie i pozostałe detale ludzkiej physis kręcą się, jakby trochę w zagubieniu. I garstka widzów otrząsających się z zimna, które zbyt łatwo wnika pod przedwcześnie wiosenną odzież. Odchodzę do swoich spraw i doprawdy nie wiem, jak będzie wyglądała „zadziwiająca parada” kabaretu przemieszczająca się ulicami miasta, zapowiadana przez ulotki. Dopiero podczas wieczornego koncertu ktoś znajomy szepnął mi do ucha, że „było fajnie”. Po krótkiej wizycie w domu, kawie, obejrzeniu TVP INFO z kolejnymi doniesieniami na temat smoleńskiej tragedii, powrót do miasta. O 17 00 chcemy odsłuchać i obejrzeć występ Yagi Kowalik, w informatorach festiwalowych zatytułowany jako „Koncert Piosenki Francuskiej”. Z dawien dawna piosenka francuska kojarzyła mi się (w końcu strasznemu amatorowi) z taką trochę apaszowską liryką, rodem z Francois Villona. Trochę Edith Piaf, trochę Bracensa czy Brela (choć ten ostatni to akurat Belg). Przed laty z zapartym tchem oczekiwało się znakomitej Trójkowej audycji pt. „Pod dachami Paryża”, prowadzonej przez Barbarę Podmiotko. I trochę takich właśnie klimatów spodziewałem się, spiesząc do Domu Kultury. Jednak wydaje się, że niewiele z tej atmosfery spłynęło na widownię z desek PDK. Występ artystki Yagi, wcielającej się w postać francuskiej piosenkarki – Barbary (Monique Serf) trącił pretensjonalnością. Nie kojarzyłem wcześniej piosenek Barbary, więc nie wiem, czy tak właśnie miało być? Po koncercie Kawiarenka Okazjonalna: konkurs jednego wiersza, zespół A`nawim, monodram Łukasza Borkowskiego. Zostałem, głównie ze względu na pierwszy (!) występ piskiego (choć związanego w Ośrodkiem Kultury w Białej Piskiej) zespołu w rodzinnym mieście (dodajmy, że w pełnym składzie, bo wcześniej zdarzały się w Piszu prezentacje niekompletnego A`nawim niejako… przy okazji). A o Łukaszu Borkowskim z Rucianego Nidy po prostu kiedyś usłyszałem, że jest bardzo dobry i że warto. Nie zawiodłem się w obydwu przypadkach. Za to turniej jednego wiersza nie wywarł na mnie oczekiwanego wrażenia. Może ze względu na jakiś taki tramwajowy pośpiech, z którym kolejni młodzi autorzy wychodzili przed publikę, powoli ogarnianą piwnym uniesieniem, odczytywali swój utwór i wysiadali na najbliższym przystanku, aby zwolnić miejsce następnemu. Część słuchała, część nie. Brawa bili wszyscy. Następny! Następny! Ktoś mnie z tyłu zaczepił. Jak w tramwaju podczas przypadkowego spotkania, przepchnęła się w moją stronę Ania, od dawna zmagająca się ze słowem poetyckim. Postanowiła dzisiejszego wieczora wyjść do świata ze swymi próbami. Miała tremę, co normalne, jeszcze ktoś z prowadzących pomylił kolejność. Zgubił nazwisko… Następny, następny. Utwory oceniało jury, przyznając główne nagrody uznanym już na innych konkursach poetom – Magdalenie Łasińskiej-Kowara z Gdańska i Piotrowi Gajdzie z Tomaszowa Mazowieckiego. Publiczności najbardziej podobał się wiersz Mariusza Łapińskiego z Pisza. Mnie - utwór młodej licealistki Karoliny Butrymowicz. Ponoć napisała go kilka godzin wcześniej na warsztatach poetyckich! Po oficjalnych prezentacjach na scenę Kawiarenki Okazjonalnej co chwila wchodził ktoś z wierszem, piosenką, nie zawsze na serio. Głos zabrała również wiceburmistrz Grażyna Leszczyńska, po to jednak, by zupełnie zasłużenie podziękować osobom, które kilka lat temu wymyśliły taką właśnie formułę festiwalu – Wojtkowi i Jagience Kassom, Ani Błaszczyk i Wojciechowi Straszyńskiemu. A przy stolikach przez cały czas toczyły się luźne rozmowy o poezji, kulturze, festiwalu festiwali, o sprawach ważnych i całkiem nieistotnych, o tym i o owym. Powrót do domu grubo po północy… Dzień III. Piątek 23 kwietnia 2010r. Rano spotkanie z Michałem Poryckim (Radio Olsztyn), prowadzącym na festiwalu koncerty gwiazd. Korzystając z wolnego przedpołudnia postanowił zobaczyć okolicę, więc improwizujemy wizytę na przygotowywanej ścieżce historycznej w pobliżu schronu „502” k. Cegielni. Nasz przewodnik - Piotr Banach co chwila zerka na zegarek, ale przecież nie może sobie odmówić frajdy pokazania obiektu, w który włożyli z kolegami tak wiele pracy. Potem długa rozmowa przy herbacie o regionalnych ciekawostkach, ludziach zawsze tworzących klimat miejsca, festiwalowej kuchni i pracy radiowca. Michał to też człowiek z pasją. O jego pracy w radio decyduje niegasnąca ciekawość świata i ludzi… * * * Po południu z codziennych spraw nie sposób się wyrwać na koncert laureatów. Dopiero wieczorem, gdy na scenę ma wyjść Renata Przemyk, przyjeżdżamy do PDK. Jak zwykle na koncertach gwiazd – tłum ludzi. I słusznie, bo występ bardzo udany. Świetny kontakt z publicznością, do której artystka za pomocą niewyszukanych trików co chwila puszczała artystyczne oczko, niezmiennie zyskując aplauz. Po koncercie pozostawiamy Kawiarenkę Okazjonalną najbardziej wytrwałym uczestnikom tzw. prezentacji nieformalnych. Powrót do domu na późną kolację, bo przecież mimo wszystko trzeba coś jeść! Dzień IV. Sobota, 24 kwietnia 2010r. Niemal cały dzień wśród traw, grządek, drzewek i krzaków. Koszenie, grabienie, podsypywanie nawozem. Krótko mówiąc - trzeba korzystać z prawdziwego słońca. Ruch, świeże powietrze i pośpiech, żeby jednak zdążyć ze wszystkim do wczesnego popołudnia. Bo tym razem koniecznie trzeba wysłuchać drugiej części koncertu laureatów. Zdążyłem. Za to na pozostałą publikę trzeba było czekać nieco dłużej i organizatorzy opóźnili imprezę o pół godziny. W końcu – zaczęło się. Na scenie na przemian pojawiali się laureaci konkursów poetyckich (Tomasz Bąk, Małgorzata Lebda) i konkursów poezji śpiewanej (Łukasz Jemioła – znakomity i wzbudzający ogromną sympatię, młodziutcy artyści So Cool Band oraz Kamil Wasicki). Koncert prowadzili wspólnie Michał Porycki (Radio Olsztyn) i Kasia Sobiech (PDK). Świetna zabawa. O dziwo, te same utwory, które niekoniecznie przyciągały uwagę podczas turnieju jednego wiersza w czwartek, z dużej sceny spływały na widownię metaforyczną magią słów, znaczeń i … niedopowiedzeń. Wychodziłem z koncertu powtarzając niczym mantrę cytat z piosenki Kamila Wasickiego: „Przywykliśmy zgrzebnie/ Inaczej się nie da/ Tak trzeba”. Czy to ta zgrzebność sprawiła, że na widowni było nas tak niewielu? Bo co? Skoro nie ma wielkich nazwisk to nie warto? Za to tłum zjawił się na występie Elżbiety Adamiak. Powtarzają się te same twarze. W oczekiwaniu na rozpoczęcie obcy sobie ludzie zaczynają wymieniać uprzejmości. Czyżby to taki namacalny dowód na to, że poezja zbliża ludzi? Hmm, przynamniej na chwilę… Co do koncertu, to - jak to sama artystka stwierdziła – był „adamiakowaty”. Sprzyjał wyciszeniu. To ono towarzyszyło nocnym powrotom. Zresztą wcale nie najpóźniejszym. Ponoć Kawiarenka Okazjonalna żyła do pierwszego piania kogutów! Dzień V. Niedziela, 25 kwietnia 2010r. W ulotce stało, że rano mają być jakieś „Łzy pożegnania” dla uczestników festiwalu. Ale ponoć trudno było zebrać poetycką młódź, bawiącą się z fantazją, którą musiał dobrze poznać autor piosenki – „Piąta rano, zabawa skończona”. Nie przypadkiem zresztą ten właśnie utwór przyszedł mi do głowy, gdy słyszałem opowieści o wspaniałych nocnych biesiadach. Bo przecież zwieńczeniem tej kilkudniowej poetyckiej uczty miała być grupa „Pod Budą”. Przedtem w amfiteatrze PDK wystąpił Daniel Gałązka (nie byłem), a około 18 00 na drewnianą scenę amfiteatru weszli krakowscy artyści. Wokół atmosfera ciut nie piknikowa, ale i tak wspaniale było posłuchać wszystkich znanych przebojów rodem spod Sukiennic. Koncert zapowiadał Bogusław Trupacz: „Nie sztuka jechać do Krakowa. Sztuką jest sprawić, aby Kraków przyjechał do Pisza”. Dzień VI. Poniedziałek, 26 kwietnia 2010r. Popełniam nadużycie, bo przecież to wczoraj skończył się pięciodniowy maraton poetycki. Sześć koncertów pod rząd, a jak ktoś chciał, to mógł „zaliczyć” ich jeszcze więcej. Na scenie największe sławy, ale także wschodzące gwiazdy. Muzyka. Piękne słowa. Ciekawe kontakty i rozmowy. Dziś za to „zwykły pośpiech” do codziennych obowiązków. Także na monitorze komputera sporo zaległości czeka na nadrobienie. I z Telewizji można się dowiedzieć, że powoli rusza przyspieszona kampania wyborcza. A wieczorem, gdy tętniąca życiem normalność powoli zapada w sen, wyszukuję w Internecie utwory Barbary, żeby poznać ich oryginalne brzmienie. Przy okazji trafiam na pliki z piosenkami Yagi, które w nocnej ciszy wydają się jakby przytulniejsze. Mimochodem spoglądam na stojak z płytami. Na wierzchu „Historia pewnej podróży” Grzegorza Turnaua. Kogo jej szlak przywiedzie do Pisza za rok? (wb) |
FESTIWAL FESTIWALI PO RAZ VII