WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| Mazury '45 |
|
- o filmie Wojciecha Smarzowskiego pt. „Róża”
Mazury, mimo że są miejscem modnym, nie cieszyły się do tej pory zbyt dużym zainteresowaniem twórców polskiego kina. Niewiele powstało filmów, które traktowałyby o wątkach dotyczących najnowszej historii dawnych ziem wschodniopruskich. W zasadzie jedynym dziełem, które podejmowało w sposób interesujący i ambitny problematykę mazurską był film „Odjazd” (1991) Magdaleny i Piotra Łazarkiewiczów. Obraz do głębi poruszający, historia wykorzenienia dwóch Mazurek - matki i córki – pozostał niestety niezauważony i nie udało mu się przebić do wyobraźni szerszego grona widzów. Wszystko wskazuje na to, że najnowsze dzieło, odnoszącego coraz większe sukcesy Wojciecha Smarzowskiego, nie podzieliło tego losu i stało się ważnym głosem nie tylko w dyskusji nad historią regionu, ale także nad tużpowojenną historią Polski. „Róża” - bo o niej właśnie mowa – to film pod wieloma względami wyjątkowy w dorobku polskiej kinematografii. Przede wszystkim jeśli chodzi o podjętą tematykę, czyli trudną, tużpowojenną rzeczywistość i początki władzy ludowej na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Drugi powód owej wyjątkowości, to niezwykła intensywność dzieła Smarzowskiego. Obraz wgniata w fotel i hipnotyzuje swą brutalnością oraz naturalizmem. To, co stanowi o wartości tego filmu, to właśnie forma narracji, jaką obrał reżyser, która nie pozwala choćby na chwilę oderwać widzowi oczy od ekranu.
„Róża” jest historią byłego akowca, który tuż po oficjalnym zakończeniu wojny udaje się na Mazury, gdzie spotyka właśnie tytułową Różę – Mazurkę, wdowę po żołnierzu Wehrmachtu. Najprościej rzecz ujmując jest to opowieść o miłości, która wywiązuję się pomiędzy tym dwojgiem ludzi o tak różnych przecież życiorysach. Tadeusz staje się obrońcą Róży przed różnej maści najpodlejszym elementem, który kręcił się w owym czasie po Mazurach, przez co zaskarbia sobie jej zaufanie. Towarzyszy temu niespotykane dotychczas w polskim kinie nagromadzenie przemocy i gwałtów, które są przedstawione w sposób, który przeraża i przyciąga jednocześnie uwagę widza. Wszechobecne zło, zepsucie, nihilizm i brak poszanowania dla jakichkolwiek wartości, to cechy wysuwające się na pierwszy plan podczas oglądania „Róży”. Epatowanie przemocą i okrucieństwem nie jest jednak celem samym w sobie. Celem jest ukazanie bez taryfy ulgowej końca świata, jakim była druga wojna światowa dla Mazur (ale także wielu innych środkowoeuropejskich krain pogranicza). To, co widać na ekranie jest mocne i bolesne jednocześnie.
Nasuwa się w tym miejscu skojarzenie z antywesternami wybitnego amerykańskiego reżysera Sama Peckinpaha. W dziełach tego twórcy bezceremonialne ukazanie przemocy i brutalności ma służyć przedstawieniu schyłku Dzikiego Zachodu, jako końca pewnej formacji moralnej – ludzi wolnych, żyjących w zgodzie ze sobą i naturą. Nie było to „wspaniałe ucywilizowanie” dzikich i pustych przestrzeni zachodu, lecz brutalny podbój przy pomocy kłamstwa, mordu i gwałtu. Podobnie jest u Smarzowskiego. Zajęcie Mazur odbywa się w sposób daleki od cywilizowanego. Króluje dookoła mord, grabież, chaos i zniszczenie. Cechą wspólną „Róży” Smarzowskiego i takich filmów Peckinpaha jak „Dzika banda” czy „Dajcie mi głowę Alfredo Garcii” jest istnienie, mimo wszechogarniającego zła, wyższych uczuć.
Jak podkreśla sam reżyser, „Róża” to przede wszystkim film o miłości. Ukazana jest ona jako uczucie czyste i bezinteresowne. Ani Róża, ani Tadeusz nie zastanawiają się nad swoim zachowaniem. Wypływa ono prosto z nich. Tym samym ratuje ona ich przed utratą godności i daje oparcie w otaczającym ich zewsząd chaosie. Warto w tym miejscu wspomnieć, że przy okazji dyskusji nad filmem „W ciemności” Agnieszki Holland padały stwierdzenia, iż jest to film o poszukiwaniu Boga w czasach, w których Bóg zapomniał o ludziach. Wydaje się, że można odnieść to również do filmu Smarzowskiego. Bóg bowiem, podobnie jak w „W ciemności” odnajduje się w zwykłych ludziach, bardzo mocno doświadczonych przez los, nie pozbawionych jednak człowieczeństwa.
Odnotowania godny jest także odzew, z jakim spotkał się film w szeroko rozumianej opinii publicznej. „Róża” bowiem pobudza do myślenia. Nie jest to przy tym film łatwy i przystępny w odbiorze. Na pewno wymaga od widza dużej wytrzymałości emocjonalnej. Porusza wątki w historii Polski do tej pory pomijane, bądź zauważane dotąd jedynie na marginesie. Szczególnie dwa elementy historyczne wybijają się tu na pierwszy plan. Pierwszy to proces wykorzeniania Mazurów. Ich rozdarcie i tragedia są tu pokazane bez taniego patosu i stronniczości. Szczególnie poruszający jest w tym kontekście moment, w którym z ust pastora padają słowa, że bez nich ziemia ta będzie bezimienna. Pełni on tutaj zresztą rolę narratora, przekazującego mazurskie dziedzictwo i ratującego je od zapomnienia. Drugim wątkiem jest ukazanie realiów instalowania się władzy komunistycznej w powojennej Polsce. Zaimportowany ze wschodu system jawi się jako jednoznacznie zbrodniczy i obcy. Tym bardziej godne zauważenia jest to, że film traktujący o tak bolesnych tematach z najnowszej historii (chyba jednak nie tylko polskiej) jest obszernie komentowany przez najważniejsze media w kraju.
Nie sposób przejść wobec „Róży” obojętnie. Film wbija się w pamięć i powraca w myślach przez długi czas. Wojciech Smarzowski postawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko i z wielkim zainteresowaniem oczekuję jego kolejnego filmu. Zdecydowanie obowiązkowa rzecz.
Jakub Knyżewski (luty 2012r.)
Róża, reż. Wojciech Smarzowski, wyk. Agata Kulesza, Marcin Dorociński, 2011. |
Mazury '45