WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| Pisz i Kolno – kultura małych miasteczek |
|
Małe miasteczko - na pozór nic ciekawego, od 5 do 20 tys. mieszkańców, niewielka ilość sklepów, klubów czy miejsc do rozrywki. Małe miasto, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich dokładnie wiedzą. Bardzo powszechnym jest mniemanie, że w małych miasteczkach nie ma miejsca na kulturę, że tylko w dużych miastach są prawdziwe możliwości pełnego w niej uczestnictwa. Uważa się, że tu - u nas jest miejsce tylko na gnuśność, miernotę i wszechogarniającą nudę i niemożność. Skąd bierze się takie przekonanie, co skłania obserwatorów, żeby wystawiać naszym miasteczkom taką opinię?
Oczywiście – nie da się porównać budżetów przeznaczanych na działania kulturalne (lub też pseudo kulturalne) w ponad stutysięcznych miastach z budżetami w miejscowościach takich jak Kolno, Pisz czy nawet mniejsze. 1% budżetu Białegostoku czy Olsztyna wystarczy np. na zorganizowanie cyklu imprez o charakterowe masowym ze znaczącymi gwiazdami, lub też wielodniowego festiwalu o przynajmniej europejskim zasięgu. Zaś ten sam 1 procent z miast takich jak nasze wystarcza na zaledwie jeden festyn z „gwiazdą wieczoru”, którą poprzedzają pomniejsi – często nie tyle jakością co popularnością – wykonawcy oraz lokalne zespoły.
Jako przykład przelicznika specjalnie podaję tzw. imprezy masowe a to z tego względu, że na nich najlepiej widać różnicę. Osobiście nie jestem zwolennikiem takich przedsięwzięć, choć wiem, że są one dość ważnym elementem życia kulturalnego naszych miast. Pełnią typową rolę ludycznej rozrywki i umożliwiają uczestnikom niemal bezpośrednie zetknięcie się z idolami. Ich największą – moim zdaniem - wadą jest formuła. Program tychże festynów najczęściej tworzony jest z myślą o tzw „przeciętnym odbiorcy”, co powoduje, iż zwykle przy przysłowiowej szklance piwa otrzymujemy uśredniony program artystyczny (dla każdego coś miłego). Imprezy tego typu stwarzają również pozory promocji miasta gdyż robione są pod hasłami „Dni Miasta”, „Imieniny patrona” itp. Jednak moim zdaniem jest to dość złudna promocja, ponieważ zwykle – ze względów klimatycznych – realizowane są one w okresie wiosenno-letnim i właściwie w promieniu 100 km odbywa się wówczas jeszcze kilka innych tego typu imprez. To powoduje, że reklama owych przedsięwzięć najczęściej jest w mediach jedną z wielu, a odbiorcy mając tyle do wyboru udają się tam, gdzie prezentuje się najmodniejsza gwiazda estrady. Dlatego moim zdaniem, jeśli już impreza, masowa ma pełnić funkcję przynajmniej promocyjną, musi mieć wyraźnie określony i indywidualny charakter. Za przykład niech posłużą: „Pływanie na byle czym” w Augustowie czy piskie „Leśne smaki”.
Gdy mówimy o kulturze w małych miasteczkach, najczęściej jako pierwsze skojarzenie nasuwają się nam instytucje samorządowe do tego powołane. Tak więc najpierw zwykle wymieniany bywa lokalny dom lub ośrodek kultury. Jako podstawowe zadania tego typu instytucji wymieniono w ustawie o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej m.in. : edukację kulturalną i wychowanie przez sztukę, tworzenie warunków dla rozwoju amatorskiego ruchu artystycznego oraz zainteresowania wiedzą i sztuką, rozpoznawanie, rozbudzanie i zaspokajanie potrzeb oraz zainteresowań kulturalnych. Wydaje się, że w chwili obecnej wymienione powyżej typy instytucji są pewnymi anachronizmami znaczeniowo-funkcjonalnymi i w żaden sposób nie odzwierciedlają ani statusu danego podmiotu, ani jego funkcji.
Owe ustawowe i dosyć wąskie rozumienie pojęcia kultura oraz potrzeb kulturalnych powoduje, iż wielu pracowników domów kultury koncentruje się na organizacji imprez masowych w rodzaju koncertów czy kabaretów oraz zajęć edukacji artystycznej, takich jak lekcje tańca, rysunku czy gry na keyboardzie. Formy te nie sprzyjają rozwijaniu szerokich kontaktów ze społecznością: imprezy to wydarzenia przyciągające wiele osób, ale mało angażujące publiczność, z kolei skupienie na edukacji artystycznej prowadzi do pewnego rodzaju elitaryzmu – ograniczenia grupy klientów ośrodków do osób mniej lub bardziej uzdolnionych artystycznie.
Nie znaczy to wcale, iż uważam, aby amatorskie zabawy w teatr, film, malowanie, muzykowanie mają zniknąć. Wręcz przeciwnie. To dalej mają być ważne zadania placówek. Inaczej zostawimy ludzi sam na sam z telewizorem lub komputerem. Domy kultury od zawsze wspierają literaturę, szczególnie poezję, muzykę, taniec czy plastykę. I to dzięki tym działaniom wielu młodych twórców ma możliwość rozwijania się i prezentacji. Uważam jednak, że domy kultury są za mało otwarte na oddolne inicjatywy i społecznych animatorów. Zdarza się, że są oni wręcz traktowani jak groźna konkurencja, a przecież placówki te działają w określonej społeczności, są w niej bezpośrednio osadzone. Dlatego program domów kultury musi wyrastać z wiedzy o społeczności, w której funkcjonuje. Żywo reagować na jej potrzeby i ściśle współpracować.
Drugą z instytucji najczęściej przychodzącą na myśl, gdy wspominamy o lokalnej kulturze, jest biblioteka. Obecnie działalność biblioteki rzadko ogranicza się wyłącznie do wypożyczania książek. W mniejszym lub większym zakresie biblioteki gminne pełnią funkcję ośrodków lokalnej aktywności. Część z nich stara się świadomie wypełniać tę funkcję. Z badań Narodowego Centrum Kultury przeprowadzonego w 2009 roku wynika, iż ponad połowa bibliotek organizuje wystawy, prawie połowa konkursy dla młodzieży, 37% placówek prowadzi zajęcia dla dzieci i młodzieży w ramach zajęć szkolnych, 33% poza zajęciami szkolnymi.
Niestety, często na relacjach z biblioteką ciąży jej wizerunek jako „wypożyczalni książek”. Analizując pokrótce życie kulturalne małych miasteczek należy jeszcze wspomnieć o takich instytucjach jak: - szkoły muzyczne, które poza edukacją muzyczną często organizują koncerty zarówno swoich wychowanków jak i muzyków profesjonalnych, - przedszkola i szkoły, które zarówno zapraszają do siebie na występy jak i organizują wyjazdy do teatrów i na koncerty, - jeśli są - to muzea. Wszak już od dłuższego czasu ich działalność nie kończy się tylko na funkcjach wystawienniczych, - oraz, a może przede wszystkim stowarzyszenia lokalne, będące oddolną inicjatywą mieszkańców, którzy chcą w ten sposób sami działać i pobudzać innych do aktywności. Działania te często mają charakter kulturotwórczy.
Przechodząc do porównania życia kulturalnego w Piszu i Kolnie, dwóch sąsiadujących ze sobą miast z dwóch różnych województw o dość zbliżonej strukturze i demografii zacznę od podobieństw. W obu naszych miastach mieszkańcy mogą korzystać z usług domów kultury i bibliotek zarówno publicznej jak i pedagogicznej. Zarówno w Piszu jak i w Kolnie działają szkoły muzyczne oraz wiele stowarzyszeń.
Główne różnice to: - organizacja administracyjna – w Kolnie - w odróżnieniu od Pisza - gmina w 1996 r. oddzieliła się od miasta i stanowi obecnie oddzielny samorząd. - ilość mieszkańców Pisza jest prawie dwukrotnie większa od ilości kolnian - położenie geograficzne. Jednak położenie Pisza w Krainie Wielkich Jezior stwarza większe możliwości szczególnie w przedsięwzięciach rozrywkowo- promocyjnych - no i nie należy zapominać, że z placówek kultury posiadacie Muzeum, które w znaczny sposób wzbogaca życie kulturalne. Mówiąc o kulturze nie da się nie wspomnieć o finansach. Fakt, że to może dość prozaiczne, ale niestety bez tego często nie było by możliwe funkcjonowanie wspomnianych jednostek i stowarzyszeń.
Dotacje Kolna na działalność domu kultury to kwota w wysokości około 676 tys. zł., zaś dotacja na Piski Dom Kultury jak wynika z planu budżetowego to 1 615 tys. zł. W przeliczeniu na ilość mieszkańców okazuje się, że na kolnianina wypada około 62 zł a na piszanina około 73 zł dotacji. Jednak proporcje owe ulegają wyraźnej zmianie, gdy przypomnimy sobie o różnicach administracyjnych. Dotacja na dom kultury w Kolnie dotyczy - oczywiście w cudzysłowie – tylko mieszkańców miasta, zaś w przypadku Pisza powinniśmy w tych obliczeniach uwzględnić również mieszkańców gminy. I tu proporcje wspomniane ulegają zmianie, ponieważ wówczas otrzymujemy już 51 zł. dotacji na mieszkańca. Od razu chcę zaznaczyć, że takie obliczenia są dość zwodnicze. Sytuacja zmienia się, gdy uwzględnimy całościowe kwoty przeznaczane na działalność kulturalną. Dodatkowo w przypadku Pisza dochodzą jeszcze fundusze na działalność muzeum oraz otwarty konkurs na wsparcie realizacji zadań publicznych m.in. w zakresie wiedzy o kulturze regionalnej i narodowym dziedzictwie kulturowym. Nie należy również zapominać o dodatkowych środkach przeznaczanych przez piskich samorządowców na organizację imprez masowych typu „Pisz Music Festival” czy „Myśliwskie...” i „Leśne smaki”. W Kolnie, jak już wspomniałem, nie istnieje „problem” finansowania muzeum, zaś otwarty konkurs dotyczy tylko przedsięwzięć sportowych i prozdrowotnych. Za to doliczyć trzeba wydatki, które przeznacza na działania kulturalne Gmina Kolno. Wówczas średnia na mieszkańca wyrównuje się.
Porzućmy wreszcie tą mroczną strefę finansów i zajmijmy się stroną merytoryczną. Tu różnice – na szczęście nie są już tak znaczne. Funkcjonowanie domów kultury opiera się na tych samych zasadach. Obie placówki prowadzą podobne zajęcia artystyczne i klubowe. Uczestniczyć można w zajęciach teatralnych, plastycznych i muzycznych. I w Piszu i w Kolnie działają zespoły muzyczne i kapela dęta, a także skupiają przy sobie grupy seniorów. Oczywiście każda z nich ma swoją specyfikę. W Piszu dużo ciekawsza jest oferta form tanecznych i folklorystycznych. W Kolnie niestety od pewnego czasu, szczególnie w dziedzinie folkloru panuje pewien zastój. Chociaż jeżeli w porównaniu uwzględni się również gminne centra kultury to należy zaznaczyć, że widać wyraźną poprawę. Od dwóch – trzech lat i my możemy pochwalić się zespołami czerpiącymi z folkloru regionalnego.
Program proponowanych imprez w większości również jest podobny. W obu placówkach realizowane są imprezy z okazji różnych uroczystości: Dni Dziadka i Babci, Matki, majówki, mikołajki czy uroczystości państwowe. Również imprezy takie jak przegląd zespołów kolędniczych, finały WOŚP, konkursy recytatorskie czy piosenkarskie realizowane są w obu miastach.
Gdzie więc są różnice? Na początek wspomnę o imprezie, która ma już dziewięcioletnią tradycję, ma wiernych wykonawców i odbiorców oraz jest doskonale rozpoznawana w kraju szczególnie w środowiskach poetyckich. Mam oczywiście na myśli festiwal „Pisz i śpiewaj poezje”. Przyznam szczerze, że trochę zazdroszczę, iż udało się wam wypracować taka formułę imprezy, skupić wokół niej miłośników poezji z całego kraju i co roku zapraszać doskonałych wykonawców. Kolno co prawda również pracuje od paru lat nad takim projektem, czyli Festiwalem piosenek Jacka Cygana. Niestety od czasu, gdy główna pomysłodawczyni przeniosła się do innego miasta przez dwa lata panował pewien zastój. Dopiero od tego roku próbuje się reaktywacji przeglądu na wcześniejszych zasadach i zasięgu. Mam nadzieje, że ponownie impreza ta stanie się sztandarową pozycją w repertuarze KOKiSu, czyli Kolneńskiego Ośrodka Kultury i Sportu.
Specjalnie rozwijam tą nazwę, a to dlatego, że już po niej widać następną różnicę, o której chciałem wspomnieć. W Kolnie przed trzema laty dokonano bardzo karkołomnego przedsięwzięcia. Połączono w jedna strukturę kulturę i sport. Głównymi jakoby powodami było uporządkowanie spraw związanych z kulturą fizyczną oraz oszczędności finansowe.
Dotychczas nie istniała w mieście instytucja typu MOSiR. Działały poszczególne stowarzyszenia sportowe, zaś obiektami zarządzały i szkoły i dom kultury i MPGK. W takiej sytuacji dobrze się stało, że połączono w jeden organizm administracyjny stadion, halę sportową, basen i place zabaw. Jednak i wówczas i obecnie uważam, że łączenie tego z kulturą jest już pomysłem chybionym. Oszczędności finansowe, jeśli już są to są one niewielkie, a wrzucenie finansów kultury i sportu do jednego worka powoduje, że zawsze któraś z tych dziedzin aktywności ponosi straty. Niestety najczęściej odbywa się to kosztem działań kulturalnych. Można było powołać kolneński MOSiR i spowodować ścisłą współpracę Kolneńskiego Domu Kultury i MOSiR-u. Od wielu lat taka formuła sprawdza się w stosunkach pomiędzy ośrodkiem kultury a Miejską Biblioteką Publiczną.
Przechodząc do bibliotek to w obu przypadkach już dawno one przestały pełnić funkcję miejsc gdzie tylko można wypożyczyć lekturę. Zarówno kolneńska jak i piska placówka organizują spektakle teatralne dla dzieci i Teatry przy stoliku, konkursy czytelnicze, recytatorskie i plastyczne, spotkania autorskie i inne imprezy również rozrywkowe. Obie też udostępniają szerokopasmowy dostęp do internetu i organizują kursy obsługi komputerów dla seniorów. Bardzo ciekawą inicjatywą realizowaną przez miejską bibliotekę w Kolnie był projekt dofinansowywany z fundacji Bila i Melindy Gates „Niech się święci cud pamięci”. Polegał on na zbieraniu wspomnień i zdjęć kolniaków. Nagrane wspomnienia zostały przeniesione na papier a zdjęcia zdigitalizowane. Zebrane materiały zostały wydane w formie albumu. Jednak, moim zdaniem, najważniejsze w tym projekcie było zaangażowanie do jego realizacji wolontariuszy. Dziesięciu uczniów gimnazjum i liceum kolneńskiego, wyszukiwało ciekawych osób, przeprowadzało i przepisywało wywiady oraz wynajdowało i dostarczało zdjęcia. Widać było, że praca ta daje im wiele satysfakcji i sprawia, iż zaczynają inaczej spoglądać na historię swoich dziadków, historie, której często wcześniej nie byli świadomi.
Obecnie biblioteka przygotowuje się do nowego projektu. Polegać ma on na sporządzeniu inwentaryzacji, fotograficznym udokumentowaniu oraz zebraniu wiadomości o niektórych osobach pochowanych na tzw. „starym” cmentarzu w Kolnie. W założeniach projektu jest współpraca z lokalnymi stowarzyszeniami i zaangażowaniu w niego jeszcze większej liczby wolontariuszy. Mam nadzieje, że uda się go przeprowadzić, ponieważ znajduje się na nim wiele ciekawych pomników pochodzących jeszcze z XVIII w i pochowanych jest wiele zasłużonych dla miasta osób.
Następną instytucją kultury w moim omówieniu jest działalność muzealna. I tu niestety jest jedna z największych różnic pomiędzy naszymi miastami. Można tylko pozazdrościć Piszowi Muzeum Ziemi Piskiej. Jego działalność nie jest tylko stricte wystawiennicza. Zarówno w siedzibie Piskiego Muzeum jak i w szkołach organizowane są spotkania z intelektualistami i twórcami. Muzeum jest też inicjatorem konferencji, inscenizacji historycznych, instalacji ulicznych i happeningów. Trzeba też wspomnieć o współorganizacji i prowadzeniu portalu Piszkulturalnie.pl, to przy muzeum i z inicjatywy pracowników muzeum powstał i funkcjonuje Klub Lokalnych Inicjatyw Oświatowych. No i nie należy zapominać o redagowaniu i wydawaniu periodyku „Znad Pisy”.
Kolno niestety nie może poszczycić się taką placówką. Od paru lat, co jakiś czas pojawia się pomysł powołania instytucji na kształt regionalnego muzeum, jednak i brak środków i może dobrego pomysłu powodują, że szybko zapomina się o nim. Zaczątkiem miała być postawiona w centrum miasta, w 2010 roku kolejka. W wagonikach miały znajdować się izba regionalna i izba pamięci poświęcona wywózkom na Sybir. Niestety wagoniki dalej stoją puste a kolejka jest tylko drobną atrakcją dla przejeżdżających turystów. Szczególnie dla dzieci. Może już wkrótce uda się zrealizować wspomniane plany i turyści nie tylko będą mogli sobie zrobić zdjęcie na tle ciuchci, ale też choć zapoznać się z historią miasta i wypić kawę przed dalszą podróżą.
Ostatnim punktem tej krótkiej analizy będzie działalność stowarzyszeń. Tu też niestety ilość przemawia na korzyść Pisza. Choć biorąc pod uwagę ilość mieszkańców proporcje są podobne. Z danych zamieszczonych na portalu organizacji pozarządowych ngo.pl wynika, że w Piszu zarejestrowane jest 76 stowarzyszeń zaś w Kolnie 48. Są to oczywiście stowarzyszenia o bardzo różnym charakterze i celach statutowych. Często powoływane celem pozyskiwania funduszy na określone działania. Jednak taka mnogość w pewien sposób świadczy o dużym zaangażowaniu mieszkańców w sprawy lokale. Część tych towarzystw działa również na rzecz rozwoju kulturalnego. Dzięki ich aktywności rodzą się nowe inicjatywy. Trzeba zauważyć, że członkowie stowarzyszeń zwykle pracują społecznie a pozyskanie środków wymaga nierzadko dodatkowej pracy i kompetencji. Nie będę tu wymieniał poszczególnych stowarzyszeń i ich działań gdyż czas na to nie pozwala, ale jeszcze raz kieruję swój wielki podziw i szacunek w ich stronę szczególnie za to, że „chce im się chcieć”!
Tu jeszcze chciałbym wtrącić małą dygresję jako teatralnik. Bardzo Wam zazdroszczę istnienia niezależnej trupy teatralnej czyli teatru Delikates. Przyznam, że czyniłem próby utworzenia takiej grupy. Był nawet czas (lata 1992-94), że w Kolnie udało się zebrać osoby dorosłe i stworzyć niezależny i na dobrym poziomie kabaret. A twierdzę, że na dobrym poziomie, gdyż zbieraliśmy nagrody na przeglądach kabaretowych. Najważniejszą było drugie miejsce w Lidzbarskich Biesiadach Humoru i Satyry w 1993 r. Niestety po niecałych dwóch latach z przyczyn osobistych aktorów kabaret TWÓCH rozpadł się i od tamtego czasu pracowałem tylko z dziećmi młodzieżą i seniorami.
Oczywiście bardzo pobieżnie przedstawiłem tu obraz kultury w naszych małych miasteczkach. Pominąłem wiele zjawisk mniejszych lub większych. Wszak nie wspomniałem o plastykach, muzykach, twórcach ludowych poetach i innych twórcach i działaniach. Może w przyszłości uda się przygotować większą pracę popartą obrazami lub projekcją multimedialną gdyż słowa nie wszystko przekażą.
Na koniec chciałbym zacytować słowa poety i publicysty - Andrzeja Dąbkowskiego. Dlaczego lubię małe miasteczka? Może dlatego, że rzeczywistość odbieram jak poezję... A poezja jest właśnie w małych miasteczkach. To w małych miasteczka jest jeszcze „kultura nieudawana”. Są koncerty, przedstawienia i wernisaże, na które nie przychodzi się po to, aby pokazać nową sukienkę za kilka tysięcy złotych. Dzisiaj wielu publicystów mówi o tzw. fenomenach kulturalnych małych miejscowości. I to jest prawda. Nie zakłada się, że uda się sprzedać jakieś obrazy, że na koncert przyjdzie pięćset osób i zapłaci po sto złotych za bilet. Tu kulturę robi się dla tych śmiejących się rubasznie i płaczących szczerze... A później wystarczy zobaczyć w oku ten błysk, to szczęście, tę radość i tę wdzięczność... Cudowne uczucie. Nieosiągalne w dużych miastach. Szkoda...
Kazimierz Koter
Autor jest członkiem Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Jana z Kolna”, byłym dyrektorem Kolneńskiego Domu Kultury, instruktorem teatralnym, społecznikiem. Należy do Komitetu Redakcyjnego „Zeszytów Kolneńskich”. Referat został wygłoszony 13 stycznia 2012r. podczas III Noworocznego Spotkania animatorów i Twórców Kultury w Piszu. |
Pisz i Kolno – kultura małych miasteczek