WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| REFLEKSJE HISTORYKA Z XX FORUM SZKÓŁ KATOLICKICH |
|
Nauczyciele Zespołu Szkół Katolickich w Piszu co roku mają możliwość udziału w seminariach organizowanych przez ogólnopolską Radę Szkół Katolickich. Jedno z takich spotkań, już dwudzieste w dziejach RSK, odbyło się w dniach 3-5 grudnia 2009r. na Jasnej Górze. W br. w Sali Papieskiej przy jasnogórskim Klasztorze oo. Paulinów zjawiło się blisko 500 pedagogów reprezentujących znaczną część spośród 500 szkół katolickich istniejących w Polsce. Nasze miasto reprezentował czteroosobowy zespół z Wiesławą Jankiewicz - dyrektor piskiego „Katolika". Myślą przewodnią spotkania było hasło, doskonale pasujące jako motto do każdej, także świeckiej, instytucji oświatowej: „Edukacja to nie jest tylko oświata lub przygotowanie do pracy, to jest pełna formacja osoby". Pytanie tylko, jak - taki czy inny - system oświatowy zamierza formować swych potencjalnych absolwentów? Szkolnictwo katolickie stawia sobie w tym zakresie bardzo konkretne zadania. Poniekąd znalazło to odzwierciedlenie w tegorocznym przebiegu XX Forum Szkół Katolickich. Każdy dzień forum, obok strawy religijnej, dostarczał uczestnikom okazji do wysłuchania licznych wykładów. Mimo wielogodzinnych obrad, poszczególne wystąpienia inspirowały do przemyśleń. Dlatego sądzę, że warto w wielkim skrócie przybliżyć niektóre z wypowiedzi (choć niekoniecznie z zachowaniem właściwej kolejności), a przynajmniej te ich fragmenty, które zwracały szczególną uwagę (niektórych) uczestników. Całość rozpoczęła się konferencją dyrektorów szkół, na której omawiano sprawy związane z prawno-finansową stroną funkcjonowania oświaty katolickiej. Nie doszło natomast do spotkania z ministrem edukacji w latach 1997 - 2000 - prof. dr. hab. Mirosławem Handke - autorem przeprowadzonej przed laty reformy oświatowej. Profesor z powodów zdrowotnych nie mógł przybyć do Częstochowy i wygłosić zaplanowanego wykładu pt. „Wychowanie i nauczanie misją szkół katolickich". Ze względu na tę nieobecność, na inny czas odłożono również uroczystość wręczenia Profesorowi tytułu „Przyjaciel Szkół Katolickich w Polsce", przyznany za wybitne zasługi i życzliwość, na jaką oświata katolicka zawsze mogła liczyć u nominata. Dwa wykłady zostały wygłoszone przez hierarchów. Biskup pomocniczy Archidiecezji Warszawskiej ks. Andrzej Siemieniewski mówił na temat „Miłość w prawdzie: praktyka szkoły katolickiej". Istotne wydały się te słowa księdza biskupa, które wiązały w jedną całość dwie postawy - właśnie miłości i prawdy. Jedna pozbawiona drugiej zawsze pozostanie ułomna. Podobnie jak wiara i wiedza, które współcześnie tak często usiłuje się przeciwstawiać... Według mnie to skutek swoistej dychotomii dokonanej przez część filozofów epoki Oświecenia, rzutującej na nasze dzisiejsze postrzeganie świata. A przecież - zacytuję słowa biskupa - „rozum zawsze potrzebuje oczyszczenia przez wiarę i odnosi się to także do rozumu politycznego, który nie winien sądzić, że jest wszechmocny". Skojarzenie z przekonaniem świata polityki, że można dekretować wartości wydaje się oczywiste. Czyż nawet przegłosowanie przez jakąś parlamentarną większość np. prawa do aborcji sprawi, że ta większość będzie miała rację? Wedle może nieco subiektywnej oceny jednego z uczestników forum, te słowa zgodnie współbrzmiały z wystąpieniem ks. Wacława Tomasza Depo, biskupa diecezji zamojsko - lubaczowskiej (na podstawie Katechizmu Kościoła Katolickiego oraz Encykliki „Caritas in Veritatis" wygłosił referat pt. „Uwierzyć to przylgnąć osobowo do Chrystusa"), zwłaszcza, gdy w ślad za Janem Pawłem II stwierdzał, że „wiara oraz teologia, nie są sprawą prywatną osób, które akurat należą do pewnej grupy religijnej. Wiara to sprawa publiczna, a świat ignorując ją i spychając do subkultury, naraża się na wielkie niebezpieczeństwo. Zapominając o prymacie tego, co duchowe w człowieku, może ulec ponownie potwornej alienacji zbiorowego zła, które zawsze gotowe jest posłużyć się zdobyczami nauki do wyniszczającej walki przeciwko ludziom". Oczywiście obydwa wykłady poruszały więcej aspektów. Wnikliwa analiza całości pozwoliłaby na odczytanie w nich głębszego sensu, niż by wynikało z powyższych przytoczeń. Zainteresowanych odsyłam do materiałów, które będą opublikowane. Ale, obok wymiaru teologicznego, zacytowane fragmenty obu wystąpień siłą rzeczy przywodziły na myśl zarówno opór europejskich „elit" przed wzmiankowaniem chrześcijaństwa w tzw. europejskiej konstytucji, jak i ostatnią decyzję o zdjęciu krzyży w jednej z włoskich szkół. Dodajmy, decyzję całkiem nielogicznie motywowaną troską o prawa człowieka! Problematyka szkolnictwa katolickiego w Europie Zachodniej była przedmiotem wystąpienia kolejnego gościa jasnogórskiego forum, Sekretarza Generalnego Komitetu Europejskiego na rzecz Edukacji Katolickiej (CEEC). Pan Etienne Verhack w zarysie przedstawił dzieje komitetu, reprezentującego dziś 30 500 szkół i 7,5 miliona uczniów całej Europy! Przy okazji jednak zwrócił uwagę na kondycję edukacji katolickiej w państwach zachodnich. Trzeba przyznać, że nie nastrajającą optymizmem. „Uważam, że w przyszłości będziemy obserwować sytuacje, w których wiele szkół katolickich z Europy Zachodniej zniknie z powodu braku własnej tożsamości" - mówił Verhack. I wprawdzie któryś z dyskutantów stwierdził potem, że przecież ten problem nie dotyczy Polski, gdzie katolicka oświata przeżywa prawdziwy rozwoju, to jednak... „Urodziłem się w kraju [w Belgii - przyp. wb] nie mniej katolickim, niż współczesna Polska - odpowiedział E. Verhack - ale dziś to już odległa przeszłość"... Wśród pozostałych wystąpień warto zwrócić uwagę na prelekcję prof. dr hab. Katarzyny Olbrycht z Uniwersytetu Śląskiego na temat: „Nauczyciel - role między rzecznikiem wartości a liderem", w bardzo czytelny sposób ukazującej socjologiczne mechanizmy towarzyszące procesowi stawania się rzecznikiem wartości lub liderem. Z kolei s. Maksymiliana Wojnar omówiła status nauczyciela szkoły katolickiej i jego misję. Za bardzo interesując należy także uznać wystąpienia redaktora Janusza Poniewierskiego, autora edycji źródeł pt. „Służyć wzrastaniu w prawdzie i miłości. Wybór dokumentów Kościoła na temat szkoły katolickiej i wychowania" (Kraków 2009) oraz dr Grzegorza Płoszajskiego, współautora antologii tekstów literackich pt. „Polska jest jedna. Pokoleniom naszych przodków w hołdzie..."(Niepokalanów 2009). Obydwie publikacje trafiły do rąk wszystkich uczestników forum. W spotkaniu wziął także udział prof. dr hab. Wojciech Roszkowski, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN oraz Collegium Civitas. Ze względu na własne historyczne zainteresowania, jak i portal internetowy PiszKultualnie.pl (założony przecież przez historyków skupionych w Klubie Lokalnych Inicjatyw Oświatowych KLIO), w którym ten tekst jest zamieszczony, na omówienie wykładu Profesora przeznaczę więcej miejsca. Jeszcze nie tak dawno Wojciech Roszkowski łączył profesję historyka z funkcją eurodeputowanego i to zapewne pozwala mu dostrzegać problematykę edukacji historycznej w szerszym wymiarze. Jego wystąpienie, zatytułowane „Edukacja historyczna w wychowaniu młodego pokolenia", zwracało m.in. uwagę na upolitycznienie historii. Nie da się go uniknąć. „Problem tylko w tym, w jakim celu polityk odnosi się do historii. Chwytliwe hasło, że politycy nie powinni głosować prawdy historycznej jest w istocie niezwykle bałamutne. Politycy głosują nie prawdę historyczną, lecz prawdę o sobie samych, o swoim stosunku do przeszłości. Przez to zaś dają nośny przykład ocen historycznych [podkreślenie (wb)]. Nie wolno jednak mylić pojęcia prawdy z pojęciem oceny". [przykładem niech będzie niedawny spór polskich parlamentarzystów o nazwanie zbrodni katyńskiej ludobójstwem, czy „tylko" zbrodnią wojenną, lub opór części eurodeputowanych przy okazji uchwały Parlamentu Europejskiego potępiającej komunizm na równi z nazizmem - przyp. (wb)] Kolejnym zagadnieniem poruszonym przez historyka, była próba ustosunkowania się do popularnego zarzutu, że historia wywołuje podziały między ludźmi. „To fakt: historia może dzielić, może łączyć lub możemy się starać ją wyeliminować. To ostatnie rozwiązanie nie jest jednak w ogóle rozwiązaniem. Historii nie da się bowiem uniknąć. Jeśli będziemy zaniedbywać kształcenie historyczne młodego pokolenia, wytworzymy próżnię ignorancji, w którą prędko wpełzną głupstwa i demony, które podzielą ludzi jeszcze bardziej". Rzeczywistych przyczyn napięć, antagonizmów czy partykularyzmów nie da się usunąć przez „operację zagłuszania", bo przyniesie ona odwrotne skutki. Historia jest częścią kapitału narodowego, który nie powinien być niwelowany w imię przypodobania się komuś. Jedną z form jego umacniania winna być polityka historyczna państwa (ale nie upolitycznianie historii). „Jeśli wszystkie państwa prowadzą swoją politykę historyczną, a Niemcy i Rosja są ostatnio tego dobitnym przykładem, to abdykacja Polski z polityki historycznej byłaby katastrofalnym błędem". Problem więc w tym, jak państwo powinno prowadzić politykę historyczną. Wedle Profesora, głównym narzędziem powinna tu być szkoła. To ona powinna dostarczać wiedzy. Powinna również u młodego człowieka kształtować umiejętność dokonywania oceny jak i miary tego, co „historyczne", aby w dorosłym życiu potrafił racjonalnie wykorzystywać wiedzę o doświadczeniach swych poprzedników. Od siebie dodam, że powinno to również służyć budowaniu poczucia własnej (czytaj - wspólnotowej) tożsamości i poczucia godności. A tymczasem... Zastanawiamy się na przykład, czy nas, Polaków, za granicą „lubią". „Problem jednak w tym, czy my sami się lubimy i za co mamy się lubić, a przede wszystkim, czy sami siebie rozumiemy. Zbyt często autentyczne powody do narodowej dumy umiemy zagłuszyć w tromtadracji lub utopić w zawiści, a samokrytykę doprowadzamy albo do karykaturalnej skrajności albo reagujemy na nią histerycznie jak na atak wroga". W innym zaś fragmencie swego wystąpienia Profesor stwierdził jeszcze dobitniej: „Dyskusje nad polskością zamykają się najczęściej w kręgu neurotycznych odgłosów tromtadracji lub narodowego wstydu". Skąd się więc bierze to nasze rozdwojenie w spojrzeniu na historię? Powodem wydaje się poważne zmącenie pamięci historycznej Polaków. „Jest ona ukształtowana pod wpływem tradycji niepodległościowej, ale także, nadal w sporej mierze, pod wpływem nauki w komunistycznej szkole. W najmłodszym pokoleniu wynika ona również z doświadczeń transformacji. Szkoła PRL zakłamywała naszą historię na różne sposoby, a życie w tym systemie zdeformowało także pamięć własną i kryteria ocen przeszłości". A więc wciąż wiele u nas relatywizmu w nauczaniu i podejściu do historii (np. często spotykane twierdzenie, że są „lewicowe" i „prawicowe" prawdy o przeszłości) wywołanego podwójnymi standardami myślenia z czasów PRL. Świadkowie nie dysponują wiedzą o istocie systemu, w którym żyli... W peerelowskich szkołach i uczelniach nikt przecież nie uczył o jego wewnętrznych sprzecznościach. Z drugiej strony mamy do czynienia z chęcią zapomnienia ówczesnych upokorzeń i pragnieniem rekompensaty. Przyczyn takiego a nie innego stosunku Polaków do historii można by- w ślad za Wojciechem Roszkowskim- wymieniać jeszcze wiele. Jednak je pominę, aby zwrócić uwagę na ten fragment jego wypowiedzi, który miał dla mnie znaczenie konkluzji: „Polityka historyczna ma wymiar międzynarodowy i krajowy. W wymiarze międzynarodowym ma ona na celu umocnienie pozycji państwa przez ugruntowanie wiedzy o nim [podkr. (wb)] oraz przekonanie o jego sile i wiarygodności (...). Odkłamywanie szkodliwych dla nas mitów jest naszym obowiązkiem (...). W wymiarze krajowym polityka historyczna to promowanie badań naukowych, popularyzacja wiedzy historycznej, głównie przez media, a przede wszystkim - nauczanie historii w szkołach [podkr. (wb)]". A tymczasem „od dziesięciu lat tnie się programy nauczania historii w szkołach". Ostatnim przykładem takich działań jest nowa podstawa programowa nauczania historii, wprowadzona rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 23 grudnia 2008r. Prof. Wojciech Roszkowski w swym wystąpieniu omówił najważniejsze wątpliwości, które wzbudził w nim ten dokument. Nie będę ich tu przytaczał, bo wydaje się, że są znane i podziela je znaczna część środowiska historycznego w kraju. Podsumowując tylko wykład Profesora, przytoczę z niego ostatni akapit. „Nauczanie historii nie jest celem samym w sobie. Służy ono wychowaniu lepszych obywateli i poprawie narodowego bytu. To na materiale historycznym uczeń, czyli przyszły obywatel, poznaje zjawiska społeczne, gospodarcze i polityczne, a także może nauczyć się racjonalnej oceny tych zjawisk i umiejętności podejmowania optymalnych decyzji wyborczych. Żeby polityka historyczna, a w tym głównie szkolne nauczanie historii, była skuteczna, musi za nią stać silne przekonanie rządzących jak i rządzonych, że warto kształtować pozytywne wzorce zachowań obywateli. Z tym mamy problem, bowiem na ogół sami się nie cenimy, a pamięcią historyczną posługujemy się czasem jak politycznym cepem. Co gorsza, bardzo często nie doceniamy nauki historii w szkołach. Ci, którzy chcą ograniczać szkolne programy historii, działają jednak długofalowo na szkodę kraju [podkr. (wb)]". XX Forum Szkół Katolickich dostarczyło sporej dawki okazji do przemyśleń. Uważam jednak, że aby ich kres nie nastąpił wraz z powrotem w tryby codziennych obowiązków, należy spostrzeżenia wyniesione z Sali Papieskiej poddać pod dyskusję. I to właśnie był powód, dla którego postanowiłem podzielić się z Czytelnikami PiszKulkturalnie.pl garścią powyższych refleksji. (wb)
|
REFLEKSJE HISTORYKA Z XX FORUM SZKÓŁ KATOLICKICH