Zamyślenia nad... Wańkowicz w relacjach mieszkańców Ziemi Piskiej

ZNAD PISY

ROZMOWY KLIO...

Odsłon : 143916

Wańkowicz w relacjach mieszkańców Ziemi Piskiej
(8 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)

Melchior Wankowicz kilkakrotnie odwiedził Ziemię Piską i spotykał się z jej mieszkańcami. Jednak w większości te  wizyty, zwłaszcza powojenne, pozostawiły po sobie niewiele świadectw. Warto je  odnotować, aby nie popadły w całkowite zapomnienie. Wprawdzie, z punktu widzenia biografii pisarza znaczenie tych powojennych obecności Wańkowicza w Piszu czy Rucianem - Nidzie jest pewnie drugorzędne. Ale dla podtrzymania lokalnej tradycji wypada o nich wiedzieć.

 

 

Pierwszy pobyt Wańkowicza w Piszu miał związek ze sławetną podróżą w 1935r. Opis tej wyprawy - w której pisarzowi towarzyszyła córka Marta; ważną rolę odegrał kajak zwany „Kuwaką”; a swoistą bazą wypadową w różne krańce regionu, był Pisz, z którego zresztą Ojciec z Córką wyruszyli kajakiem w drogę powrotną Pisą w kierunku Narwi – zachował się w głosnym reportażu pt. „Na tropach Smętka”, ponoć pierwszej dojrzałej książce Wańkowicza i dodajmy, pierwszej tak popularnej, bo już przed wojną wznawianej dziewięciokrotnie! Ale Melchior Wańkowicz bywał w Piszu i jego najbliższym sąsiedztwie jeszcze co najmniej dwukrotnie (1967r., 1970r.) Zapewne jednak częściej dochodziło do spotkań z mieszkańcami Ziemi Piskiej.

 

 

Powrót do Warmii i Mazur  po długoletniej przerwie  nastąpił w 1958r. W maju tr. „King” reportażu przyjechał z emigracji, by już na stałe osiedlić się w Polsce. Przyjmowany był entuzjastycznie przez Czytelników złaknionych jego prozy, wykupujących wydane rok wcześniej po raz pierwszy w PRL „Ziele na kraterze” i „Szczenięce lata” oraz „Na tropach Smętka” i skrócone do jednego tomu „Monte Cassino” – te dwie ostatnie pozycje trafiły do rąk miłośników wańkowiczowskiej prozy właśnie w 1958r. Po kilku miesiącach od chwili zamieszkania w Warszawie, Wańkowicz wyruszył w trasę odczytową po Polsce, odwiedzając ponad sto miejscowości w różnych zakątkach kraju! Na trasie tego prawdziwego Tour de Pologne znalazły się m.in. Ełk, Giżycko, Kętrzyn, Bartoszyce, Ostróda, Pasłęk, Iława. W Olsztynie 27 września uczestniczył w spotkaniu literatów, plastyków, działaczy społeczno - politycznych i naukowców, które inaugurowało Rok Kajkowski w regionie. Czy znalazł się również w Piszu? Jest bardzo prawdopodobne, że tędy w 1958r. przejeżdżał, nic jednak nie wiemy o jakichkolwiek wieczorach autorskich, które mogłyby się odbyć w najbliższej okolicy.

 

Dopiero lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte obrodziły częstszymi kontaktami Melchiora Wańkowicza z mieszkańcami Ziemi Piskiej. To zapewne tego okresu dotyczy informacja mieszkającej w Wiartlu Ewy Piankowskiej, iż Tadeusz Kukliński, nauczyciel ze szkoły podstawowej, wielokrotnie opowiadał w czasie lekcji o swej znajomości ze „znanym pisarzem Wańkowiczem”. Dlaczego Wiartel? Może dlatego, że od strony Wiartla właśnie, podczas pamiętnej podróży pisarza z córką Martą w 1935r., Wańkowiczowie wjeżdżali do Pisza na furmance Pupilarskiego z Przerośli? A może tak po prostu, wizyta w Wiartlu (albo tylko spotkanie z nauczycielem?) to był zwykły przypadek i nie powinniśmy doszukiwać się w tym epizodzie jakichś odniesień do przedwojennej bytności pisarza na Mazurach?

 

Nieco odmienny charakter mają pozostałe „piskie” ślady Melchiora Wańkowicza. Niedawno jeden z mieszkańców Rucianego - Nidy z dumą wspominał, że posiada w swym księgozbiorze egzemplarz „Na tropach Smętka” z osobistym wpisem autora z 1970r. Wtedy Wańkowicz miał zorganizowane spotkania z Czytelnikami właśnie w Rucianem – Nidzie i w Piszu.

 

Z Wańkowiczem poznał się również Ryszard Szyrmer nadleśniczy Nadleśnictwa Maskulińskie. O tej znajomości wspominał swemu zastępcy Henrykowi Janusowi. To dzięki jego pośrednictwu możemy opublikować fotografię ze spotkania w „Perle Jezior” (lub może innym pomieszczeniu w Rucianem – Nidzie?), w którym uczestniczył właśnie Melchior Wańkowicz oraz as polskiego lotnictwa myśliwskiego na Zachodzie Stanisław Skalski. Niestety, nie wiemy, z którego roku pochodzi ta fotografia. Z relacji H. Janusa wynika, że widywał ją na biurku nadleśniczego Szyrmera za każdym razem, gdy wchodził do jego gabinetu.

 

Wątek kontaktów Melchiora Wańkowicza z mieszkańcami ówczesnego powiatu piskiego pojawia się również we wspomnieniach Tadeusza Pardeja opublikowanych w 1995r. w „Znad Pisy”: „Ówczesna władza tworzyła […] legendy wokół niektórych Mazurów, rzekomych bojowników o polskość tych zim. Z Gustawa Optacego zrobiono bohatera, jakim nigdy nie był. Odznaczano go wielokrotnie. Tymczasem za czasów Hitlera zmienił nazwisko na Oberhausen, po wojnie zaś znowu stał się Optacym. […] Pan Eugeniusz Bielawski, wieloletni kierownik szkoły w Wejsunach, opowiadał, jak z okazji zjazdu pisarzy Ziem Zachodnich i Północnych w Olsztynie (1971) wiceprzewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej przedstawił Melchiorowi Wańkowiczowi G. Optacego jako działacza polskiego. Przypomniał opis w książce „Na tropach smętka”, jak autor wszedł do karczmy w Piszu, w której rozmawiano po polsku, dodając, że był wśród nich pan Gustaw. Wańkowicz zbliżył się do niego, niczym żubr spod krzaczastych brwi wpatrywał się chwilę, po czym wypalił: -Tylko on mówił po niemiecku!” ("Z utraconej ziemi...", cz. II). Jak to naprawdę było z Optacym w 1935r., i w 1971 r., pewnie dowiedzieć się nie będzie łatwo. Ktoś mógł coś pomylić, przeinaczyć, źle zapamiętać. Ale nie możemy także wykluczyć, że ten przekaz zawiera ziarno prawdy, może zasługujące, aby kiedyś bliżej się tą problematyką zająć. Dla nas dzisiaj istotne jest samo wspomnienie, rejestrujące wprawdzie epizodyczny, ale godny zapamiętania kontakt Wańkowicza z dwiema osobami, ważnymi dla powojennych dziejów regionu piskiego. O innych epizodach z Wańkowiczem,  niech bezpośrednio opowiedzą sami ich uczestnicy… (wb)


 

 

 

Mieczysław Kuligowski:


W 1967r. minęło 600 lat od nadania praw bartnych osadzie leżącej u podnóża zamku Johannisburg. Ówczesne władze postanowiły uczcić jubileusz szeroko zakrojonymi obchodami, które przyniosłyby Piszowi trochę ogólnopolskiego rozgłosu. Z tej okazji został wybity stosowny medal pamiątkowy. Zorganizowano również uroczystości ku czci 600 –lecia Pisza. Organizatorem imprezy był m.in. Dom Kultury. I właśnie z tej okazji zaproszono wielu znakomitych twórców kultury. Jednym z nich był znany aktor Wojciech Siemion. Innym -wybitny pisarz Melchior Wańkowicz, który już kiedyś przecież w naszym regionie był i bardzo ciekawie opisał go w książce pt. „Na tropach Smętka”. To chyba ta właśnie książka, gdzie sporo było o samym Piszu, mogła być jednym z powodów oficjalnego zaproszenia Wańkowicza na te uroczystości, jako ważnego gościa.

Pamiętam, że oficjalne uroczystości odbywały się w słoneczny, letni dzień. Na pustym placu między torami kolejowymi a ul. Wojska Polskiego wybudowano scenę. Naprzeciwko rozstawiono krzesła. Miejsca zajęli oficjalni goście. Wśród nich Melchior Wańkowicz, którego posadzono obok sekretarza PZPR, chyba z Rucianego – Nidy. Zdziwiłem się, obserwując dystans wyraźnie okazywany lokalnemu dygnitarzowi przez pisarza. Może to było dlatego, że kilka lat wcześniej Wańkowicz został skazany w procesie politycznym?

Mnie również przedstawiono Panu Melchiorowi. Okazał się miłym, starszym panem odrobinę wspierającym się na laseczce, który z zaciekawieniem wysłuchał moich uwag dotyczących jego książki o Warmii i Mazurach. Chodzi o opisaną w niej rozmowę z kilkoma Mazurami, do jakiej doszło w piskiej piwiarni, podczas podróży pisarza w 1935r. Wedle tego, co usłyszałem od Wańkowicza, zdarzenie to miało miejsce w restauracji, która przed wojną była w piwnicach Ratusza, czyli tam, gdzie obecnie jest Muzeum Ziemi Piskiej!

Zdaje się, że i ja miałem czym zaskoczyć autora. Otóż jednym z uczestników pamiętnej dysputy w piskim lokalu miał być Wilam Stasik z Kociołka. Tak dane rozmówcy zapisał Wańkowicz [w rzeczywistości Wilhelm Staschik występuje w spisie przedwojennych mieszkańców Gross Kessel, czyli Kotła Dużego – (wb)]. Ale gdy w owych latach zaczynaliśmy już w Piszu rozmawiać na temat utworzenia muzeum i powoli poszukiwać doń eksponatów, nawiązałem kontakt z Mazurką Pauliną Stasik z Rostek. I ona to właśnie mi opowiadała, że chyba jakiś krewny jej męża przed wojną został opisany przez polskiego pisarza Wańkowicza. O tym właśnie opowiadałem Melchiorowi Wańkowiczowi podczas spotkania w Piszu w 1967r. Autor „Na tropach Smętka” był zaskoczony informacją, że pamięć o tamtej rozmowie zachowała się nie tylko w książce. Dopowiem tylko, że gdy w 1969r. udało się w Piszu utworzyć muzeum, to jako eksponat trafiły tam m.in. chodniki tkane w tradycyjny mazurski wzór, które wykonała dla muzeum właśnie Paulina Stasik.

Jeszcze jedną rzecz zapamiętałem ze spotkania z Melchiorem Wańkowiczem. Po wizycie w Piszu pisarzowi zorganizowano spotkanie autorskie w Rucianem – Nidzie. Potem ktoś mi opowiadał, że laseczka, na której wspierał się Wańkowicz, odgrywała podwójną rolę. W rączce ukryty był maleńki kieliszek, do którego w przypływie dobrego nastroju pisarz przelewał z laseczki litewską nalewkę, by częstować swych rozmówców. Ponoć ten litewski napój to były jego ulubione „999”.

 


Stanisław Krajewski:


Było to chyba w drugiej połowie lat sześćdziesiątych ub. wieku. W „Gazecie Olsztyńskiej” przeczytałem komunikat o organizowanych spotkaniach z mistrzem ówczesnego reportażu polskiego Melchiorem Wańkowiczem, autorem popularnej na Warmii i Mazurach powieści „Na tropach Smętka”. Autor chętnie odwiedzał miejsca znane sprzed lat i spotykał się z mieszkańcami regionu, którzy w większości nie byli już Mazurami. Byli Polakami, których powojenne, bardzo trudne losy wyniosły na tzw. Ziemie Odzyskane.

Uzgodniłem spotkanie, które odbyło się w świetlicy zakładowej przy Zakładach Płyt Pilśniowych i Wiórowych w Rucianem Nidzie. W imieniu organizatora przywitałem pana Wańkowicza.

Rozwieszono szczegółowy plan bitwy pod Monte Cassino, z którym Pan Wańkowicz jeździł po kraju. Znali tę mapę prawie wszyscy w Polsce, z prezentacji wielkiej bitwy i niewątpliwie sukcesu wojennego Korpusu gen. Andersa, na szczególnie trudnym, górskim terenie Włoch.

Po zaprezentowaniu Mistrza zebranym, przedstawiłem Melchiorowi Wańkowiczowi dwóch uczestników tej strasznej bitwy, którzy pracowali ZPPiW. Pan Wańkowicz był bardzo zdziwiony faktem, że w tak małym osiedlu przyzakładowym mieszka dwóch uczestników bitwy. Pokazałem autorowi zdjęcie z jego książki, na którym widniał przedstawiony przeze mnie Piotr Roman – uczestnik natarcia na klasztor. Walczył w kompanii łączności i dlatego znalazł się na zdjęciu. Drugim uczestnikiem tych walk był Tadeusz Sztybel, w książce wymieniony z imienia i nazwiska.

Obecność na sali uczestników walk, o których Melchior Wańkowicz opowiadał – krwawych ataków na dobrze ufortyfikowane gruzy klasztoru, gdzie znajdowało się gniazdo niemieckiej dywizji, której celem była obrona i zablokowanie przed aliantami drogi na Rzym, przywoływała wspomnienia z dawnych czasów. Pan Wańkowicz w swoich wspaniałych relacjach z bitwy odwoływał się także do wspomnień obecnych. Obecność aż dwóch uczestników walk spowodowała, ż opowieści autora były bardzo osobiste. Tak wspaniałej relacji, jak ta – Pana Wańkowicza- nigdy więcej nie słyszałem.

To niezapomniane spotkanie zakończyło się obiadem w restauracji „Warmianka”. I tu doszło do jeszcze jednego zdarzenia z udziałem Mistrza. Melchior Wańkowicz i około dwadzieścia osób towarzyszących zostali zaproszeni do dużego stołu. Obecna na terenie restauracji kapela przywitała nas wspaniałą pieśnią „Czerwone maki na Monte Cassino”. Zapewniam, że nie było to wcześniej uzgodnione a wynikało z rozpoznania pisarza przez muzyków. Po obiedzie osoby towarzyszące Panu Wańkowiczowi dziękowały mi za przyjęcie i mówiły, że tak przejętego i szczerze zadowolonego Mistrza jeszcze nigdy nie widzieli. Spotkanie to pozostało mi we wspomnieniach na zawsze.

 

 

Dietmar Serafin:


Około połowy lat sześćdziesiątych, będąc jeszcze bardzo młodym człowiekiem, idąc drogą przez Wejsuny, nieopodal sławnej kuźni (tej, która po latach stała się własnością rodziny Wojciecha Siemiona, znakomitego aktora), natknąłem się na mojego byłego kierownika szkoły Eugeniusza Bielawskiego. Był to nauczyciel pochodzący z Sokala na Kresach Wschodnich. Prześladowany przez bolszewików za udział w AK, uciekł do Polski, gdzie nie minęły go prześladowania ze strony UB. Używał do 1957r. nazwiska Jan Siennicki i nauczał w powiecie piskim to w Wejsunach, to w Wiartlu, w Domu Dziecka w Łupkach, by w 1954r. ponownie wrócić do Wejsun, gdzie już zapuścił korzenie na zawsze. Bardzo aktywny społecznie, miał rozległe stosunki w świecie kultury.

Tenże Pan Bielawski szedł teraz wejsuńską ulicą z jakimś starszym jegomościem o lasce i zobaczywszy mnie zawołał w swoim śpiewnym, kresowym narzeczu: „… ta ho no tu, bodaj ty z nosem był, nie poznajesz pana Wańkowicza? Zobacz, przyjechał tu do nas!” Były to czasy, kiedy byłem już po lekturze „Monte Cassino”, „Szczenięcych lat”, „Ziela na kraterze” i innych pozycji. Byłem urzeczony twórczością Melchiora Wańkowicza a tym samym poznaniem tak znanej a jednocześnie już wówczas „niepoprawnej” politycznie postaci. Wańkowicz za rzekome „publikowanie na Zachodzie materiałów zawierających nieprawdziwe informacje i oczernianie ustroju socjalistycznego w Polsce” został w listopadzie 1964r. skazany na 3 lata więzienia, który to wyrok na mocy amnestii został zmniejszony o połowę. W rzeczywistości chodziło o podpisanie przez Wańkowicza tzw. protestacyjnego „Listu 34”, który następnie przekazał polskim środowiskom emigracyjnym, co było nie w smak ówczesnej władzy PRL.

Tak się składa, że do dziś przechowuję wycinek z „Expresu Wieczornego” dotyczący tej sprawy. Trzymam go w książce „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya, którą niegdyś otrzymałem od wielkiego i uznanego tłumacza literatury amerykańskiej Bronisława Zielińskiego. Zieliński przyjaźnił się Jerzym Sito, popularnym wówczas poetą i znakomitym tłumaczem literatury angielskiej, m.in. Marlowa i Szekspira.

I właśnie z Jerzym Sito wiąże się kolejny wańkowiczowski epizod w moim życiu. Niestety, towarzyszyły temu mniej przyjemne okoliczności, niż te z Wejsun. W połowie września 1974r. gościłem u Jerzego. Nota bene Sito w swoim czasie został przez Wańkowicza „zwerbowany” do powrotu do kraju. Było to już po powrocie Pana Melchiora z emigracji. Sito właśnie za namową Wańkowicza przyjechał w 1959r. z Anglii do Polski. Został kierownikiem literackim w Teatrze Narodowym, ale po podpisaniu w 1976r. tzw. „listu 101”, protestującego przeciw zmianom w konstytucji PRL, został zwolniony z pracy. Później był jeszcze kierownikiem literackim Teatru Polskiego w Poznaniu. Po stanie wojennym pełnił funkcję prezesa Wydawnictwa „Czytelnik” a od 1991r. został wieloletnim ambasadorem Polski w Królestwie Danii.

Ale w 1974r. to wszystko jeszcze się nie wydarzyło. Wydarzyło się natomiast co innego. Kilka dni wcześniej zmarł Melchior Wańkowicz. Pogrzeb został wyznaczony na 14 września. A ja dzień przed pogrzebem, zupełnie przypadkiem zjawiłem się w mieszkaniu Jurka. Jakież było moje zdziwienie, gdy spotkałem tam Martę Erdman – córkę Wańkowicza, która przyjechała na pogrzeb ojca z Ameryki. A ponieważ „za Oceanem” siostra Jerzego Sity była jej sąsiadką „przez płot”, więc córka wielkiego pisarza zatrzymała się w Warszawie popasem u rodziny Sitów. Zjadłem w jej obecności kolację i to był kres mojej epizodycznej znajomości z córką Melchiora Wańkowicza.

 
Proszę zarejestruj się by móc dodawać komentarze do tego artykułu.

Wydarzenia

Brak wydarzeń
Czy wydarzenia kulturalne w Piszu spełniają twoje oczekiwania
 
Maj 2012
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2