|

1 września 1939 roku o godzinie 4 40 na Wieluń pod Poznaniem spadły bomby z niemieckich „stukasów". Rozpoczęła się II wojna światowa. A może jednak było inaczej? I powinienem ten artykuł rozpocząć następująco: 1 września 1939 roku o godzinie 4 15 ruszyło niemieckie natarcie w kierunku Chojnic. Rozpoczęła się II wojna światowa.
Kolejne wydarzenie i spór historyczny. Na dodatek, jak postrzegać te wydarzenie w świetle utrwalonej tradycją rocznic bohaterskiej obrony Westerpl atte przez polskich żołnierzy, którzy w powszechnej świadomości jako pierwsi twardo stawili opór przeważającym siłom niemieckim? To ich heroizm stał się symbolem polskiego oporu przed nazizmem, nie tylko w okresie kampanii wrześniowej, ale całej wojny. Czy fakt, iż w innym miejscu, kilka minut wcześniej mogła rozpocząć się II wojna światowa umniejsza ich bohaterstwo? Pytanie retoryczne.
Załóżmy jednak hipotetycznie, że od początku wiemy to, co przed 10 laty oznajmił prof. Witold Kulesza: „Według naszych ustaleń II wojna światowa tak naprawdę rozpoczęła się od bombardowania Wielunia, na kilka minut przed salwą pancernika Schleswig-Holstein w kierunku Westerplatte". Początek wojny kojarzyłby się nam nie z bohaterskim polskim żołnierzem, który stawia beznadziejny, ale zrozumiały i akceptowalny przez pokolenia opór, lecz z bezsensowną masakrą 1200 mieszkańców Wielunia, którzy zginęli w czasie snu lub też krótko po przebudzeniu pod wybuchającymi bombami. To drugie wydarzenie dużo bardziej podkreśla charakter tamtego konfliktu, nie oddaje jednak go w całości. Historii nie wolno wyrywać z szerszego kontekstu. Komplementarność w opisie wydarzeń jest niezbędna. Jeśli jej zabraknie, fakty staną się mitem lub fikcją. A na mitach nie można odpowiedzialnie wychowywać kolejnych pokoleń Polaków. Prawda jest mi bliska, nie tylko ze względu na to, że, jak napisał Józef Mackiewicz, tylko ona jest ciekawa, ale dużo bardziej dlatego, że wyzwala (por. Ew. J.8.32).
Jak odkryć prawdę? Przez spotkanie i dialog, czasem dyskusję (te pojęcia wcale nie są tożsame). Ten motyw był dla mnie inspiracją do wzięcia udziału w debacie zorganizowanej przez Muzeum Ziemi Piskiej oraz Klub Lokalnych Inicjatyw Oświatowych (KLIO) na temat „Czy należy świętować rocznice ważnych wydarzeń?" Rozpoczęła się ona 1 września o godzinie 1630 w tzw. Kawiarence Okazjonalnej Piskiego Domu Kultury. Skąd taki temat? Od dłuższego czasu w środkach społecznego przekazu daje się słyszeć głosy, że czcimy czy też upamiętniamy same klęski. A to klęska wrześniowa, a to Powstanie Warszawskie. Nie pamiętamy natomiast, jak zauważył w trakcie debaty jeden z uczestników, np. o jedynym wygranym przez Polaków tzw. Powstaniu Wielkopolskim. Inne głosy sugerują - może już czas z tym skończyć? Postulat ten uzasadniany jest często faktem powszechnego braku zaangażowania Polaków w czasie tych rocznic.
W naszym mieście jest to widoczne aż nadto. Rok 2009 jest okazją do przypomnienia wielu okrągłych jubileuszy: 70 rocznica wybuchu II wojny światowej, 20 rocznica okrągłego stołu i „wyborów czerwcowych", 5 rocznica przystąpienia do UE. No i oczywiście wiele innych godnych upamiętnienia rocznic, które okrągłe już nie są. Można by stwierdzić, że wielość tych wydarzeń skutecznie uszczuplała uczestników rocznic je upamiętniających. Prawda jest jednak taka, że na żadnej z nich nie było zbyt wielu Piszan. Nie dziwi mnie więc (choć go nie popieram) postulat niektórych, by faktycznie zaprzestać obchodzenia czy też upamiętniania przynajmniej niektórych rocznic. Bo niby dla kogo? Dla uczniów, którzy z niechęcią reagują na każdy nakaz, a tak zdają się traktować każde obchody rocznicowe? Dla pracowników samorządu, jego jednostek organizacyjnych, którzy z racji swoich obowiązków przygotowują takie imprezy?
A jednak w trakcie debaty, która odbyła się w PDK, zdecydowana większość obecnych wskazywała, że przecież nie chodzi o upamiętnienie klęski, zwycięstwa czy też samego wydarzenia. Chodzi o pamięć o ludziach i naukę, tak by faktycznie Historia. I pytanie: „Czy należy?", wcale nie podważające zasadności upamiętniania, pozwoliło usłyszeć potwierdzenie: „Tak, należy". A przy okazji usłyszeć kolejne pytania („Jak czcić pamięć?") i nieco utyskiwań, np. na brak flag narodowych na piskich domach 11 Listopada, 15 Sierpnia czy 3 Maja. Taki jest nasz patriotyzm, na który aż nazbyt chętnie usiłujemy się licytować z innymi... stała się magistra vitae.
Gratuluję inicjatorom debaty, zarówno samego pomysłu, jak i jego realizacji, pozwalającej na przemyślenia jeszcze długo po opuszczeniu Kawiarenki Okazjonalnej PDK. Do tych przemyśleń skłaniał też starannie dobrany repertuar piosenki poetyckiej, w wykonaniu zespołu A' navim.
W tym roku organizatorzy zrobili wiele, by uatrakcyjnić obchody wybuchu II wojny. Po debacie zaproponowano uczestnictwo w Mszy świętej sprawowanej w intencji rozpoczynających rok szkolny oraz w intencji poległych za Ojczyznę. Następnie w centrum miasta otwarto wystawę, która upamiętniała wydarzenia tamtego okresu. Towarzyszył temu występ Miejskiej Orkiestry Dętej, która wykonała pochodzące z okresu przedwojennego i czasu wojny pieśni żołnierskie i patriotyczne. Przerywane były pokazem musztry w wykonaniu 9 pułku strzelców konnych Armii Krajowej, który odtworzyła grupa rekonstrukcyjna z Grajewa. Całość zakończona została pokazami multimedialnymi, które odbyły się w arkadach piskiego rynku. Imponujące rozmachem dekoracje, przygotowane z ogromnym nakładem pracy, uzupełniały krótkie filmy, zrealizowane przez licealistów. Wstrząsające i wzruszające. I ulotki rozdawane na ulicach: o genezie wojny, o kampanii wrześniowej, o ludobójstwie, o przebiegu działań militarnych w latach 1939-1945, o skutkach II wojny światowej, zamkniętych upadkiem komunizmu (kolejna tegoroczna rocznica). I na koniec film - „Pianista" w PDK.
A jednak pomimo wielu atrakcji - oszałamiających tłumów nie było. Wydaje się jednak, że problem frekwencji, choć ważny, nie powinien się przekładać na sam sens upamiętniania różnego rodzaju ważnych rocznic narodowych. To problem edukacji historycznej i patriotycznej (prowadzonej zarówno przez państwo w szkołach, jak i przez rodzinę w domu). Symptomatyczne, że zauważył to jeden z tych nielicznych uczestników debaty, którzy powątpiewali w potrzebę upamiętniania rocznic. O tym wszystkim warto rozmawiać w poszanowaniu poglądów i odrębności zdania rozmówców. Wtedy wszyscy mogą się czegoś nauczyć.
Na koniec chciałbym złożyć wyrazy uznania komitetowi organizującemu tegoroczne obchody. Znaleźli się w nim przedstawiciele Piskiego Domu Kultury (Katarzyna Sobiech), Miejsko - Gminnej Biblioteki Publicznej (Krystyna Rękawek), Muzeum Ziemi Piskiej (Waldemar Brenda) i Ośrodka Profilaktyki i Terapii (Urszula Zduńczyk). Potrafili zmobilizować całą armię ludzi dobrej woli, aby wspólnymi siłami upamiętnić „Tamten Wrzesień".
Andrzej Zadroga |