WOKÓŁ KULTURY
ZNAD PISY
ROZMOWY KLIO...
Najczęściej czytane
| GUSTAW GIZEWIUSZ – MIEDZY PISZEM A OSTRÓDĄ |
|
Dzieciństwo i młodość 21 maja 1810 r. w Piszu przyszedł na świat wielki syn Mazur – Gustaw Herman Marcin Gizewiusz. Gustaw, bo wyłącznie tego imienia używał, był najmłodszym synem rektora szkoły miejskiej w Piszu, Marcina i Jakobiny Taurek, córki burmistrza Ełku.
Osierocony przez ojca trzyletni Gustaw dostał się pod opiekę stryja, Tymoteusza Gizewiusza. Kiedy siostry Gustawa powychodziły za mąż, szwagrowie partycypowali w kosztach wychowania i wykształcenia chłopca. Początkowo uczęszczał on do klasy koedukacyjnej następnie został przeniesiony do szkoły miejskiej. Po śmierci stryja i ukończeniu szkoły w Piszu zaopiekował się nim krewny ze strony matki, ks. Fryderyk Tymoteusz Krieger. W 1822 r. zabrał on dwunastoletniego Gustawa do Ełku i zapisał go do tamtejszego gimnazjum. Gustaw Gizewiusz jako prymus, przez trzy ostatnie lata szkoły, korzystał ze stypendium, którego głównym warunkiem były szczególne postępy w nauce polskiego języka literackiego.
W literaturze przyjmuje się, iż przodkowie Gustawa Gizewiusza wywodzili się z ziemi mazowieckiej. W XVI w. przenieśli się z Giżyc koło Sochaczewa do Prus Książęcych. Osiedli w powiatach oleckim i ełckim, gdzie otrzymali nadania ziemskie od księcia Albrechta. Giżyccy, należący do szlachty mazowieckiej, pieczętowali się herbem Gozdawa. Protoplastą rodu był Paweł Giżycki diakon w Nawiadach potem w Cichach pod Oleckiem, gdzie został ostatecznie proboszczem. O tym, że tradycja rodzinna przynależności rodowej nie wygasła może świadczyć używanie herbu Gozdawa. Można go spotkać w jednej z książek znajdujących się w księgozbiorze Gustawa. Sygnetem herbowym pieczętował nie tylko korespondencję prywatną, ale i urzędową.
W 1828 r. Gustaw Gizewiusz zapisał się na wydział teologiczny uniwersytetu królewieckiego i do Seminarium Polskiego. Zainteresowania przeszłością skłoniły go do podjęcia studiów pod kierunkiem znanego historyka prof. Johannesa Voigta, autora dziewięciotomowego dzieła o dziejach Prus. W tym okresie kształtowały się jego poglądy społeczne i polityczne. Miał możność bliższego poznania kultury i literatury polskiej. Fascynacja poezją Mickiewicza oraz zetknięcie się ze środowiskiem młodzieży królewieckiej, sympatyzującej z powstaniem listopadowym, musiały oddziaływać na młodego Gizewiusza. Te zainteresowania podzielała też jego późniejsza żona Anna Rebeka Fürst. Po ukończeniu pięcioletnich studiów Gustaw skorzystał z zaproszenia siostry oraz szwagra Wilhelma Vigouroux – burmistrza i zamieszkał w Lecu. Kiedy w 1834 r. ogłoszono konkurs na urząd polskiego kaznodziei w Ostródzie, Gizewiusz złożył ofertę i wygrał. Kazanie konkursowe, które musiał wygłosić w języku polskim, wypadło znakomicie: „Było tak piękne, dobre i zrozumiałe, jakiego dotąd parafianie nie słyszeli. Toteż w imieniu gmin sołtysi kategorycznie zażądali od burmistrza Ostródy zaangażowania młodego kandydata”. W wakacji podpisanej przez pięciu członków ostródzkiego magistratu zaznaczono, że Gizewiusz „ ... został wybrany w drodze urzędowej, jednogłośnie przez miejską i wiejską gminę jako polski kaznodzieja i niemiecki diakon”. 6 września 1835 r., po podpisaniu przez proboszcza Jeimkego aktu ordynacji, rozpoczęła się uroczystość wprowadzenia w urząd i poświęcenie Gustawa Gizewiusza. Tak więc Gizewiusz stanął na czele polskiej parafii ostródzkiej. Ponieważ nie posiadała ona samodzielności, Gustaw piastował również podrzędne stanowisko diakona w parafii miejskiej (niemieckiej).
W Ostródzie Sumienną pracą i ogromnym zaangażowaniem młody pastor zyskiwał sobie uznanie parafian. W każdą niedzielę i święta, przedpołudniem i popołudniu odprawiał nabożeństwa w polskim kościele. Co roku 21 lipca odprawiał też specjalne nabożeństwo upamiętniające zniszczenie miasta podczas pożaru w 1788 r. Co trzecią niedzielę wyjeżdżał w teren. Sporządzał akta w wiejskich parafiach. Wizytował polskie szkoły. Do jego obowiązków należało również udzielanie lekcji religii i przygotowywanie młodzieży do konfirmacji.
Zainteresowania Gustawa Gizewiusza wykraczały poza zakres jego obowiązków zawodowych. Można śmiało powiedzieć, że był człowiekiem wszechstronnym: zbieraczem, folklorystą, literatem, redaktorem, wydawcą i działaczem społeczno – politycznym. Obiektem zainteresowań Gizewiusza był przede wszystkim lud mazurski, jego warunki życia, mowa, pieśni i obyczaje.
Na stanowisku pastora w Ostródzie Gustaw Gizewiusz miał możliwość zapoznania się z problemem germanizacji w szkolnictwie wiejskim. Dostrzegał niski poziom oświaty i zagubienie młodzieży polskiej zmuszanej przemocą do nauki języka niemieckiego. Gizewiusz widząc poniżenie i nędzę Mazurów dostrzegał jednocześnie ich przywiązanie do mowy i obyczaju polskiego. Uważał lud mazurski „ ... za jedynego piastuna sztuk dawnych narodowych, [...] jedynego przekaziciela filozofii narodowej, opartej na doświadczeniach i obserwacjach wiekowych całego narodu, a złożonej w przysłowiach i przypowieściach". Chcąc chronić kulturę ludową Mazurów postanowił bronić ich przed zgermanizowaniem.
Nie od razu przystąpił jednak do konkretnej działalności. Początkowo wspólnie z innymi duchownymi ewangelickimi wyrażał jedynie swoje niezadowolenie z postępującej germanizacji. Podczas zwoływanych synodów i konferencji pastorzy zgodnie twierdzili, iż tylko przez język polski można dotrzeć do serc i umysłów Mazurów i tylko w ten sposób mogą oni realizować swoje duszpasterskie obowiązki.
Poznawszy literaturę polską Gizewiusz pragnął zainteresować nią także Niemców. Stąd też podjął się tłumaczenia na język niemiecki niektórych utworów. Znalazły się wśród nich: „Żywot i przypadki Faustyna Dodosińskiego” F. Skarbka, „Czerwona sukienka” i „Wernyhora” M. Czajkowskiego oraz „Pamiętniki Albrechta Radziwiłła”. W celu wydania przekładów literatury polskiej nawiązał kontakty z Józefem Łukaszewiczem i Edwardem Raczyńskim w Poznaniu. Tłumaczył też i poprawiał kancjonały oraz podręczniki szkolne w języku polskim. Na łamach królewieckiego pisma naukowego „Preussische Provinzialblätter” drukował tłumaczone na język niemiecki prace Wacława Aleksandra Maciejowskiego.
Gizewiusz wiele trudu, serca i czasu poświęcił ratowaniu od zagłady pieśni ludowych. W latach 1836-1840 zebrał 454 pieśni. Niewielka ich część, zaledwie osiem, została umieszczona w leszneńskim „Przyjacielu Ludu” w roku 1839 pt. „Pieśni, które lud wiejski w okolicach Osterode w Prusach Wschodnich śpiewa”. Część – trzydzieści trzy pieśni – została opublikowana znacznie później, bo dopiero w 1857 r. przez znakomitego etnografa polskiego Oskara Kolberga w jego pierwszym tomie wydawnictwa „Pieśni ludu polskiego”. Wielką zasługą Gizewiusza było nie tylko zebranie owych pieśni, ale także zachowanie właściwości gwarowych przy ich zapisie. Zbierając różnorodne pod względem treści i formy pieśni obalał niemieckie twierdzenie jakoby Mazurzy nie posiadali własnej kultury.
Gustaw Gizewiusz był nie tylko folklorystą, ale i zamiłowanym bibliofilem oraz zbieraczem numizmatów. Interesowała go też archeologia. Pociągały go swą tajemniczością grodziska przedhistoryczne w okolicach Ostródy, w Ornowie i Lesiaku Ostródzkim, Kajkowie i Grabinie. Sam podejmował próby badania powierzchniowego grodziska w Ornowie. Zgromadzone wykopaliska archeologiczne przekazywał badaczom polskim. Dziewięć ofiarowanych przez niego przedmiotów pochodziło z najstarszego okresu epoki żelaza. Te cenne eksponaty, w wiele lat po śmierci Gustawa, zostały wystawione na pierwszej polskiej wystawie starożytności zorganizowanej w Warszawie w 1856 r.
Ogromny wpływ na kształtowanie i rozwój świadomości narodowej Gizewiusza miały jego podróże z lat 1840-1842. Nawiązał wówczas liczne stosunki literackie i polityczne, które mógł wykorzystać w dalszej działalności. W Warszawie spotkał osobiście swoich korespondencyjnych przyjaciół, przedstawicieli polskiego życia naukowego i literackiego. W czasie wspólnej z zoną podróży po Europie zwiedził Kraków, Pragę, Wiedeń i południową Słowiańszczyznę, Włochy, Szwajcarię i Francję. W drodze powrotnej zatrzymywał się w Berlinie, Lipsku i Poznaniu. Zawarte wówczas znajomości z wybitnymi osobistościami polskiej i europejskiej kultury planował w przyszłości wykorzystać do bliższej współpracy. Trwalsze kontakty nawiązał z profesorem języków i literatur słowiańskich na uniwersytecie w Lipsku Janem Piotrem Jordanem, przeciwnikiem germanizacji i zwolennikiem jedności Słowian. W Poznaniu spotkał się z redaktorem „Tygodnika Literackiego” i obrońcą praw językowych Polaków Antonim Woykowskim, adwokatem Jakubem Kauthoferem-Kotowskim oraz organizatorem radykalnego Związku Plebejuszy w Wielkopolsce i na Pomorzu Wschodnim, księgarzem Walentym Stefańskim.
Po powrocie Gustaw Gizewiusz z wielkim zapałem przystąpił do walki z germanizacją. Wspólnie z Krzysztofem Celestynem Mrongowiuszem opracował memoriał, w którym domagał się prawnego uznania języka polskiego na Mazurach. W 1842 r. osobiście zawiózł go do Berlina i przedłożył królowi pruskiemu. Mobilizował opinię publiczną do akcji przeciw germanizatorom nie tylko w Prusach Wschodnich, ale w całych Niemczech. Na łamach gazet królewieckich, łeckich, berlińskich i lipskich zamieszczał artykuły w obronie Mazurów i ich polskiej kultury ludowej. Polemizował z szowinistami pruskimi. Wydobywał na światło dzienne bezwzględne i perfidne metody stosowane przez władze pruskie wobec ludności polskiej. Gromadził materiały i dokumenty, które miały skompromitować gorliwych wykonawców polityki germanizacyjnej. Były to teksty zarządzeń władz, korespondencja urzędowa i prywatna, przedruki różnych dokumentów i artykułów z czasopism. Materiały te i całą polemikę zgromadził w jedno wydawnictwo, którego pierwszy zeszyt pt. „Die polnische Nationalität in Preussen” ukazał się w Lipsku w 1843 r. Następne dwa zeszyty wyszły w 1845 r. pod zmienionym tytułem: „Die polnische Sprachfrage in Preussen”. Gizewiusz zadedykował je Stanom Prowincjonalnym Prus, Śląska i Poznańskiego chcąc wyrazić przez to wspólnotę interesów ludności polskiej tych ziem. „Die polnische Sprachfrage in Preussen” było najważniejszą publikacją Gizewiusza. Jej wydawcą podobnie jak zeszytu pierwszego był J.P. Jordan, z którym Gustaw współpracował przy redagowaniu roczników słowiańskich „Jahrbücher für slawische Literatur, Kunst und Wissenschaft” wydawanych od 1843 w Lipsku.
Działalność Gizewiusza spotkała się z reakcją władz pruskich. W lutym 1843 r. minister oświaty wydał rozporządzenie, które w szkołach powszechnych regencji gdańskiej, kwidzyńskiej i gąbińskiej zezwalało na nauczanie języka polskiego. Religia miała być nauczana wyłącznie w języku polskim. To ustępstwo nie zadowoliło Gizewiusza. Nie przerwał działalności i żądał dalszych uprawnień dla języka polskiego. Nieugięta postawa ostródzkiego pastora sprawiła, że władze kościelne dwukrotnie wytyczały mu procesy dyscyplinarne. Posądzano go o agitację antyniemiecką i przewodzenie „partii polskiej” na Mazurach, mimo iż partia taka wówczas nie istniała. Próbowano też przenieść go proponując zamożne parafie niemieckie. Warto podkreślić, że polemizując z germanizatorami Gizewiusz zawsze występował jako lojalny obywatel państwa pruskiego uznając w królu Prus zwierzchnika państwowego i wyznaniowego. Nie przeszkadzało mu to jednak w twierdzeniu, że germanizacja jest szkodliwa i niesprawiedliwa oraz podważa autorytet władzy.
Gizewiusz zdawał sobie sprawę, że występując w obronie Mazurów musi przede wszystkim dotrzeć do samych zainteresowanych. Stąd też wydawał w języku polskim pisemka i broszury o treści religijnej i świeckiej przeznaczone dla ludu mazurskiego. Od 1840 r. redagował polską część urzędowego pisma „Tygodnik Obwodu Łeckiego”. Zamieszczał w niej utwory polskich pisarzy, tj.: Kochanowskiego, Karpińskiego, Zaleskiego, a także artykuły rolnicze, powiastki i pieśni. W 1842 r. został współredaktorem pierwszego polskiego pisma świeckiego dla Mazurów.
„Przyjaciel Ludu Łecki”, bo o tym piśmie mowa, był wydawany w Ełku jako miesięcznik. Jego redaktorem i wydawcą był Wilhelm Menzel, z którym współpracowali pastorzy: K.C. Mrongowiusz, L. Kraska, W. Balicki, Szczęsny, Skubich i Skrodzki oraz nauczyciele: M. Gerss, J. Marczówka, Kozłowski i inni. Podtytuł pisma informował, że jest ono „wieśniakom ciekawym poświęcone”. Głównym celem pisma miało być: „podnoszenie ludu pod względem moralno-religijnym, oświecenie w zakresie stosowania nowych metod w rolnictwie, udzielanie wskazówek odnośnie higieny osobistej, wreszcie informowanie o sprawach ogólnych a więc dotyczących historii, przyrody, wychowania dzieci, zwalczania zabobonów”. Pismo opowiadało się po stronie biedoty mazurskiej, dążąc do podniesienia jej na wyższy poziom kulturalny. Spotkało się z przyjaznym przyjęciem ze strony odbiorców. Wśród 281 prenumeratorów pierwszego rocznika większość pochodziła z terenu mazurskiego, ale byli też odbiorcy z Pomorza Zachodniego, Śląska i Wielkopolski. „Przyjaciel Ludu Łecki” ukazywał się przez okres stosunkowo krótki, bo zaledwie w latach 1842-1845. Powodem upadku pisma, jak podała redakcja, była klęska głodu i nieurodzaju jaka nawiedziła Mazury. Być może kontynuację podjętego dzieła uniemożliwiały różnice w poglądach samych współpracowników. Byli pośród nich zarówno obrońcy, przyjaciele i sympatycy sprawy polskiej, jak i zwolennicy mniej lub bardziej łagodnych metod germanizacyjnych.
Udział Gustawa Gizewiusza w gazecie był znaczący. Zamieszczał najwięcej utworów oryginalnych i tłumaczeń. Miał wpływ na dobór przedruków z polskiej literatury i prasy. Spośród dzieł pisarzy i poetów polskich zamieszczał utwory Reja, Kochanowskiego, Krasickiego, Bogusławskiego, Czajkowskiego, Karpińskiego, Naruszewicza, Piramowicza i innych. Dzięki jego inicjatywie na łamach „Przyjaciela Ludu Łeckiego” ukazał się utwór poety chłopskiego Frycza Olszewskiego. Napisana przez twórcę ludowego „Pieśń o zamordowaniu trojga dziatek w mieście Jańsborku 16-go maja r. 1830 przez ich własną matkę popełnionym, jako też i sama tamże swój koniec wzięła razem ze swoimi dziatkami życie sobie odjąwszy” nie była oryginalnym utworem, ale przeróbką dziadowskiej, epickiej pieśni znanej folklorowi polskiemu już w końcu XVIII w. Mimo to F. Olszewskiego uważa się za pierwszego ludowego poetę chłopskiego na Mazurach piszącego po polsku. Gizewiusz ogłaszał też z własnym komentarzem utwory Michała Grodzkiego i Tomasza Molitora. Drukował również wiersze i pieśni, najczęściej tłumaczone z języka niemieckiego, np. „Len kwitnący”, „Śpiew wieśniaków podczas żniw”, „Słońce zachodzące”, „Przeciw łakomstwu”, „Pobudka do boju z pijaństwem” i inne. Występując przeciw pijaństwu rozpowszechnionemu wśród Mazurów Gizewiusz wykorzystał znany utwór Goethego „Znaszli ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa”. Na jego bazie stworzył własny wiersz pt. „Wezwanie do wstrzemięźliwości”: Spośród artykułów Gizewiusza na uwagę zasługuje rozprawa o drukarstwie pod tytułem „Umiejętność drukowania książek”. Omówił w niej dzieje drukarstwa od Gutenberga do początków XIX w. Szczególną uwagę poświęcił drukarniom polskim w Prusach Książęcych przypominając zasługi pierwszej polskiej oficyny Jana Maleckiego w Ełku.
Artykuły Gizewiusza były wyrazem jego niezłomnej postawy w walce o język i prawa Mazurów. Wzywał w nich lud do wystąpień przeciw germanizatorom, do pielęgnowania „mowy Ojców” i nie używania języka niemieckiego w domach. Zdecydowane wystąpienie Gustawa w obronie języka polskiego wywołało żywą reakcję jego przeciwników. Pojawiło się kilka polemik. Gizewiusz został pozbawiony bezpośredniego wpływu na redagowanie „Przyjaciela Ludu Łeckiego”. W piśmie do głosu doszły osoby uważające, że nauczenie się przez Mazurów języka niemieckiego nie przyniesie im większej szkody a wręcz przeciwnie same korzyści: karierę i dobrobyt. Wyrazicielem tej opinii był m.in. J. Marczówka, który w swoim wierszu zachęcał Mazurów do nauki języka niemieckiego. Gustaw Gizewiusz przygotował odpowiedź, ale redakcja obawiając się represji odmówiła umieszczenia jej na łamach pisma. Cały zebrany materiał polemiczny zamieścił więc w wydanym w Lipsku w 1844 r. „Przydatku do Łeckiego Przyjaciela Ludu”. Następnie wysłał go bezpłatnie do wszystkich prenumeratorów i sympatyków pisma. Na wstępie „Przydatku...” został zamieszczony wiersz Marczówki opatrzony ostrymi komentarzami. Dalej znajdowała się przygotowana przez Gizewiusza: „Odpowiedź Panu J.Marczówce, troskliwemu o zarzucanie kraju Mazurskiego niemieckim gnojem, aby się na mazurskich, polskich piaskach czym prędzej rodziła pszenica niemiecka”. W „Przydatku...” znalazł się także obszerny artykuł polemiczny zatytułowany „Odpowiedź druga na dziwną radę Pana Marczówki”. Gizewiusz udowadniał w nim, że nauczenie się języka niemieckiego wcale nie zapewni Mazurom dobrobytu. Obietnice Marczówki nazwał „malowanym ogniem” oraz „gruszkami na wierzbie”, a wszelkie poglądy o użyteczności płynącej ze znajomości języka niemieckiego „chytrym podstępem i zdradnym omamieniem”.
Z kolei na łamach niemieckich gazet Gizewiusz polemizował z innym niedawnym współpracownikiem M. Gierszem, który w latach 1845-1848 rozpoczął kampanię prasową na rzecz wprowadzenia niemczyzny. Napisał na ten temat aż 20 artykułów, na które niestrudzenie odpowiadał Gizewiusz.
Gizewiusz zajmował się też wydawaniem, często na własny koszt, różnych książek polskich przeznaczonych dla Mazurów. W Olsztynie i Olsztynku wydał „Wiesława” K. Brodzińskiego, „Pokutę dwóch zabójców” C.J. Dorata oraz zbiór „Legend”. Znacznym powodzeniem cieszył się wydany przez niego w Lipsku w 1846 r. „Śpiewnik szkolny i domowy dla wesołej a niewinnej młodzieży naszej”. W bogatym życiu polskiego kaznodziei z Ostródy znalazło się miejsce na działalność filantropijną. W latach klęski głodowej 1845-1846 zabiegał o pomoc u władz prowincjonalnych i u króla. Często sam za własne pieniądze kupował zboże dla głodującej ludności.
Podczas polskiej próby powstania na Pomorzu w 1846 r. Gizewiusz kontaktował się z jego emisariuszami. Choć nie przyłączył się do spisku, pozostając lojalnym wobec monarchii, oskarżono go o zdradę Prus. Ograniczono mu dostęp do prasy. Ponownie proponowano mu objęcie parafii niemieckiej. Gizewiusz nie miał jednak zamiaru tracić kontaktu z ukochanym ludem mazurskim. Zaczął szukać poparcia w parlamencie. Apelował o obronę praw językowych wszystkich ziem polskich w granicach Prus. Po wybuchu rewolucji w Niemczech w 1848 r. włączył się do życia politycznego kandydując na posła do Zgromadzenia Narodowego w Berlinie. Niestety nie doczekał się wyników wyborów. Zmarł bowiem nagle w czasie akcji przedwyborczej 7maja 1848 r.
„Był to najszlachetniejszy charakter tak pod względem ducha jak i serca, który dążył do wszystkiego, co najwznioślejsze, do wszystkich ludzi bez różnicy podchodził z miłością, wyrozumiałością i dobrocią. Ubogim był podporą, cierpiącym pocieszycielem. Kochał Polskę, wielbił mowę i piśmiennictwo polskie. Jak na romantyka przystało mierzył siły na zamiary”. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Ostródzie. Na jego cześć w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej miasto Lec zmieniło nazwę na Giżycko. W Ostródzie w 1948 r. odsłonięto pamiątkowy nagrobek z napisem: „Tu spoczywa ks. Gustaw Gizewiusz. 21.V.1810-7.V.1848. Bojownik o polskość i ludowładztwo na Mazurach. W setną rocznicę Wiosny Ludów – Rodacy”.
Bożena Anna Obrycka |